Co nowego w genetyce?

Co słychać w genetyce?

Nawet jeśli nie śledzimy specjalnie nowinek tego działu biologii, to większość z nas ma świadomość, że genetyka na naszych oczach dokonała olbrzymiego skoku. Zdajemy sobie sprawę i oswoiliśmy się już z tym, że na co dzień korzystamy z owoców tego rozwoju w hodowli zwierząt, uprawie roślin, medycynie i diagnostyce. Z drugiej jednak strony można odnieść wrażenie, że po spektakularnym i szeroko dyskutowanym w latach 90-tych wydarzeniu, jakim było sklonowanie owcy Dolly, cały impet nieco osłabł. Pojawiły się wątpliwości natury etycznej, teologicznej czy prawnej. Niepokój w jakimś stopniu budziły również pewne niedoskonałości w kwestiach technicznych, dlatego wielu ludzi odnosi wrażenie, że naukowcy z powyższych powodów drastycznie zwolnili tempo dalszych prac.

Jednak nic bardziej mylnego…

Po bliższym spojrzeniu okazuje się, że całe to „związanie rąk” naukowców różnymi etycznymi wątpliwościami opinii publicznej, spowodowało jedynie przesunięcie się nieco lokalizacji dalszych prac. Nastąpiła ona w kierunku dalekiego wschodu, gdzie obowiązują nieco luźniejsze zasady moralne, a jednocześnie zapewniony jest odpowiedni dostęp do kapitału. Kłopoty techniczne natomiast, jak się powoli okazuje, też były tylko, jak to zwykle bywa z nowymi technologiami, przejściowymi „chorobami wieku dziecięcego”.

Ponad 20 lat od sklonowania Dolly

W tym krótkim artykule chciałbym nakreślić, czym obecnie zajmują się naukowcy i czego już są w stanie dokonać – a przynajmniej to, do czego oficjalnie się przyznają. Od zamieszania związanego ze sklonowaniem owcy, genetycy wcale nie próżnowali i z powodzeniem uzyskali już kopie wielu kolejnych gatunków zwierząt, np.: świni, krowy, kota (2001), konia (2003), szczurów, muszek, psa (2005) i wielu, wielu innych. W tym roku natomiast chińscy naukowcy, metodą transferu jądra komórkowego sklonowali już pierwsze małpy naczelne (makaki).

Cała zabawa nie zamyka się w dodatku tylko za grubymi drzwiami laboratoriów. Tam gdzie możliwa jest komercjalizacja (przoduje tu Korea Południowa), oraz próg akceptowalnych przez klientów kosztów jest dosyć wysoki, tam dynamicznie rośnie rynek tego typu usług. A trzeba również pamiętać, że i tak w momencie kiedy ludzie są silnie emocjonalnie związani ze swoimi pupilami, jak to często ma miejsce w przypadku właścicieli koni czy psów, to sam koszt zabiegu klonowania schodzi u nich na drugi plan.

Ile trzeba za to zapłacić?

Przykładowo, aktualna cena sklonowania psa w firmie Sooam Biotech oscyluje wokół 50 tys. dolarów. Do tego dochodzi jeszcze koszt pakietu do pobrania odpowiednich komórek, samego zabiegu pobrania, przesłania, namnożenia i zamrożenia komórek (dodatkowo około 1200 dolarów). Ewentualne przechowywanie w banku komórek to kolejne 100-300 dolarów rocznie.

Do samego procesu klonowania naszego psa zostaniemy w prosty sposób wprowadzeni wchodząc na jedną ze stron internetowych, przykładowo www.myfriendagain.com Materiał do klonowania możemy pobrać zarówno od psa żywego jak i niedawno zmarłego. Na stronie dostajemy instrukcje w stylu:

Uwaga! Nie umieszczaj swojego psa w zamrażarce, jeśli to zrobisz nie będzie żadnych szans na sklonowanie Twojego psa.

-Należy jedynie owinąć całe ciało psa w mokre ręczniki kąpielowe, umieścić w lodówce i utrzymywać schłodzone.

-Zadzwoń do nas natychmiast jak tylko to zrobisz, czas jest bardzo istotny.

-Jest około 5-cio dniowe okienko od czasu śmierci na pobranie dobrej jakości tkanek do klonowania”(tłum. własne)

Rady te pozwalają uniknąć klientom popełnienia podstawowych błędów. Sam proces uzyskania żywego klona trwa ok. 6 miesięcy. „Gotowe” psy są wysyłane do właścicieli po ukończeniu 2-go miesiąca życia. Jeśli proces z jakichś powodów się nie powiedzie, firma zwraca wpłacone pieniądze.

Chciałbym jednak jeszcze zwrócić uwagę na pewien aspekt. Firma nie ujawnia wprawdzie strony technicznej samego procesu, ale wiadomym jest, że zasadniczo niewiele odbiega on od sposobu w jaki została sklonowana owca Dolly: DNA jądra komórkowego skórnych fibroblastów psa przenoszone jest do jądra oocytu, co umożliwia rozwój zarodków wszczepianych matkom surogatkom. Jest to o tyle istotna informacja, że sklonowane zwierzę nie będzie w 100% identyczne ze zmarłym również w sensie genetycznym. Wynika to z tego, że identyczne będzie jedynie DNA jądra komórkowego, ale już nie semiautonomicznych organelli komórkowych jakimi są mitochondria, które posiadają własne DNA i w tym wypadku będzie to DNA dawcy komórki jajowej. Na swojej stronie firma jedynie w mglisty sposób wspomina, że sklonowany pies niekoniecznie będzie identyczny ze swoim poprzednikiem ponieważ na fenotyp klona wpływ ma, co oczywiste, również szereg innych czynników jak środowisko czy przebyte choroby.

Ktoś może powiedzieć, że takie usługi to wciąż marginalne zjawisko bez szans na popularyzację. Rzeczywistość jest jednak taka, że rynek ten rośnie, a paliwa dostarczać mu będą spadające ceny, lepsza technologia (uzyskiwanie genotypowo identycznych klonów) ale i przykładowo takie gorące wiadomości pojawiające się ostatnio w mediach jak choćby ta z początku tego roku „Barbra Streisand sklonowała swojego psa!”

Socjologowie przecież już dawno zauważyli jaki jest obieg wzorców konsumpcji. To właśnie elity kreują nowe wzorce, które początkowo są mocno wyróżniające, zaskakujące (np. gwiazdy z przedziwnymi, nowymi rasami psów), a z czasem uważnie śledzące to masy społeczne intensywnie starają się wprowadzać w swoje życie te wyrafinowane sposoby konsumpcji.

Co dalej?

Cóż, można się tylko domyślać, że naukowcy po ostatnim sukcesie chińczyków w sklonowaniu pierwszych naczelnych, nieuchronnie zbliżają się w kierunku sklonowania człowieka. Wszyscy pytani dotychczas, oficjalnie oczywiście zgodnie zaprzeczają i twierdzą, że nie jest to ich celem. Prawdopodobnie jednak w dużej mierze wynika to z tego, że doskonale zdają sobie sprawę, iż inne stanowisko naraziłoby ich jedynie na intensywną krytykę ze strony różnych środowisk.

Ostatni kierunek badań o którym chciałem tu wspomnieć, daje prawdopodobnie jeszcze większy potencjał. Dodatkowo nie wzbudza na szczęście aż tak wielkich kontrowersji. Chodzi tu mianowicie o zaawansowane techniki edycji genów jak np. CRISPR/Cas9 . Ta najnowsza technologia umożliwia dowolne wycinanie i wklejanie interesujących nas fragmentów informacji genetycznej. Manipulowanie genami na tym poziomie można porównać do kodowania programów w informatyce. Nieco uproszczając w komputerach cała technologia oparta jest na przetwarzaniu odpowiednich ciągów zer i jedynek, natomiast w DNA istotne są ciągi odpowiednio względem siebie poukładanych czterech zasad purynowych.

W takiej analogii dotychczasowe klonowanie można by porównać do nieudolnego kopiowania programów/gier, ewentualnie do korzystania z wbudowanego edytora gry. Najnowsze zaś techniki edycji genów dadzą już możliwości ingerencji genetycznych, takie jakie przykładowo posiada informatyk dokładnie znający dany język programowania w stosunku do napisanego w nim programu/gry. Wtedy właściwie już tylko nasza wyobraźnia i wytrwałość będzie ograniczała to, co możemy za pomocą takiej techniki próbować stworzyć czy przerobić. Ciągnąc dalej takie nieco naciągane porównanie genetyki do informatyki, to do tej pory mogliśmy jedynie właśnie kopiować sobie grę lub np. zmienić nieco kolor postaci albo kształt labiryntu w jakiejś grze np. pac man. Obecnie wyłaniająca się technologia sprawi natomiast, że teoretycznie, dużym nakładem pracy, będziemy w stanie przerobić tego wspomnianego pac mana na choćby najnowszą część GTA;)

Autor: Dr Dolittle

Zdjęcia: pixabay, CC0

Podstawy zdrowia samców, cz. 1

Organizm mężczyzny potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania witamin i minerałów, tak samo jak organizm kobiety potrzebuje pierścionków, kosmetyków, nowych ciuszków i ploteczek.

Pierwszą witaminę odkrył oczywiście Polak – Kazimierz Funk w 1913 r. W świat poszła informacja, że najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny. Obecnie wiadomo, że zagraniczne dziewczyny mają tyle samo lub więcej witaminy (oprócz Niemek i Angielek). Lecz po co nam te całe witaminy? Nasze ciała przypominają niezwykle skomplikowane fabryki biochemiczne, w których bez przerwy zachodzą przemiany jednych cząsteczek w inne.

Podziały komórek i tworzenie nowych mięśni (to najważniejsze), trawienie i cały metabolizm nie zachodzą samorzutnie, tylko są katalizowane przez enzymy, które jak biochemiczne roboty zbudowane z aminokwasów rozwijają zwinięte łańcuchy DNA, przepisują informacje na RNA, syntetyzują białka, rozbijają zjadane przez nas makrocząsteczki na proste związki i budują z nich nasze komórki oraz tworzą fikuśne cząsteczki sygnałowe (np. adrenalinę, testosteron, DMT). Usuwają też zbędne produkty przemiany materii oraz obce, szkodliwe związki, którymi się trujemy, w postaci składników siku i kupy (przez nerki i wątrobę).

No i właśnie te enzymy potrzebują do prawidłowego działania witamin (jako kofaktorów, koenzymów i grup prostetycznych), tak jak samochód potrzebuje kluczyka, czołg lufy a pięść kastetu. Skąd więc brać witaminy? Przede wszystkim ze zróżnicowanej diety złożonej z produktów jak najmniej przetworzonych. Nie mówię tu o jedzeniu bez przerwy sałaty jak jakiś ślimak, ale warzywo lub owoc warto przetrącić od czasu do czasu. I oczywiście kaszę, jaką kto lubi. Witaminy są wrażliwe na światło, tlen i podwyższoną temperaturę, stąd przemysłowa produkcja żywności i jej „oczyszczanie” powodują, że ilość witamin dostarczanych z jedzeniem jest niewystarczająca, zwłaszcza w paszy dla „zombie” (pszenna bułka z kotletem ze zmielonych ścięgien i odbytów usmażonych na syntetycznym tłuszczu)

background-2277_1920

Zaczniemy od witaminy D, dlatego, że na naszej szerokości geograficznej jej niedobory występują u 70% populacji. Nawet Kazik śpiewa: „Polacy mają depresję totalną, dlatego, że nie ma słońca przez siedem miesięcy w roku, a lato bywa czasem nie gorące”. Dzienna dawka witaminy D powstaje w skórze podczas kilkunastominutowego wystawienia ciałka na światło słoneczne. Nie chodzi tu tylko o łysą czachę albo ramiona, pokazać trzeba trochę więcej.

Kto sobie może na to pozwolić w dzisiejszych czasach, flirtując od rana do 18 z koleżankami w biurze, jeżdżąc cały dzień wózkiem widłowym po magazynie bez okien lub majstrując coś pod samochodem? Czy śniady pasterz kóz ma więcej witaminy D? Niektórym paniom tak się wydaje, jednak nie jest to prawda. Niedobory witaminy D grożą złamaniami kości, krzywicą, zniekształceniem sylwetki, są czynnikiem ryzyka takich schorzeń jak nowotwory, cukrzyca, osłabienie odporności, nadciśnienie, osteoporoza, depresja, choroby sercowo-naczyniowe i autoimmunologiczne, choroba Hashimoto, nerwica, schizofrenia, zaburzenia snu, wahania nastroju.

Ogólnie – brak światła słonecznego to pewny zgon. Nie dajmy tutaj nabrać się na szkodliwość promieniowania UV i konieczność stosowania kremów z filtrem. Główną przyczyną powstawania czerniaka są kosmetyki. Wracając do tematu – dieta pokrywa tylko około 20% zapotrzebowania na witaminę D. Najbogatsze jej źródła to tłuste ryby morskie i jaja.

A co z minerałami? Od pradawnych czasów mężczyźni kopali dziury, fedrowali tunele i budowali kopalnie (ang. mine) żeby wydobywać stamtąd złoto i diamenty na biżuterię dla pięknych pań, srebro na talary, miedź na dachy katedr, uran na atomówki, a teraz też skand, prazeodym, terb, dysproz, promet, europ i gadolin do robienia zabawek, takich jak lasery, statki kosmiczne i smartfony. Dla zdrowia mężczyzny potrzeba ponad dwudziestu minerałów, a do najważniejszych z nich należy selen.

Nazwa selenu pochodzi od greckiego słowa oznaczającego Księżyc. Gdy następnym razem będziesz pisał wiersz miłosny i wzdychał w kierunku naszego satelity, uświadom sobie, że selen wchodzi w skład enzymu zwanego peroksydaza glutationowa, który to enzym chroni organizm przed zniszczeniem przez nadtlenki i wolne rodniki tlenowe, które powstają cały czas w wyniku przemian biochemicznych. Ponadto, selen wchodzi w skład białek warunkujących prawidłową pracę tarczycy oraz naprawę DNA. Choroby wynikające z niedoborów selenu to m.in.: nowotwory, miażdżyca, choroba niedokrwienna serca, przerost prostaty, reumatoidalne zapalenie stawów, depresja, obniżenie odporności.

Przez jakiś czas twierdzono, że miażdżyca, zawały i udary spowodowane są głównie jedzeniem tłuszczów zwierzęcych, tymczasem okazuje się, że smalec jest jednym z najzdrowszych tłuszczów, ponieważ ma odpowiednie proporcje kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6. Natomiast za miażdżycę odpowiedzialna jest cząsteczka zwana homocysteiną, która powstaje podczas trawienia białek (zwłaszcza pochodzących z mleka), gdy w organizmie jest za mało selenu, witaminyB i kwasu foliowego (z łacińskiego folium – liść).

Wtedy homocysteina samoistnie zaczyna niszczyć naczynia krwionośne, a ciało próbuje łatać te dziury cholesterolem i wapniem. Stąd już tylko krok do zawału albo udaru. Nie chcesz mieć chyba zawału albo udaru drogi samcu? To oznacza koniec trzech męskich przyjemności na P. Teraz zgrywasz Kozaka, ale pomyśl, co będzie za 20 lat? Badania pokazują prostą zależność – im więcej we krwi selenu, tym mniej homocysteiny. Jak nabawić się niedoboru selenu? Na przykład poprzez palenie papierosków i zabawę, zabawę naszą ulubioną zabawką i utratę cennego nektaru.

Połowa selenu w ciele mężczyzny zlokalizowana jest w jądrach. Jest on tam obecny w selenoproteinie PHGPx i zajmuje się robieniem plemników – zapewnia im odpowiednią ruchliwość i żywotność. Zauważ, im więcej selenu trafia z organizmu mężczyzny do organizmu kobiety, tym jest ona zdrowsza i bardziej atrakcyjna, chce tego selenu więcej i więcej. I go dostaje. Jak nie dostaje, to wyrusza na poszukiwania gdzie indziej. Jak masz mało selenu to nie licz na upojne chwile w blasku Księżyca. Odpowiednie detektory w tajemnych damskich zakamarkach, natychmiast to wykryją.

Skąd więc brać selen? Gleba w Polsce jest uboga w ten pierwiastek, stąd też jest go za mało w pożywieniu. Najlepsze źródła selenu to: orzechy brazylijskie, woda Galicjanka, groch, soczewica, śledź, owsianka, pestki dyni, makrela, czosnek, grzyby, chleb żytni, jaja, gruszki. Da się coś z tego upichcić.

beach-394503_1920

Do zdrowia potrzeba też ruchu. Zamiast truchtać wzdłuż ulicy i aspirować do płuc cząstki sadzy, opary diesla, kurz i pył z psich odchodów pobiegaj po lesie, pooddychaj zjonizowanym ujemnie powietrzem, posłuchaj śpiewu ptaków i popatrz na rośliny. Zobacz jakie mają liście, jak prężą się ich łodygi, jak falują w rytm podmuchów wiatru, jakie mają włoski. Weź lupę i sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. Na spodzie liścia są aparaty szparkowe.

Komórki szparkowe otoczone są kilkoma innymi komórkami epidermy nazywanymi komórkami przyszparkowymi. Biorą one udział w regulacji rozwarcia szparki.

Czyż to nie piękne? W najnowocześniejszym na świecie państwie zwanym USA ziołolecznictwo zaliczane jest do medycyny alternatywnej. Czyli chemia, która stosowana jest od niecałych stu lat jest jedyną słuszną medycyną, natomiast zioła, dzięki którym ludzkość funkcjonuje od początku swojego istnienia to oszołomstwo. Nie trzeba wydawać miliardów dolarów na stworzenie nowej cząsteczki, lekarstwa na wszystkie choroby już istnieją i zawsze istniały, wystarczy poszukać. Poszukiwania zacznij od osiedlowego sklepu, na pewno znajdziesz tam miętę, rumianek, dziurawiec i melisę. Zainwestuj, wypróbuj. To na początek, reszty dowiesz się z następnych odcinków.

Autor: Dr Wu

Zdjęcia: pixabay, CC0

Kobiecym okiem: „Diabeł ubiera się u Prady”

Mam pewną przypadłość. Podczas gotowania muszę zająć mój umysł słuchaniem audycji, by stłumić wewnętrzny ból przebywania w kuchni, bo o wiele bardziej wolę przebywać w pracowni malarskiej… I jeśli bólu tego nie koją audycje Pana Marka Kotońskiego, są to przypadkowe video porady związkowe, udzielane przez kobiety, niestety pozostawiające wiele do życzenia.

Tak też trafiłam na film wymieniający „cechy idealnego mężczyzny – prawdy i mity”. Aż wstyd się przyznać, że ja, osoba pragnąca być postrzegana jako obiektywna, wyrozumiała i szanująca otoczenie, posuwam się do tak infantylnej rozrywki, jak wyłapywanie niedoskonałości w filozofii związków współczesnych kobiet.

Któż z nas nie uśmiechnie się, przysłuchując się płonnym nadziejom i roszczeniowym oczekiwaniom trzydziestoletnich kobiet? Pomiędzy takimi radami jak: „znajdź mężczyznę zaradnego finansowo”, „upewnij się, że czujesz się przy nim piękna”, „niech stawia czoło problemom”, znalazła się „perełka” nad którą chciałabym skupić się w tym felietonie.

Otóż autorka bardzo dobitnie podkreśliła ogromna wagę męskiego obuwia… To jednak nie wszystko…osobom nie radzącym sobie w wyborze obuwia, nakazała obowiązkową wizytę u STYLISTY…

Temat obuwia, zdawałoby się tak błachy i nieznaczący, prowadzi do zagadnień wysokiej wagi i odpowiedzi na pytania zadawane od wieków… co to jest męskość? Kim jest prawdziwy mężczyzna?

Ależ nie, nie pragnę nikomu wmówić, że elegancki wygląd jest nie męski. Pragnę wyznać, że ubolewam nad płytkością przekazu instruktarzy i bezmyślnym, bezustannym kodowaniem żeńskich umysłów na oczekiwanie często pustych, udawanych i nierozumiałych schematów. To z kolei skłania mężczyzn, do nic nieznaczącej realizacji postawionych wymagań wbrew samym sobie.

Pozwolą państwo, że pokuszę się o krótką analizę męskości z perspektywy słuchaczki kanału „Radio Samiec”. Mężczyzna wiedzący kim w istocie jest, będzie kierował się swoim własnym, wewnętrznym i niezależnym przekonaniem a owy lakierowany but zostanie ubrany w konkretnej i słusznej intencji… czyli w momencie pragnienia okazania szacunku otoczeniu. Nie będzie to natomiast podyktowane strachem o brak akceptacji ze strony kobiety. On sam zadecyduje o rodzaju swojej garderoby.

Przypomnijmy sobie na moment dobrze znana sylwetkę Pana Antoniego Kosiby z ekranizacji powieści Pana Tadeusza Dołęgi-Mostowicza z 1937 roku pod tytułem ‚Znachor’. Pięćdziesięcio lub sześćdziesięcioletni mężczyzna decydujący się na proste, eremickie życie i pracę dla obiadu i paczki papierosów. Chodząc w dziurawym stroju i płóciennym worku wykorzystywał swoje nabywane przez lata umiejętności chirurga i lekarza medycyny w służbie lokalnej społeczności.

Nieskuszony wizją fortuny za pomoc, którą udzielił jednemu z parobków, godzi się pozostać ostatecznie przyjęty do rodziny i zamieszkać na stancji u jednej z rodzin.
Stawiam pytanie: Co męskiego jest w mężczyźnie, decydującym się ignorować swój zarost i niechlujny ubiór?

Przecież ten typ faceta nie wpisuje się w żaden sposób w schemat naszej
drogiej autorki filmu o męskim ideale…

Odpowiadam. Mężczyzna ten postanawia sam w swojej własnej i słusznej intencji, skupiać się na wpływaniu na ułamek rzeczywistości, która miała dla niego głębokie znaczenie. I to jako jeden z głównych i jakże pięknych przymiotów męskości jest świadectwem jego wewnętrznej siły i pewności o sobie samym. Piękno męskości polega na sztuce wewnętrznego rozeznania… niezależnie od skórzanego wypastowanego buta czy dziurawego trampka.

Autor i grafika: Kat Skulik

Wrażenia z wożenia – Infiniti QX70

Japońska marka Infiniti jest stosunkowo mało znana na polskim rynku, chociaż ma w swojej ofercie samochody zdolne do konkurowania w segmencie premium. Rolę tzw. okrętu flagowego pełni model o nazwie QX70.

infiniti_01

Pierwsza generacja tego olbrzyma (szerokość 2 metry i waga ponad 2 tony), debiutowała blisko dekadę temu jako SUV o nazwie FX. Trzeba przyznać, że mimo wprowadzanych na bieżąco wielu zmian, obecny model stylizacyjnie nie odszedł zbyt daleko od swojego pierwowzoru. Niedawny lifting nadwozia okazał się zachowawczy. Widać, że auto ma już swoje lata, ale wciąż może się podobać.

We wnętrzu…

infiniti_07

…za kierownicą o idealnie dobranej średnicy, większość osób bez problemu znajdzie wygodną pozycję, gdyż kolumnę można ustawiać elektrycznie w dwóch płaszczyznach. Uwagę zwracają nie tylko świetne materiały wykończeniowe, ale przede wszystkim podgrzewane i wentylowane, przednie fotele (każdy sterowany elektrycznie) mające rozmiary typowe raczej dla mebli domowych niż samochodowych siedzeń, oraz więcej niż wystarczający zakres regulacji.

Można spędzić w nich cały dzień i nie odczuwać żadnego zmęczenia, zapewniają też dobre podparcie boczne (jego zakres jest również regulowany elektrycznie). Warunki panujące na tylnej kanapie nie okażą się wcale gorsze, pod warunkiem, że podróżować będą na niej dwie osoby. Przebiegająca środkiem kabiny wysoka obudowa tunelu praktycznie uniemożliwia trzem dorosłym wygodną jazdę.

infiniti_13

Bagażnik optycznie zyskuje nieco po demontażu rolety, ale liczby nie kłamią – 410 l to jeden z najgorszych wyników w klasie. Na pocieszenie pozostają schowki, cup-holdery oraz bardzo użyteczna podczas codziennej eksploatacji możliwość elektrycznego unoszenia i opuszczania klapy. Służą do tego aż trzy przyciski – w dolnej części pokrywy, na desce rozdzielczej oraz na obudowie pilota zdalnego sterowania.

Pod maską…

infiniti_12
…testowanego egzemplarza znajdował się benzynowy silnik V6 o mocy 320 KM, uzyskiwanej z pojemności skokowej 3.7-litra. To wolnossąca konstrukcja zapewniająca doskonałe osiągi (6,8 sek. do 100 km/h to jeden z lepszych wyników w segmencie). Imponuje również pierwszorzędną kulturą pracy.

Sześciocylindrowa, widlasta jednostka z bezpośrednim wtryskiem paliwa i układem zmiennych faz rozrządu pracuje niezwykle cicho i bez jakichkolwiek wibracji. Przy niskich prędkościach obrotowych jedynie strzałka obrotomierza świadczy o tym, że silnik naprawdę działa. Przy wyższych spod pokrywy komory silnika dochodzi coś, czego w żadnym wypadku nie można nazwać hałasem. To po prostu chrapliwy, przyjemny dla ucha pomruk. W ten oto sposób kierowca staje przed trudnym wyborem: słuchać odgłosów pracy tej jednostki czy może włączyć zestaw audio BOSE? Swego czasu był to jeden z najlepszych systemów audio w tej klasie aut, ale nawet obecnie nie poddaje się bez walki.

Układ jezdny z napędem 4×4 zapewnia fenomenalną trakcję. QX ledwo się przechyla i świetnie trzyma łuków, pozwala też zapomnieć, z jakim kolosem mamy do czynienia. Coś za coś, bo druga strona medalu to niższa niż u konkurentów kultura wybierania nierówności. Wnętrze natomiast jest świetnie odizolowane od głównych źródeł odgłosów występujących w autach tej wielkości, a więc przede wszystkim od hałasu powietrza opływającego nadwozie oraz toczących się opon, jedynie od czasu do czasu słychać przytłumione odgłosy mechaniczne towarzyszące pracy układu zawieszenia.

infiniti_03

Pochwała należy się także sprawnej, 7-stopniowej automatycznej skrzyni biegów. Zmiana przełożeń w jej wykonaniu odbywa się błyskawicznie, a jednocześnie bardzo płynnie. Przekładnia umożliwia ponadto ręczną zmianę biegów lewarkiem, chociaż praktyczne zastosowanie tej funkcji jest raczej wątpliwe. Po pierwsze dlatego, że reakcje na polecenia wydawane prawą stopą są po prostu wzorowe, a po drugie – nie po to przecież kupuje się auto z tzw. automatem, aby „mieszać w podłodze”. Układ kierowniczy doskonale pasuje do charakteru auta. Nie jest może najlepiej wyczuwalny, ale stosunkowo bezpośredni. Skuteczność hamulców nie pozostawia nic do życzenia.

Średnie…
…rzeczywiste zużycie paliwa w teście nieznacznie przekroczyło 14 l/100 km, co w samochodzie tej wielkości, o takich osiągach, z napędem 4×4 oraz silnikiem o tej pojemności i tej liczbie cylindrów, trzeba uznać za dobry wynik. Z drugiej strony, każda próba dynamicznej jazdy natychmiast uzmysławia, że mimo wszelkich starań konstruktorów, QX potrafi być zachłanny, żądając nawet 20 l bezołowiowej podczas jazdy w mieście i 12 l poza nim. Na szczęście zbiornik paliwa ma pojemność aż 90 l, co zapewnia spory zasięg. Wyposażenie wersji S Premium jest adekwatne do ceny (285 000 zł). Nie zabraknie tu więc skórzanej tapicerki, dwustrefowej automatycznej klimatyzacji z osobnym nawiewem dla pasażerów tylnej kanapy, zmieniarki CD na 6 płyt, „automatu”, aktywnego tempomatu z radarem, aktywnych amortyzatorów z możliwością usztywnienia, systemu kontroli trakcji oraz kompletu poduszek powietrznych, 21-calowych alufelg, szyberdachu, elektrycznie otwieranej klapy bagażnika, kierunkowych lamp biksenonowych i wielu innych dodatków. Opcjonalnie dostępny jest mocniejszy, 390-konny silnik V8 o pojemności 5 litrów. Dopłata jest niebagatelna (40 000 zł), ale wielu klientów się na nią decyduje.

QX ma już swoje lata. Jest najstarszym modelem w ofercie firmy Infiniti i z tego względu, jak każdy samochód z dłuższym stażem, nie wywołuje już takich emocji jak kiedyś. Z drugiej strony, dzięki długiej obecności na rynku jest to konstrukcja dojrzała i dopracowana, która mimo upływu czasu wciąż zachowuje swoje walory. Fenomenalnie jeździ, a do tego jest niebanalna, świetnie wykonana i rozsądnie wyceniona (podobnie wyposażona konkurencja jest droższa). Całkiem spory konglomerat zalet i trzy wady. Po pierwsze, brak pneumatycznego zawieszenia z regulacją prześwitu.

Po drugie, przydałyby się reflektory z selektywną korekcją wiązki świateł drogowych (dostępny jest jedynie prosty asystent przełączający światła na zasadzie „krótkie-długie” i odwrotnie).

infiniti_05

Po trzecie wreszcie, we znaki daje się niezbyt pojemny bagażnik.

Obiektywnie rzecz biorąc…
…po tylu latach od debiutu również i tym razem QX nie zawodzi, choć uczciwie trzeba przyznać, że widać po nim upływ czasu. To olbrzym w sile wieku, wciąż w pogoni za najlepszymi – Audi Q7, BMW X5, Volvo XC90, Mercedesem GLE i Lexusem RX. Nie da się ukryć, że czasami dostaje zadyszki. No cóż, czekamy na następcę…

Tekst i zdjęcia: Jakub Sandecki

Czy współczesne państwo stało się dla kobiet substytutem męża?

Tytuł którym się do Państwa zwróciłem, jest w formie pytania. Osobiście jednak stawiam tezę i poniżej postaram się ją udowodnić. Kobieta i mężczyzna. Dwie płcie tego samego gatunku. Czy różne? Oczywiście że tak! Tutaj chyba nikt rozsądny nie ma wątpliwości.

Skąd więc ten dymorfizm płciowy? Jak to w naturze często bywa, aby coś ulepszyć, udoskonalić i przede wszystkim, żeby zwiększyć szanse na przetrwanie. I tak mamy mężczyznę, który za sprawą testosteronu jest silny, wytrzymały na trudne warunki, ma potrzebę eksploracji, dominacji, ma zdolności techniczne i zmysł organizacyjny. Mamy również kobietę, której ciało jest delikatniejsze, wytrzymałość na trudne warunki zdecydowanie niższa, która ma wykształconą większą emocjonalność i zdolności społeczne, jest opiekuńcza względem dzieci i ma większą potrzebę poszukiwania bezpieczeństwa czy stabilizacji. Dużo tu można jeszcze wymieniać jeżeli chodzi o cechy każdej płci, ale chyba został naszkicowany pewien zarys, który każdy sobie ładnie pokoloruje kredkami dodając od siebie kolejne pozycje. Czasem będą się wzajemne wykluczać, a czasem będą zupełnie różne, ale trend biologiczny myślę że każdy dostrzega.

Jak wskazałem powyżej mamy dwie różne płcie, ale żeby ten układ działał trzeba jakoś je ze sobą związać, skłonić do współpracy tak, żeby wydały na świat jak najwięcej potomstwa i później żeby temu potomstwu zapewniły przetrwanie do takiego wieku, w którym te będzie mogło o siebie zadbać samo, lub żeby mogło stać się częścią społeczeństwa które na zasadzie podziału obowiązków stwarza dla wszystkich swoich członków możliwość przeżycia. W przypadku człowieka tak ciąża jak i okres dorastania potomstwa jest wyjątkowo długi i tutaj przechodzimy do sedna sprawy.

Kobieta, która poznaje mężczyznę, tworzy z nim parę, może się w nim zakochać na swój kobiecy sposób (lub nie), zostaje przez tego mężczyznę zapłodniona. Rozpoczyna się dla kobiety okres ciąży, podczas którego będzie miała ograniczone możliwości pozyskiwania pokarmu i zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Tutaj pragnę pewną rzecz dopowiedzieć. W tym przypadku odnoszę się do setek tysięcy lat ludzkiego gatunku, a nie do króciutkiej współczesności, gdzie można jedzenie kupić w sklepie, ale o tym dalej. Wracając do sytuacji kobiety, która czeka na bardzo niebezpieczny poród i dalsze wychowanie dziecka. Czego taka kobieta może wymagać od mężczyzny? Oczywiście ważne są dobre geny tego mężczyzny, które przekaże potomstwu, ale również ważne jest to, żeby ten mężczyzna zapewnił bezpieczeństwo materialne oraz ochronę przed niebezpieczeństwami zewnętrznymi, takimi jak inni wrogo nastawieni ludzie, zwierzęta czy trudne warunki atmosferyczne. Z tego wynika, że kobieta dopierając sobie partnera do wychowania potomstwa jest w tych poszukiwaniach interesowna. Oznacza to, że będzie bardzo bacznie obserwować, oceniać jego przydatność, zdolność pozyskiwania zasobów czy odnajdywania się w grupie, która daje dostęp do jeszcze większych zasobów. Wynika z tego, że w większości miłość czy przywiązanie kobiety jest warunkowe.

Ale co ma mężczyzna z takiego związku? Jeśli chce mieć potomka, to oczywiście może wejść w ten układ, ale to jest już raczej etap świadomego budowania ciągłości rodów, który nie jest też z nami wcale tak długo i nie dotyczy wcale tak szerokiej populacji mężczyzn. Ogólnie według mnie mężczyzna w taki układ dużo inwestuje, niekoniecznie otrzymując w zamian należny ekwiwalent. Natura nie może jednak pozwolić na wymarcie gatunku. Daje więc kobiecie pewne atuty, bonusy które nie przyczyniają się do polepszenia rzeczywistej sytuacji jej partnera, ale dają mu przyjemne doznania. Jest to coś, co można porównać do narkotyku. Narkotykiem tym jest tak doskonale przez nas znany stan zakochania oraz rozkosz odczuwana podczas stosunku seksualnego.

Podsumowując, mamy sytuację układu, w którym mężczyzna wnosi realną pomoc, wsparcie, bezpieczeństwo, naraża się a czasem również oddaje życie za swoją kobietę i dziecko. Na drugim biegunie mamy przyjemność seksualną i stan zakochania jaki daje kobieta. Obie te miłości są warunkowe, jednak pierwsza wymaga o wiele więcej trudu niż druga. Mamy klasyczny układ dawcy i biorcy. Mężczyzna pragnie dawać miłość, kochać kobietę, troszczyć się o nią, nie oczekuje od niej wiele, a jeśli zdecydował się z nią być, to akceptuje ją w całości taką, jaka jest. Kobieta, mimo że wybrała mężczyznę, co jakiś czas sprawdza go czy jest wciąż przydatny, obserwuje go, porównuje do innych. Dla niej jest to bardzo ważne, bo od tego zależy przetrwanie jej i dziecka. Bierze pod uwagę opcje alternatywne. Wraz z rozwojem społeczeństwa i technologii tych opcji alternatywnych jest coraz więcej. I tutaj pojawia się państwo. Czym jest państwo? Jest to zorganizowanie się społeczeństwa w jego zinstytucjonalizowaną formę, która stanowi prawo na danym terytorium oraz zarządza znaczną, często większą częścią zasobów. Co ciekawe kiedyś prawo na danym terenie stanowił najsilniejszy mężczyzna, czyli wódz, król czy cesarz.

W związku z powyższym, skoro państwo zarządza znaczną częścią zasobów, może je rozdysponowywać, a obecnie rozwinęło się pod wpływem demokracji w państwo opiekuńcze, które część środków przeznacza na pomoc materialną dla słabszych, potrzebujących lub w te miejsca, które dają korzyść dla ogółu społeczeństwa, może również za pomocą tych środków wspierać kobiety, a później matki. Mało tego, może część środków wypracowanych przez mężczyzn przejąć i skierować je jako wsparcie dla kobiet wychowujących dzieci. Mężczyzna traci w ten sposób pewne atuty, które są dla niego niezbędne w budowaniu naturalnej relacji z kobietą. Nie ma już monopolu na przekazywanie zasobów, bo jest opieka socjalna i pięćset plus. Nie ma już monopolu na zapewnienie bezpieczeństwa bo jest policja i organizacje walczące o prawa kobiet. Nie ma już monopolu na zapewnienie dobrych warunków do życia, bo jest jakże często nadużywane przez kobiety centralne ogrzewanie. Nie chcę tutaj krytykować programów socjalnych wprost, bo często mogą być uzasadnione. Jednak sytuacja, w której kobieta więcej traci pozostając w związku z mężczyzną, albo zyskuje tylko trochę więcej jest zachwianiem naturalnej równowagi między płciami. A jeśli dodamy do tego promowanie i dotowanie kobiet przez organizacje pozarządowe, „wyrównywanie szans na rynku pracy” czy obrzydzanie instytucji tradycyjnego małżeństwa mamy chyba receptę na mocne osłabienie państwa i całej cywilizacji.

Obecnie trend jest taki, że zamiast wrócić do dobrego i sprawdzonego układu, również mężczyźni dostają swoje substytuty żony, pod postacią powszechnego dostępu do pornografii, wirtualnego seksu czy nadchodzących robotów seksualnych. Ale myślę, że to temat na kolejne rozważania.

Autor: DL

Zdjęcie: pixabay, CC0

Wrażenia z wożenia – Renault Captur 1.3 TCe EDC S-Edition

Crossover-y i SUV-y rządzą, takie mamy czasy. Firma Renault proponuje Panom sporych rozmiarów Koleosa, ewentualnie nieco mniejszego Kadjara, natomiast Paniom – Captura, dzięki któremu będą mogły poczuć się jak Ola Frycz z „M jak miłość”.

Captur ma 17-centymetrowy prześwit ułatwiający walkę z krawężnikami, jednak jako że powstał na płycie podłogowej miejskiego Clio, to nie może pochwalić się napędem 4×4. Ale to szczegół. Ważniejsze, że zdobył nagrodę za styl w konkursie organizowanym przez stowarzyszenie prasy motoryzacyjnej. A był to konkurs nie byle jaki, bo latynoamerykański, prestiżowy Prêmio Americar.

Sięgamy więc do drzwi, otwierających się szeroko i zamykających z miłym zmysłowi słuchu, solidnym klangiem. Zauważamy kontynuację tego, co jeszcze przed chwilą mogliśmy podziwiać na zewnątrz. Interesujący design, poprawna pozycja za doskonale leżącą w dłoniach skórzaną kierownicą, czytelny zestaw wskaźników i poprawnie wyprofilowane fotele z szerokim zakresem regulacji.

3

Biorąc pod uwagę niewielkie rozmiary nadwozia (4122 mm), wnętrze Captura zaskakuje przestronnością. Cztery dorosłe osoby mogą podróżować tu całkiem swobodnie. Konflikt interesów między pasażerkami siedzącymi z przodu i zajmującymi miejsca z tyłu może nastąpić dopiero wtedy, gdy wzrost tych ostatnich będzie przekraczał 180 cm. Objętość przestrzeni bagażowej to rozsądne 377 litrów, a w razie potrzeby można powiększyć ją do 455 litrów, przesuwając tylną kanapę. Ponadto do dyspozycji jest wysuwany (jak szuflada) schowek w desce rozdzielczej o rekordowej w tej klasie pojemności 11 litrów – zmieszczą się w nim wszystkie niezbędne do upiększania przybory i jeszcze zostanie miejsce na torebkę.

Renault oferuje do Captura silniki o pojemnościach od 0.9 do 1.5-litra (wszystkie z turbo) i mocy w przedziale 90-150 KM. Samochodem z tym ostatnim oraz z bardzo sprawną dwusprzęgłową skrzynią EDC (w tym przypadku ma ona 6 biegów) jeździ się jak małą wyścigówką. Nawet w bardzo szybko pokonywanych, następujących po sobie łukach, auto przechyla się tylko na tyle, aby dać Pani kierowniczce pojęcie o prędkości, do której postanowiła je rozpędzić.

Osiągi są więcej niż wystarczające, skuteczność hamulców nie pozostawia nic do życzenia, a jakość resorowania nie odbiega od klasowego standardu. Zawieszenie jest sprężyste i całkiem nieźle radzi sobie z tym, co polskie drogi rzucają Capturowi pod koła. Ekojazda natomiast skutkuje tym, że automat stara się za wszelką cenę oszczędzać paliwo, potrafi wrzucić „piątkę” przy prędkości zaledwie 50 km/h, by w razie potrzeby błyskawicznie zredukować trzy biegi w dół do „dwójki” i dynamicznie przyspieszyć. Średnie zużycie benzyny oscyluje wokół 9 l/100 km i jest to dość dobry wynik.

2

Tak czy inaczej, ten samochód to bez wątpienia propozycja skierowana do Pań młodych. Wiekiem czy duchem, to już temat do odrębnych rozważań. Na pewno jednak do takich, które preferują dynamiczną jazdę oprawioną we „wpadające w oko”, stylowe nadwozie. Captur 1.3 TCe EDC SEdition staje do walki o klientkę, która za szeroko rozumiany sportowy charakter zdecyduje się zapłacić minimum 89 900 zł.

Co za to otrzyma? Do standardu należy automat, klimatyzacja, tapicerka z elementami zamszu i skóry, nawigacja, asystent cofania, aluminiowe, diamentowane czarne obręcze kół 17’’, przyciemniane szyby, podłokietnik, aluminiowe nakładki na pedały, elektrochromatyczne lusterko wewnętrzne, skórzana kierownica, hamulec ręczny i mieszek dźwigni zmiany biegów z niebieskimi przeszyciami, specjalne dywaniki podłogowe oraz pełne oświetlenie LED, które do niedawna zarezerwowane było wyłącznie dla znacznie droższych aut klasy wyższej.

Daje ono światło o temperaturze barwowej na poziomie 5500 Kelwinów, a więc bardzo zbliżonej do światła dziennego, zmniejszając tym samym obciążenie oczu kierowcy. Takimi parametrami nie mogą pochwalić się nawet reflektory ksenonowe (o zwykłych halogenowych nie wspominając), a jednocześnie pobór mocy i emisja ciepła są o blisko połowę mniejsze, co z kolei sprzyja dłuższej i bezawaryjnej eksploatacji.

7

A teraz dodajmy jeszcze kilka opcji z listy wyposażenia dodatkowego – lakier metalizowany lub perłowy, skórzaną tapicerkę, lepsze nagłośnienie (Bose), asystenta parkowania z kamerą, system kontroli martwego pola, pakiet na bezdroża z oponami całorocznymi, dach panoramiczny, podgrzewane fotele – i już robi się z tego wszystkiego okrągła „stówka”.

Były plusy, a więc pora na minusy. Brakuje kilku ważnych elementów, których zamówić po prostu nie można, przede wszystkim tempomatu z radarem dalekiego zasięgu, utrzymującym stały odstęp od poprzedzającego pojazdu. W dzisiejszych czasach to wstyd, bo taki tempomat może mieć nawet – za przeproszeniem – byle Skoda Fabia.

Nie można dokupić również systemu 4CONTROL znanego z pozostałych modeli Renault, który za pośrednictwem elektrycznych siłowników pozwala na delikatne skręty tylnych kół, poprawiając tym samym stabilność i ułatwiając parkowanie (zmniejszony promień skrętu). Przydałyby się ponadto aktywne amortyzatory z możliwością usztywnienia i lepsze reflektory, bo pomimo że są to LED-y, to jednak bez funkcji selektywnej korekcji wiązki świateł drogowych.

Tekst i zdjęcia: Jakub Sandecki

Polskie cztery koła

Branża motoryzacyjna stała się jedną z najbardziej dynamicznych gałęzi polskiej gospodarki. Rośnie zatrudnienie w tym sektorze, a perspektywy na najbliższe lata są bardzo obiecujące.

Aby w pełni docenić pozytywy obecnej sytuacji, trzeba na chwilę cofnąć się do 2008 roku, gdy zapanował ogólnoświatowy kryzys finansowy. Kto sądził wówczas, że jakimś cudem polskiej branży motoryzacyjnej uda się przed nim uciec, szybko weryfikował swoje poglądy. Zadziałał tzw. system naczyń połączonych. Spadek sprzedaży w Europie odbił się na polskich dostawcach części samochodowych, uzależnionych od popytu na rynku unijnym. Przerwy produkcyjne ogłosiły zakłady Volkswagena, Fiata i Opla.

W Gliwicach, mateczniku tego ostatniego, rozpoczynano właśnie przygotowania do uruchomienia produkcji Astry czwartej generacji, ale priorytet miała sytuacja bieżąca, bynajmniej nie nastrajająca optymistycznie. Zrezygnowano z pracowników tymczasowych oraz części usług firm zewnętrznych. Rozpoczęła się praca na dwie zmiany, a nie – jak jeszcze do niedawna – na trzy. Duże redukcje etatów zapowiedzieli najważniejsi kooperanci, m.in. Fabryka Łożysk Tocznych w Kraśniku, Remy Automotive w Świdnicy, IAC w Teresinie oraz MAN w Starachowicach. Podobne plany miały Delphi, Wielton, Wabco i TRW. Czarny scenariusz przewidywał, że zwolnienia pracowników związanych bezpośrednio i pośrednio z polskim sektorem motoryzacyjnym mogą objąć nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Ostatecznie tak się jednak nie stało, chociaż sytuacja była naprawdę poważna.

Obecnie jest…
…nieporównywalnie lepiej, polska branża motoryzacyjna wykazuje systematyczny wzrost od 2014 r. Od tego momentu produkcja wzrosła o 43%, a o 50% zwiększyła się sprzedaż firm dostarczających części i akcesoria. Aktualnie eksport branży motoryzacyjnej stanowi 12% całkowitego polskiego eksportu. To dużo, biorąc pod uwagę od czego zaczynaliśmy na początku lat ’90. Bardzo wiele się zmieniło, na nasz producencki rynek weszli nowi gracze (Toyota, Mercedes), na arenie międzynarodowej byliśmy świadkami fuzji Fiata i Chryslera, a ostatnio również Renault, Nissana i Mitsubishi. Z kolei Opla przejął francuski koncern PSA (Peugeot-Citroen), rozpoczęcie rozmów o sojuszu zapowiedział także Volkswagen i Ford.

Oczywiście samochody produkuje się po to, aby je sprzedawać (popyt na nie rośnie systematycznie w całej Unii Europejskiej). Widać wyraźnie, że generalnie jest coraz drożej. Klienci mają coraz większy wybór, ponieważ stale powiększa się oferta dostępnych modeli – ich wymiary i ceny rosną z generacji na generację. Rosną wymagania wobec dealerów, którzy muszą rozbudowywać swoje dotychczasowe salony i budować nowe, na coraz większych (i droższych) działkach. Polski rynek dealerski jest dziś w dość dobrej sytuacji. Media dosłownie – zalewa potok szeroko zakrojonych kampanii promocyjnych, których treść przewodnia mogłaby sugerować, że auta oddawane są niemal za przysłowiowy bezcen.
Krzykliwe reklamy mają przyciągnąć uwagę klientów, ale rzadko mówią całą prawdę. Dostępność promocyjnych modeli w salonach bywa problematyczna, dużo zależy również od tego, czy wybieramy auto według indywidualnego zamówienia, czy też może decydujemy się na egzemplarz z centralnego stocku, czekający na nabywcę nierzadko od wielu miesięcy.

W pierwszym przypadku mamy prawo być wybredni, ale nie liczmy na szczególnie korzystny rabat. W drugim wprost przeciwnie, bonifikata, w zależności od modelu, może sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Oczywiście „trzeba brać to, co jest”, nie ma więc mowy o wertowaniu katalogu w poszukiwaniu interesujących nas opcji z długich nierzadko list wyposażenia dodatkowego. Istnieje jeszcze trzecia możliwość, tzn. gdy wybrane przez nas auto znajduje się na stanie w punkcie dealerskim, a z jakiegoś powodu nie znalazło klienta. Sytuacje takie zdarzają się sporadycznie, ale właśnie wtedy wyczuwa się największą chęć współpracy ze strony pracowników salonu sprzedaży.

Indywidualni nabywcy…
…aut nowych decydują się najczęściej na auta małe, firmy z kolei na samochody klasy niższej średniej i średniej, bo takie właśnie są im najczęściej potrzebne do prowadzenia działalności. Szczególnie w ostatnim przypadku sytuacja jest w miarę stabilna. Można przyjąć, że taki trend ma szansę utrzymać się dłużej, tym bardziej że ofensywa propozycji dla managerów średniego i wyższego szczebla osiąga właśnie apogeum pod postacią nowej odsłony Opla Insignii, korporacyjne floty pragnie także podbić Ford z odświeżonym modelem Mondeo, planowanym jeszcze na ten rok. Coraz więcej chętnych znajdują pojazdy, których ceny przekraczają pułap 300 000 zł. Sprzedaż aut luksusowych systematycznie rośnie, podobnie jak sprzedaż hybryd.

Nowością jest możliwość użytkowania samochodu w abonamencie. Ta forma finansowania kierowana jest głównie do klientów indywidualnych i umożliwia stałe użytkowanie pojazdu w zamian za comiesięczną opłatę, a więc bez konieczności kupowania samochodu na własność. Abonament stoi w pewnym sensie w opozycji do faktu, iż łączny koszt posiadania auta w Polsce jest najniższy w całej Unii Europejskiej. Chodzi oczywiście o TCO (Total Cost of Ownership), a więc łączną sumę wydatków na naprawy, wymiany części eksploatacyjnych czy przeglądy techniczne. W tym miejscu trzeba brać poprawkę na tzw. średnią krajową, bo jak nietrudno się domyślić, 100 EUR dla przeciętnego Polaka jest większym realnym kosztem niż te same 100 EUR dla Niemca czy Francuza.

Różnice w realnej sile nabywczej pieniądza są wyraźne i to dlatego Polacy nie stronią od aut używanych, czyli z tzw. drugiej ręki. Największym wzięciem cieszę się marki niemieckie, mające opinię solidnych i mało awaryjnych. Z jednej strony są to popularne Volkswageny, Ople i Fordy, z drugiej – prestiżowe Audi, BMW i Mercedesy. Lista rankingowa samochodów używanych to po części mariaż możliwości finansowych klientów oraz emocji związanych z ich marzeniami i ambicjami, a po części także z imponującą szerokością oferty. Nie bez znaczenia jest to, że aut wspomnianych wyżej marek jest pod dostatkiem na rynkach Niemiec, Austrii czy krajów Beneluksu. To właśnie stamtąd sprowadzamy do Polski większość używanych pojazdów.

Potrzeba nam bez wątpienia…
…przychylniejszego podejścia rządu do spraw absolutnie priorytetowych, tzn. przede wszystkim działań wspomagających, a nie ograniczających rozwój sektora motoryzacyjnego. Oznaki poprawy są już widoczne, rząd przyjął projekt ustawy o elektromobilności, aby zachęcić polskich kierowców do wybrania napędu elektrycznego lub hybrydowego typu plug-in (z możliwością ładowania akumulatorów ze zwykłego gniazdka elektrycznego). Auta z napędem elektrycznym będą zwolnione z akcyzy, a to już jest jakiś konkret…

Tekst i zdjęcia: Jakub Sandecki

Rynkiem mody rządzi pielucha

Pierwszy strój każdego człowieka jest niczym innym, jak workiem chroniącym otoczenie przed naszą nieposkromioną jeszcze fizjologią. Od jakiegoś liścia zawijanego na naszej dupie, przez kawał skóry… aż do tetry i współczesnej perfumowanej z wkładem chłonnym i na rzepy pieluszki. Ale nie w tym rzecz żeby pytać „po co?”, bo to oczywiste, ani jaka tego historia, bo to nieistotne… Skupmy się na tym KTO?

MATKA – nasza pierwsza kobieta, której cyc ssaliśmy więcej razy niż ojciec. To ona założyła nam pierwszą pieluchę, później spodnie, buty i czapkę, kupiła nam tornister i kredki do szkoły oraz ona wybrała nam garnitur na studniówkę. Lwią część naszego życia, najbliższa nam kobieta kreowała nas w oczach otoczenia za pomocą ogólnego wyglądu wyrażanego strojem, w tym kolorem. Nic w tym złego, wręcz przeciwnie – wdzięczność do końca życia!

Gdy nasze siostry ćwiczyły na lalkach przebieranie/ubieranie/czesanie… my ćwiczyliśmy kopanie piłki lub rzucanie kamieniami. Nigdy nie było nam dane uczyć się świata mody, bo do przeżycia nigdy potrzebne to nie będzie mężczyźnie… I tak opuszczając dom rodzinny, opuszczając strojne szafy matki i siostry, pozostajemy przez długie lata studiów na marginesie mody – w bluzie z kapturem i gilami na rękawie, zaślinieni na widok wystrojonych koleżanek głodujących za te ciuchy i podwożonych do szkoły przez kolegów naszych ojców… aż do momentu, gdy festiwal hormonów wyzwolonych przez rudą Baśkę nie zagna nas w kozi róg związku skazanego na małżeństwo. Wtedy się zaczyna od nowa – przebieranie/ubieranie/czesanie nas jak małych dzieci nie posiadających tychże zdolności. Kupowanie nam ubrań, majtek, piżam, skarpet, butów i czapek. Znów kobieta – znów nam najbliższa – kreuje nasz wizerunek w oczach otoczenia…

Finał będzie krótki: „Jak Cię widzą, tak Cię piszą.” Powiedzenie stare jak liść na dupie noworodka, jednak znaczenie zgoła odmienne w obecnych czasach, w których światem mody rządzą kobiece gusta, a tradycyjny kanon mody męskiej wypierany jest przez style i looki serwowane nam przez nasze chwilowe bądź stałe partnerki. Przyzwyczajanie naszych oczu do sfeminizowanych chłopców ubranych w ciuszki i fatałaszki, jest metodyczną manipulacją utrwalającą pogląd na równość płci wyrażoną upodobnieniem strojów! Tak szanowny czytelniku, strój stał się niezbędny do przetrwania „gatunku męskiego” i czas najwyższy brać sprawy we własne łapska!

Tekst: XYZ

Zdjęcie: pixabay, CC0