Kryzys demograficzny i jego następstwa.

Często można usłyszeć w dyskusji argument, że naród nie musi być liczny, żeby dobrze prosperował. Oczywiście jest to stwierdzenie po części prawdziwe. Niektórzy idą nawet dalej i insynuują, że mały kraj jest łatwiej rozwijać, co jest z kolei totalną bzdurą, bo mały kraj jest zależny od innych państw czy rynku międzynarodowego, gdyż zazwyczaj nie posiada na swoim terytorium dość różnego rodzaju surowców, fabryk czy technologii. Mniejsza jest też kumulacja kapitału, co blokuje praktycznie całkowicie samodzielną realizację większych przedsięwzięć typu budowa elektrowni atomowej, wielkiej tamy, przemysłu kosmicznego czy innych tego typu instalacji.

Ważna jest też gęstość zaludnienia. Proszę sobie wyobrazić dwie ulice długości około jednego kilometra wraz z siecią energetyczną oraz kanalizacją i wodociągiem. Przy jednej jest 100 domów jednorodzinnych, a przy drugiej jest 10 domów jednorodzinnych. Zgadnijcie na której ulicy mieszkańcy będą mocniej obciążeni finansowo kosztami utrzymania infrastruktury? Brawo Sławek! Siadaj, piątka. Im mniej mieszkańców na tej samej powierzchni, tym większe koszty utrzymania infrastruktury. Dlatego Rosja, mimo relatywnie wysokiego PKB wygląda na prowincji jak skansen i jej mieszkańcy są generalnie biedni, mimo że budżet jest mocno zasilany dochodami ze sprzedaży gazu. Na drugim biegunie jest Japonia. Nie jest to oczywiście reguła, są wyjątki jak np. Kanada czy Australia oraz Bangladesz. Jednak trzeba znać specyfikę tych państw, aby wiedzieć, że taka Australia to w zasadzie 2-3 wielkie miasta a reszta to skansen, a Bangladesz to w zasadzie jedna wielka wioska, także wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Idąc dalej, mamy taki kraj jak Polska, z dobrze rozwiniętą (na tle świata) infrastrukturą, jednak kraj jest zaludniony dość równo. Jest jedno wielkie miasto, kilka dużych a reszta to wsie i miasteczka, które się brutalnie wyludniają. Zostawimy tutaj przyczyny tych wyludnień na inne wywody. Skupmy się na samym zjawisku i jego następstwach. Jeśli miasto, które ma dziś 100 000 mieszkańców straci tych mieszkańców 20 000 w ciągu 20-tu lat i do tego dojdzie około 10 000 osób starszych, które przejdą do grupy osób nieproduktywnych, zabierających ogromne zasoby na leczenie i inne usługi, to obciążenie tej grupy pracujących zwiększy się znacznie. Nie będę wyliczał jak to będzie dokładnie wyglądało, ale mogę odesłać do wykładów śp. Dr. Rafała Wójcikowskiego. Jedno jest pewne, mniejsza ilość pracujących będzie utrzymywać większą ilość roszczeniowych niepracujących oraz większą objętościowo i bardziej kosztowną infrastrukturę, typu lotniska, aquaparki, stadiony, mosty, dworce, sieci szybkiej kolei, autostrady itd. Ogólnie nieuniknione są dalsze podwyżki podatków oraz mniejszy dostęp do usług socjalnych, o które będzie się starała większa ilość osób.

To są problemy materialne, ale nie są to jedyne trudności jakie napotkamy i w mojej ocenie nie są najgorsze. Jako że żyjemy w demokracji, to jak działa państwo i jakie cele sobie stawia zależy od tego, jakie są aspiracje i potrzeby obywateli. Politycy obiecają, a czasem też zrobią to, czego będą od nich oczekiwać wyborcy. Co będzie jeśli ci wyborcy będą coraz starsi? A znaczna ich część będzie już na emeryturze, z dużą ilością czasu i potrzeb. Ci wyborcy staną się dobrze zdyscyplinowanym i silnym elektoratem. Może nawet powstanie partia emerytów i rencistów, która będzie sprawować władzę w kraju. Pociągnie to za sobą większe obciążenia fiskalne, zmniejszy konkurencyjność naszej gospodarki oraz jej innowacyjność.

A jak to będzie wyglądało w rodzinach? Jak ukształtują się stosunki społeczne, rodzinne, towarzyskie? Na pewno zwiększy się odsetek osób dotkniętych samotnością. Wiele osób wybierze życie w pojedynkę z powodu upadku instytucji małżeństwa i rodziny. Nawet jeśli ktoś zdecyduje się na posiadanie rodziny to dominującym modelem dziś jest 2+1, czyli dwoje rodziców plus jedno dziecko. (czasem występuje model dwoje małżonków plus pies lub dwoje małżonków plus mieszkanie na kredyt). Taki model rodziny w dalszej perspektywie i w dalszych pokoleniach będzie skutkował zanikiem instytucji brata/siostry czy wujka/cioci. Będziemy mieć w zasadzie tylko ojca i matkę, czasami babcię (bo dziadek przedwcześnie umrze pracując na swoją emeryturę o pięć lat później niż babcia). Nie będzie wujków i ciotek, nie będzie zjazdów rodzinnych. Mniejszy będzie w związku z tym nacisk na tradycję, podtrzymywanie zwyczajów i kultury narodowej. Wiele osób spędzi swoje stare lata w samotności i wykluczeniu. Dzieci wychowane w roli jedynaków oraz bezstresowo staną się często (chociaż nie zawsze, dużo zależy od człowieka) bardziej egoistyczne, trudniej będzie im żyć z drugą osobą, będą bardziej nastawione na realizację swoich potrzeb. Nie będę oceniał czy to źle czy dobrze. Trudno też od dzisiejszych młodych mężczyzn oczekiwać poświęcenia dla rodziny, którą w każdej chwili mogą stracić gdy tylko kobieta zmieni zdanie i wniesie pozew o rozwód, bo sąsiad jeździ Skodą Fabią, a my ciągle tym Lanosem.

Ciężki będzie los tak zdewastowanego państwa w coraz bardziej burzliwym i niestabilnym świecie, gdzie klaruje się nowy ład i porządek. Każda wojna oznacza totalny kolaps narodu, który już się prawdopodobnie nie odbuduje. Są różne sposoby na zaradzenie temu, jednym z nich jest masowa imigracja z innych państw, w przypadku Polski jest to imigracja z Ukrainy. Rozwiązanie to ma chyba więcej minusów niż plusów, ale jak lek przeciwbólowy, na krótki okres czasu uśmierza złe emocje i poprawia humor, ale na dłuższą metę niszczy wątrobę. Jest jeszcze jedna metoda, która według mnie ma 99 procentową skuteczność, ale w dzisiejszym świecie pełnym marksistów kulturowych, feministek i poprawnych politycznie chyba jest nie do zrealizowania. Ale o tym może napiszę innym razem, jeśli w ogóle.

Żydowski etnocentryzm, europejski indywidualizm.

Na pewno wiele osób czytających moje artykuły, poczyniło już pewną obserwację otaczającej nas rzeczywistości, z której to obserwacji można wywnioskować, że świat jaki znamy jest celowo zmieniany przez pewne wpływowe grupy ludzi.

Zmiany te z naszej perspektywy często oceniamy negatywnie i zastanawiamy się, dlaczego niektórzy ludzie nie kierują się dobrem wspólnym, a jakąś wrodzoną przekorą i chęcią dewastowania porządku publicznego. Wierzę także, że wielu z Was w drodze poszukiwań, rozważań i rozmów ze znajomymi w dużej mierze odkryło kto stoi za pewnymi procesami. Oczywiście nie za wszystkimi, jak w tym memie gdzie reprezentant tej grupy stoi za dużym napisem „wszystko”, ale za znaczną częścią najważniejszych zmian społecznych, gospodarczych czy politycznych. Pragnę w tym miejscu rzucić nieco światła na tematykę żydowskiego kolektywizmu oraz europejskiego indywidualizmu. W tym drugim przypadku mam raczej na myśli Europę centralną i północną, z wyłączeniem jej południowych krańców, takich jak południowe Włochy, Bałkany czy półwysep Iberyjski, gdyż te obszary były pod trwałym wpływem kolektywnych i etnocentrycznych kultur z Północnej Afryki oraz z Azji.

Czym jest europejski indywidualizm? Jest to zestaw cech wrodzonych oraz wpojonych przez kulturę, w której się żyje, który to zestaw determinuje jednostkę do większej otwartości na obcych, mniejszej solidarności z grupą, większej tendencji do zakładania małych rodzin (tj. mąż, żona, dzieci, mniejsze więzi z dalszymi członkami rodziny). Europejski indywidualizm świetnie się zaadoptował po rewolucji przemysłowej, gdyż pozwolił mieszkańcom Europy na wytworzenie wysokorozwiniętych struktur państwa w oparciu o demokratyczne czy republikańskie struktury. Tacy ludzie chętnie rezygnowali z przynależności do rodów, klanów, plemion na rzecz przynależności do większych struktur związanych z ich interesem osobistym lub pełnioną funkcją. Kultura taka cechuje się większą otwartością na obcych, uniwersalnymi zasadami dla każdego, większą równością płci oraz podobnym przywiązaniem do członków rodziny w linii matki jak i ojca. Ogólnie jest to kultura którą dobrze znamy, kultura łacińska, gdzie panuje monogamia, relacje między małżonkami są oparte na dobrowolności i równości (teoretycznie, bo dziś dominować zaczęły kobiety).

Znany jest eksperyment, gdzie przebadano niemowlęta z Niemiec i z Izraela. Okazało się, że niemowlęta z Izraela mają o wiele mniejszą tolerancję na obcych, zaczynają głośno płakać, podczas gdy dzieci niemieckie wykazywały większy spokój. Ogólnie cechy indywidualistyczne czy kolektywne w dużej mierze wynikają z uwarunkowań genetycznych i badacze często dochodzą do wniosku, że wpływ na ich ukształtowanie miały warunki życia dawnych ludów.

Europejczycy wywodzą się głównie z myśliwych-zbieraczy, łączyli się w mniejsze grupy i rodziny oraz stawiali głównie czoła złym warunkom pogodowym. Aby przetrwać nie potrzebowali dużej grupy, tylko dostępu do zasobów, które pozwoliły im przetrwać zimę. Kultury kolektywne wywodzą się głównie od pasterzy zamieszkujących tereny Azji i tutaj same warunki atmosferyczne nie były głównym przeciwnikiem, bardziej skupiano się na walce między sobą i dlatego potrzeba było dużych grup złożonych z mocno związanych ze sobą jednostek, które starały się silnie odróżnić od reszty mieszkańców danego terenu. Ważna była liczebność grupy, dlatego częste były porwania kobiet na żony, których mężczyzna mógł mieć wiele i starał się jak najbardziej rozmnożyć i zachować ciągłość rodu. Są to kultury patriarchalne, gdzie pozycja kobiety jest bardzo niska, najważniejsza jest głowa rodu, dominujący mężczyzna, a inni są mu podporządkowani, rzadziej się wyłamują czy stawiają opór, a jeśli już tak się dzieje to rozprawa z takimi jednostkami jest bardzo brutalna. Wszyscy chyba z historii wiemy, jak krwawe walki odbywały się w historii o ziemie Palestyny i do jakich czystek etnicznych dochodziło, jak brutalnie zwycięzcy rozprawiali się z ludami podbitymi, często wymordowując dzieci i kobiety, które nie nadawały się do rozrodu.

Z tych ludów wywodzą się obecni Żydzi, którzy pomimo kontrowersji związanych z ich pochodzeniem i dwoistości genetycznej (genetycznie nie wszyscy są semitami) wykazują cechy, które pozwalają przypisać ich do kultur kolektywnych o silnie wykształconym etnocentryzmie. W takiej sytuacji będą oni skłonni do promowania członków swojej grupy etnicznej oraz będą mieć większą skłonność do „przymykania oka” na szkodliwe uczynki członków swojej grupy, pod warunkiem, że te uczynki są wymierzone w „obcych”. Jest to swego rodzaju partykularyzm, który stoi w opozycji do uniwersalnych zasad kultury łacińskiej. W ogóle podział na swoich i obcych jest silnie wykształcony w kulturze Żydowskiej i wspiera ten podział od tysięcy lat swoista forma wyrażania swojej odrębności poprzez ubiór, dobieranie się w pary, pielęgnowanie kultury i rytuałów czy chociażby brutalne i szeroko potępiane obrzezanie związane z okaleczaniem narządów płciowych. Poprzez te zachowanie, tworzy się odrębność od tkanki społecznej, na której Żydzi bytują i często nawet prowokuje się zachowania tzw. antysemickie, żeby siłą rzeczy członków swojej nacji, którzy zanadto się integrują z „obcymi” (zwanymi przez Żydów gojami) z powrotem do grupy ściągnąć, bo w grupie znajdą ochronę od narastającej wrogości.

 

W związku z tym, że Żyd jest wiecznym tułaczem, nie wiadomo dlaczego nie znalazł swojego miejsca na ziemiach, z których się wywodzi…. W zasadzie to wiadomo dlaczego. Jest to związane z tym, że ziemie te są zamieszkane przez równie kolektywne i etnocentryczne ludy, które nie nadają się do spenetrowania poprzez metody stosowane przez Żydów. Etnocentryzm jest znakomitą obroną przed innymi nacjami etnocentrycznymi. Takiej sytuacji nie mamy w kulturze łacińskiej, indywidualistycznej, która jest o wiele słabiej etnocentryczna i jak wspomniałem wcześniej cechuje się uniwersalizmem zasad i otwartością na obcych. W związku z tym Żydzi mogli osiąść w Europie i później na terenie założonych przez europejskich kolonizatorów Stanów Zjednoczonych Ameryki, oraz mogli skorzystać z dobrodziejstw obydwu kultur, mogli odnaleźć się jako indywidualiści w europejskich społeczeństwach jednocześnie zachowując skrycie w pamięci swoją przynależność etniczną i w sposób niejawny promować swoje interesy oraz swoich ludzi na odpowiednie stanowiska.

Doskonałym przykładem takiej penetracji są USA, gdzie Żydzi jako imigranci w pierwszym lub drugim pokoleniu, potrafili na przełomie XIX i XX wieku zdominować kluczowe branże związane z wpływaniem na politykę państwa oraz na opinię publiczną. Mieli w swoim posiadaniu bezpośrednio i pośrednio Hollywood, większość opiniotwórczej prasy, ośrodki polityczne i akademickie. Mało znanym dziś jest fakt, że pozostali biali Amerykanie starali się temu zjawisku przeciwdziałać, jednak byli spychani na margines życia politycznego i społecznego (podobnie dziś jest w Polsce). Ponoć w kręgach wojskowych takie próby pojawiały się do końca zimnej wojny i zapewne również dzisiaj jest w Narodzie Amerykańskim wielu krytyków obecnego stanu rzeczy, jednak rozbudowany aparat opresji, autokrytyki oraz w końcu zdominowany przez nację żydowską aparat prawno-sądowy nie pozwala im dojść do słowa i w zarodku „ucina głowę hydrze faszyzmu”. Znakomitym zabiegiem psychospołecznym było stworzenie określenia „antysemityzm”, które jest słowem-kluczem otwierającym odpowiednie zapadki w umysłach wytresowanych przez media i przemysł rozrywkowy przeciętnych obywateli.

Żydzi poprzez swój wpływ wymusili na USA otwarcie się na imigrację z innych niż europejskie kręgów cywilizacyjnych, co poskutkowało trwałą i wciąż postępującą zmianą etniczną a co za tym idzie zmianą preferencji wyborczych i nasileniem się podziałów wśród samych Amerykanów. Wyparte zostały również resztki świadomości etnicznej tego narodu i tam gdzie w latach 20-tych czy 30-tych mieliśmy otwartą dyskusję o rasach, o wspólnocie etnicznej potomków białych kolonizatorów, tam gdzie mieliśmy dyskusję na argumenty za i przeciw imigracji, w latach 60-tych mamy już emocje, oskarżanie o rasizm i antysemityzm oraz oskarżanie o faszyzm czy nazizm. Proszę samemu sprawdzić suche liczby dostępne w Internecie, jak w ciągu 10 lat zmienił się etniczny i kulturowy obraz USA. A co będzie za lat trzydzieści lub czterdzieści? Czy kraj ten stanie się czymś w rodzaju RPA?

Dlaczego Żydzi tak czynią, dlaczego wywracają dobrze prosperującą kulturę do góry nogami, wspierając zewsząd wszelkie formy dewiacji, udziwnień które wprowadzają pod przykrywką nowoczesności? Dlaczego rozbudowują system socjalny w ten sposób że ci wszyscy, którzy do niego wpłacają najmniej z niego korzystają, natomiast największą korzyść mają z niego ci, którzy wpłacają niewiele lub wczoraj wylądowali na plażach Włoch czy przedarli się przez niemiecką granicę? Odpowiedź jest według mnie następująca. Oni się nas boją. Boją się, że odkryjemy ich destrukcyjny wpływ na naszą kulturę, na nasze życie, na nasze związki i nasze dzieci. Starają się jak najszybciej tak wszystko wywrócić do góry nogami, żeby nie mógł powstać przeciwko nim silny, połączony etnicznie opór. Będą prowadzić politykę „dziel i rządź” a wymieszane etnicznie społeczeństwa Europy i Ameryki nie będą zdolne do zlokalizowania przeciwnika i zneutralizowania jego działania.

Autor DL

Czy współczesne państwo stało się dla kobiet substytutem męża?

Tytuł którym się do Państwa zwróciłem, jest w formie pytania. Osobiście jednak stawiam tezę i poniżej postaram się ją udowodnić. Kobieta i mężczyzna. Dwie płcie tego samego gatunku. Czy różne? Oczywiście że tak! Tutaj chyba nikt rozsądny nie ma wątpliwości.

Skąd więc ten dymorfizm płciowy? Jak to w naturze często bywa, aby coś ulepszyć, udoskonalić i przede wszystkim, żeby zwiększyć szanse na przetrwanie. I tak mamy mężczyznę, który za sprawą testosteronu jest silny, wytrzymały na trudne warunki, ma potrzebę eksploracji, dominacji, ma zdolności techniczne i zmysł organizacyjny. Mamy również kobietę, której ciało jest delikatniejsze, wytrzymałość na trudne warunki zdecydowanie niższa, która ma wykształconą większą emocjonalność i zdolności społeczne, jest opiekuńcza względem dzieci i ma większą potrzebę poszukiwania bezpieczeństwa czy stabilizacji. Dużo tu można jeszcze wymieniać jeżeli chodzi o cechy każdej płci, ale chyba został naszkicowany pewien zarys, który każdy sobie ładnie pokoloruje kredkami dodając od siebie kolejne pozycje. Czasem będą się wzajemne wykluczać, a czasem będą zupełnie różne, ale trend biologiczny myślę że każdy dostrzega.

Jak wskazałem powyżej mamy dwie różne płcie, ale żeby ten układ działał trzeba jakoś je ze sobą związać, skłonić do współpracy tak, żeby wydały na świat jak najwięcej potomstwa i później żeby temu potomstwu zapewniły przetrwanie do takiego wieku, w którym te będzie mogło o siebie zadbać samo, lub żeby mogło stać się częścią społeczeństwa które na zasadzie podziału obowiązków stwarza dla wszystkich swoich członków możliwość przeżycia. W przypadku człowieka tak ciąża jak i okres dorastania potomstwa jest wyjątkowo długi i tutaj przechodzimy do sedna sprawy.

Kobieta, która poznaje mężczyznę, tworzy z nim parę, może się w nim zakochać na swój kobiecy sposób (lub nie), zostaje przez tego mężczyznę zapłodniona. Rozpoczyna się dla kobiety okres ciąży, podczas którego będzie miała ograniczone możliwości pozyskiwania pokarmu i zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Tutaj pragnę pewną rzecz dopowiedzieć. W tym przypadku odnoszę się do setek tysięcy lat ludzkiego gatunku, a nie do króciutkiej współczesności, gdzie można jedzenie kupić w sklepie, ale o tym dalej. Wracając do sytuacji kobiety, która czeka na bardzo niebezpieczny poród i dalsze wychowanie dziecka. Czego taka kobieta może wymagać od mężczyzny? Oczywiście ważne są dobre geny tego mężczyzny, które przekaże potomstwu, ale również ważne jest to, żeby ten mężczyzna zapewnił bezpieczeństwo materialne oraz ochronę przed niebezpieczeństwami zewnętrznymi, takimi jak inni wrogo nastawieni ludzie, zwierzęta czy trudne warunki atmosferyczne. Z tego wynika, że kobieta dopierając sobie partnera do wychowania potomstwa jest w tych poszukiwaniach interesowna. Oznacza to, że będzie bardzo bacznie obserwować, oceniać jego przydatność, zdolność pozyskiwania zasobów czy odnajdywania się w grupie, która daje dostęp do jeszcze większych zasobów. Wynika z tego, że w większości miłość czy przywiązanie kobiety jest warunkowe.

Ale co ma mężczyzna z takiego związku? Jeśli chce mieć potomka, to oczywiście może wejść w ten układ, ale to jest już raczej etap świadomego budowania ciągłości rodów, który nie jest też z nami wcale tak długo i nie dotyczy wcale tak szerokiej populacji mężczyzn. Ogólnie według mnie mężczyzna w taki układ dużo inwestuje, niekoniecznie otrzymując w zamian należny ekwiwalent. Natura nie może jednak pozwolić na wymarcie gatunku. Daje więc kobiecie pewne atuty, bonusy które nie przyczyniają się do polepszenia rzeczywistej sytuacji jej partnera, ale dają mu przyjemne doznania. Jest to coś, co można porównać do narkotyku. Narkotykiem tym jest tak doskonale przez nas znany stan zakochania oraz rozkosz odczuwana podczas stosunku seksualnego.

Podsumowując, mamy sytuację układu, w którym mężczyzna wnosi realną pomoc, wsparcie, bezpieczeństwo, naraża się a czasem również oddaje życie za swoją kobietę i dziecko. Na drugim biegunie mamy przyjemność seksualną i stan zakochania jaki daje kobieta. Obie te miłości są warunkowe, jednak pierwsza wymaga o wiele więcej trudu niż druga. Mamy klasyczny układ dawcy i biorcy. Mężczyzna pragnie dawać miłość, kochać kobietę, troszczyć się o nią, nie oczekuje od niej wiele, a jeśli zdecydował się z nią być, to akceptuje ją w całości taką, jaka jest. Kobieta, mimo że wybrała mężczyznę, co jakiś czas sprawdza go czy jest wciąż przydatny, obserwuje go, porównuje do innych. Dla niej jest to bardzo ważne, bo od tego zależy przetrwanie jej i dziecka. Bierze pod uwagę opcje alternatywne. Wraz z rozwojem społeczeństwa i technologii tych opcji alternatywnych jest coraz więcej. I tutaj pojawia się państwo. Czym jest państwo? Jest to zorganizowanie się społeczeństwa w jego zinstytucjonalizowaną formę, która stanowi prawo na danym terytorium oraz zarządza znaczną, często większą częścią zasobów. Co ciekawe kiedyś prawo na danym terenie stanowił najsilniejszy mężczyzna, czyli wódz, król czy cesarz.

W związku z powyższym, skoro państwo zarządza znaczną częścią zasobów, może je rozdysponowywać, a obecnie rozwinęło się pod wpływem demokracji w państwo opiekuńcze, które część środków przeznacza na pomoc materialną dla słabszych, potrzebujących lub w te miejsca, które dają korzyść dla ogółu społeczeństwa, może również za pomocą tych środków wspierać kobiety, a później matki. Mało tego, może część środków wypracowanych przez mężczyzn przejąć i skierować je jako wsparcie dla kobiet wychowujących dzieci. Mężczyzna traci w ten sposób pewne atuty, które są dla niego niezbędne w budowaniu naturalnej relacji z kobietą. Nie ma już monopolu na przekazywanie zasobów, bo jest opieka socjalna i pięćset plus. Nie ma już monopolu na zapewnienie bezpieczeństwa bo jest policja i organizacje walczące o prawa kobiet. Nie ma już monopolu na zapewnienie dobrych warunków do życia, bo jest jakże często nadużywane przez kobiety centralne ogrzewanie. Nie chcę tutaj krytykować programów socjalnych wprost, bo często mogą być uzasadnione. Jednak sytuacja, w której kobieta więcej traci pozostając w związku z mężczyzną, albo zyskuje tylko trochę więcej jest zachwianiem naturalnej równowagi między płciami. A jeśli dodamy do tego promowanie i dotowanie kobiet przez organizacje pozarządowe, „wyrównywanie szans na rynku pracy” czy obrzydzanie instytucji tradycyjnego małżeństwa mamy chyba receptę na mocne osłabienie państwa i całej cywilizacji.

Obecnie trend jest taki, że zamiast wrócić do dobrego i sprawdzonego układu, również mężczyźni dostają swoje substytuty żony, pod postacią powszechnego dostępu do pornografii, wirtualnego seksu czy nadchodzących robotów seksualnych. Ale myślę, że to temat na kolejne rozważania.

Autor: DL

Zdjęcie: pixabay, CC0