Miłość to wielka siła! (zapiski Pani stomatolog)

Miłość to wielka siła – co uświadamiam sobie zwłaszcza wtedy, gdy do mojego gabinetu wkracza zakrwawiony samiec alfa ze swoimi zębami, skrzętnie zawiniętymi w woreczku foliowym albo prezerwatywie, które to tuli do siebie jak niemowlę.

Jest to skrócony, stomatologiczny poradnik dla samców alfa, po odbytej walce o terytorium i samice.

W dużym skrócie rozważmy trzy najczęściej spotykane opcje po przegranej bądź wygranej bójce o kobietę swego życia:

1. Samiec alfa przynosi zęby w woreczku.

Jeśli samiec zjawi się w ciągu 4 – 6 godzin po wybiciu zębów, istnieje szansa replantacji zęba. W dużym skrócie wygląda to tak – ząb jest “wybebeszany” z miazgi i usadowiony ponownie w zębodole, oraz stabilizowany do sąsiednich zębów. Ząb jest wprawdzie martwy, ale nasz, własny. Na imprezie można się pochwalić, że odrósł. Można go czasami mieć do końca życia, jest osłabiony – ale jest. 

Kobieta dla której go straciliśmy odejdzie, ale on z nami zostanie.

Moja praktyka wskazuje, że aby wskrzesić estetyczny błysk zębów osiedlowego dominatora, trzeba ok. 10 – 15 wizyt w gabinecie, koszt to ok. 1000 – 1500PLN, ale ocena wizyt i koszty są uzależnione od urazu, okoliczności i lekarza stomatologii.

Ból? Oczywiście że jest, ale można go skutecznie stłumić środkiem znieczulającym. Im samiec alfa grzeczniejszy i milszy dla swojej pani doktor, tym ilość środka większa – a bólu mniejsza.

I na odwrót 🙂

Mój fotel dentystyczny a zwłaszcza wiertareczki, igiełki i inne służące zdrowiu obywateli instrumenty, mają magiczną moc gwałtownego kurczenia się ego największych nawet “twardzieli”.

2. Pokrwawiony, często będący pod wpływem alkoholu (co słychać, widać i przede wszystkim czuć) samiec alfa wkracza błędnym krokiem do mojego gabinetu, ale bez zębów. Czasami ciosy są tak mocne, że samiec połyka własne zęby (nie będę nic pisać o próbach ich znalezienia podczas porannej toalety), a czasami odlatują w nieokreślonych kierunkach i nie udaje się ich znaleźć – niekiedy samiec nie wie, że znalezienie zębów bardzo mu ułatwi życie (i pozbawi wiele bólu), albo też jest tak pijany, że poszukiwania kończą się chrapaniem (bądź zgonem z wychłodzenia) w pobliskim rowie.

Tu są dwie możliwości, z których korzystam w swojej praktyce:

A. Czekamy aż się wszystko wygoi (6 – 8 tygodni) i proponujemy samcowi rozwiązanie protetyczne – koszt dwóch przednich zębów zaczyna od najtańszej opcji (kilkaset złotych za lumpenproletariacką protezę) aż do kilku tysięcy, gdy istnieje możliwość założenia stałej pracy protetycznej (most).

B. Założenie implantów bezpośrednio po bójce. Koszt dla dwóch przednich zębów ok. 10 – 12 tysięcy. Dobre wino i kwiaty pod koniec udanych zabiegów nie są obowiązkowe, ale mile widziane.

Nie można ocenić ilości wizyt, średnio z mojej praktyki wychodzi ok. 6, 7 wizyt. Przystojni mężczyźni mogą liczyć na więcej wizyt 🙂 Ból? Na pewno jest, ale nie wiem o jakiej sile, ponieważ tak się szczęśliwie składa, że nikt mi nie wybił zębów. A że pacjenci krzyczą? Oj tam oj tam, u mnie zawsze się trochę krzyczy 🙂 Co to za pacjent który nie krzyczy? Jestem kobietą, i w moich objęciach wypada i jest w dobrym tonie, by chociaż kilka razy rozpaczliwie wrzasnąć.

3. Dumny, posiniaczony samiec pokazuje brudnym palcem (który dawno nie widział pilniczka i nożyczek) na swoją jamę ustną, w której widzimy złamany ząb.

Cóż począć z takim nieszczęśnikiem? W zależności od złamania można odbudować zachowawczo, lub po uprzednim przygotowaniu protetycznie.

Odbudowa kosztuje do kilkuset złotych, a koszt odbudowania protetycznego to ok. 1 – 2 tysięcy. Z mojego doświadczenia jest to od 3 – 6 wizyt, ale proszę się tym nie sugerować. Przystojni regenerują się dłużej, brzydcy panowie znacznie szybciej 🙂

Podstawy zdrowia samców, cz. 1

Organizm mężczyzny potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania witamin i minerałów, tak samo jak organizm kobiety potrzebuje pierścionków, kosmetyków, nowych ciuszków i ploteczek.

Pierwszą witaminę odkrył oczywiście Polak – Kazimierz Funk w 1913 r. W świat poszła informacja, że najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny. Obecnie wiadomo, że zagraniczne dziewczyny mają tyle samo lub więcej witaminy (oprócz Niemek i Angielek). Lecz po co nam te całe witaminy? Nasze ciała przypominają niezwykle skomplikowane fabryki biochemiczne, w których bez przerwy zachodzą przemiany jednych cząsteczek w inne.

Podziały komórek i tworzenie nowych mięśni (to najważniejsze), trawienie i cały metabolizm nie zachodzą samorzutnie, tylko są katalizowane przez enzymy, które jak biochemiczne roboty zbudowane z aminokwasów rozwijają zwinięte łańcuchy DNA, przepisują informacje na RNA, syntetyzują białka, rozbijają zjadane przez nas makrocząsteczki na proste związki i budują z nich nasze komórki oraz tworzą fikuśne cząsteczki sygnałowe (np. adrenalinę, testosteron, DMT). Usuwają też zbędne produkty przemiany materii oraz obce, szkodliwe związki, którymi się trujemy, w postaci składników siku i kupy (przez nerki i wątrobę).

No i właśnie te enzymy potrzebują do prawidłowego działania witamin (jako kofaktorów, koenzymów i grup prostetycznych), tak jak samochód potrzebuje kluczyka, czołg lufy a pięść kastetu. Skąd więc brać witaminy? Przede wszystkim ze zróżnicowanej diety złożonej z produktów jak najmniej przetworzonych. Nie mówię tu o jedzeniu bez przerwy sałaty jak jakiś ślimak, ale warzywo lub owoc warto przetrącić od czasu do czasu. I oczywiście kaszę, jaką kto lubi. Witaminy są wrażliwe na światło, tlen i podwyższoną temperaturę, stąd przemysłowa produkcja żywności i jej „oczyszczanie” powodują, że ilość witamin dostarczanych z jedzeniem jest niewystarczająca, zwłaszcza w paszy dla „zombie” (pszenna bułka z kotletem ze zmielonych ścięgien i odbytów usmażonych na syntetycznym tłuszczu)

background-2277_1920

Zaczniemy od witaminy D, dlatego, że na naszej szerokości geograficznej jej niedobory występują u 70% populacji. Nawet Kazik śpiewa: „Polacy mają depresję totalną, dlatego, że nie ma słońca przez siedem miesięcy w roku, a lato bywa czasem nie gorące”. Dzienna dawka witaminy D powstaje w skórze podczas kilkunastominutowego wystawienia ciałka na światło słoneczne. Nie chodzi tu tylko o łysą czachę albo ramiona, pokazać trzeba trochę więcej.

Kto sobie może na to pozwolić w dzisiejszych czasach, flirtując od rana do 18 z koleżankami w biurze, jeżdżąc cały dzień wózkiem widłowym po magazynie bez okien lub majstrując coś pod samochodem? Czy śniady pasterz kóz ma więcej witaminy D? Niektórym paniom tak się wydaje, jednak nie jest to prawda. Niedobory witaminy D grożą złamaniami kości, krzywicą, zniekształceniem sylwetki, są czynnikiem ryzyka takich schorzeń jak nowotwory, cukrzyca, osłabienie odporności, nadciśnienie, osteoporoza, depresja, choroby sercowo-naczyniowe i autoimmunologiczne, choroba Hashimoto, nerwica, schizofrenia, zaburzenia snu, wahania nastroju.

Ogólnie – brak światła słonecznego to pewny zgon. Nie dajmy tutaj nabrać się na szkodliwość promieniowania UV i konieczność stosowania kremów z filtrem. Główną przyczyną powstawania czerniaka są kosmetyki. Wracając do tematu – dieta pokrywa tylko około 20% zapotrzebowania na witaminę D. Najbogatsze jej źródła to tłuste ryby morskie i jaja.

A co z minerałami? Od pradawnych czasów mężczyźni kopali dziury, fedrowali tunele i budowali kopalnie (ang. mine) żeby wydobywać stamtąd złoto i diamenty na biżuterię dla pięknych pań, srebro na talary, miedź na dachy katedr, uran na atomówki, a teraz też skand, prazeodym, terb, dysproz, promet, europ i gadolin do robienia zabawek, takich jak lasery, statki kosmiczne i smartfony. Dla zdrowia mężczyzny potrzeba ponad dwudziestu minerałów, a do najważniejszych z nich należy selen.

Nazwa selenu pochodzi od greckiego słowa oznaczającego Księżyc. Gdy następnym razem będziesz pisał wiersz miłosny i wzdychał w kierunku naszego satelity, uświadom sobie, że selen wchodzi w skład enzymu zwanego peroksydaza glutationowa, który to enzym chroni organizm przed zniszczeniem przez nadtlenki i wolne rodniki tlenowe, które powstają cały czas w wyniku przemian biochemicznych. Ponadto, selen wchodzi w skład białek warunkujących prawidłową pracę tarczycy oraz naprawę DNA. Choroby wynikające z niedoborów selenu to m.in.: nowotwory, miażdżyca, choroba niedokrwienna serca, przerost prostaty, reumatoidalne zapalenie stawów, depresja, obniżenie odporności.

Przez jakiś czas twierdzono, że miażdżyca, zawały i udary spowodowane są głównie jedzeniem tłuszczów zwierzęcych, tymczasem okazuje się, że smalec jest jednym z najzdrowszych tłuszczów, ponieważ ma odpowiednie proporcje kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6. Natomiast za miażdżycę odpowiedzialna jest cząsteczka zwana homocysteiną, która powstaje podczas trawienia białek (zwłaszcza pochodzących z mleka), gdy w organizmie jest za mało selenu, witaminyB i kwasu foliowego (z łacińskiego folium – liść).

Wtedy homocysteina samoistnie zaczyna niszczyć naczynia krwionośne, a ciało próbuje łatać te dziury cholesterolem i wapniem. Stąd już tylko krok do zawału albo udaru. Nie chcesz mieć chyba zawału albo udaru drogi samcu? To oznacza koniec trzech męskich przyjemności na P. Teraz zgrywasz Kozaka, ale pomyśl, co będzie za 20 lat? Badania pokazują prostą zależność – im więcej we krwi selenu, tym mniej homocysteiny. Jak nabawić się niedoboru selenu? Na przykład poprzez palenie papierosków i zabawę, zabawę naszą ulubioną zabawką i utratę cennego nektaru.

Połowa selenu w ciele mężczyzny zlokalizowana jest w jądrach. Jest on tam obecny w selenoproteinie PHGPx i zajmuje się robieniem plemników – zapewnia im odpowiednią ruchliwość i żywotność. Zauważ, im więcej selenu trafia z organizmu mężczyzny do organizmu kobiety, tym jest ona zdrowsza i bardziej atrakcyjna, chce tego selenu więcej i więcej. I go dostaje. Jak nie dostaje, to wyrusza na poszukiwania gdzie indziej. Jak masz mało selenu to nie licz na upojne chwile w blasku Księżyca. Odpowiednie detektory w tajemnych damskich zakamarkach, natychmiast to wykryją.

Skąd więc brać selen? Gleba w Polsce jest uboga w ten pierwiastek, stąd też jest go za mało w pożywieniu. Najlepsze źródła selenu to: orzechy brazylijskie, woda Galicjanka, groch, soczewica, śledź, owsianka, pestki dyni, makrela, czosnek, grzyby, chleb żytni, jaja, gruszki. Da się coś z tego upichcić.

beach-394503_1920

Do zdrowia potrzeba też ruchu. Zamiast truchtać wzdłuż ulicy i aspirować do płuc cząstki sadzy, opary diesla, kurz i pył z psich odchodów pobiegaj po lesie, pooddychaj zjonizowanym ujemnie powietrzem, posłuchaj śpiewu ptaków i popatrz na rośliny. Zobacz jakie mają liście, jak prężą się ich łodygi, jak falują w rytm podmuchów wiatru, jakie mają włoski. Weź lupę i sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. Na spodzie liścia są aparaty szparkowe.

Komórki szparkowe otoczone są kilkoma innymi komórkami epidermy nazywanymi komórkami przyszparkowymi. Biorą one udział w regulacji rozwarcia szparki.

Czyż to nie piękne? W najnowocześniejszym na świecie państwie zwanym USA ziołolecznictwo zaliczane jest do medycyny alternatywnej. Czyli chemia, która stosowana jest od niecałych stu lat jest jedyną słuszną medycyną, natomiast zioła, dzięki którym ludzkość funkcjonuje od początku swojego istnienia to oszołomstwo. Nie trzeba wydawać miliardów dolarów na stworzenie nowej cząsteczki, lekarstwa na wszystkie choroby już istnieją i zawsze istniały, wystarczy poszukać. Poszukiwania zacznij od osiedlowego sklepu, na pewno znajdziesz tam miętę, rumianek, dziurawiec i melisę. Zainwestuj, wypróbuj. To na początek, reszty dowiesz się z następnych odcinków.

Autor: Dr Wu

Zdjęcia: pixabay, CC0