Kryzys demograficzny i jego następstwa.

Często można usłyszeć w dyskusji argument, że naród nie musi być liczny, żeby dobrze prosperował. Oczywiście jest to stwierdzenie po części prawdziwe. Niektórzy idą nawet dalej i insynuują, że mały kraj jest łatwiej rozwijać, co jest z kolei totalną bzdurą, bo mały kraj jest zależny od innych państw czy rynku międzynarodowego, gdyż zazwyczaj nie posiada na swoim terytorium dość różnego rodzaju surowców, fabryk czy technologii. Mniejsza jest też kumulacja kapitału, co blokuje praktycznie całkowicie samodzielną realizację większych przedsięwzięć typu budowa elektrowni atomowej, wielkiej tamy, przemysłu kosmicznego czy innych tego typu instalacji.

Ważna jest też gęstość zaludnienia. Proszę sobie wyobrazić dwie ulice długości około jednego kilometra wraz z siecią energetyczną oraz kanalizacją i wodociągiem. Przy jednej jest 100 domów jednorodzinnych, a przy drugiej jest 10 domów jednorodzinnych. Zgadnijcie na której ulicy mieszkańcy będą mocniej obciążeni finansowo kosztami utrzymania infrastruktury? Brawo Sławek! Siadaj, piątka. Im mniej mieszkańców na tej samej powierzchni, tym większe koszty utrzymania infrastruktury. Dlatego Rosja, mimo relatywnie wysokiego PKB wygląda na prowincji jak skansen i jej mieszkańcy są generalnie biedni, mimo że budżet jest mocno zasilany dochodami ze sprzedaży gazu. Na drugim biegunie jest Japonia. Nie jest to oczywiście reguła, są wyjątki jak np. Kanada czy Australia oraz Bangladesz. Jednak trzeba znać specyfikę tych państw, aby wiedzieć, że taka Australia to w zasadzie 2-3 wielkie miasta a reszta to skansen, a Bangladesz to w zasadzie jedna wielka wioska, także wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Idąc dalej, mamy taki kraj jak Polska, z dobrze rozwiniętą (na tle świata) infrastrukturą, jednak kraj jest zaludniony dość równo. Jest jedno wielkie miasto, kilka dużych a reszta to wsie i miasteczka, które się brutalnie wyludniają. Zostawimy tutaj przyczyny tych wyludnień na inne wywody. Skupmy się na samym zjawisku i jego następstwach. Jeśli miasto, które ma dziś 100 000 mieszkańców straci tych mieszkańców 20 000 w ciągu 20-tu lat i do tego dojdzie około 10 000 osób starszych, które przejdą do grupy osób nieproduktywnych, zabierających ogromne zasoby na leczenie i inne usługi, to obciążenie tej grupy pracujących zwiększy się znacznie. Nie będę wyliczał jak to będzie dokładnie wyglądało, ale mogę odesłać do wykładów śp. Dr. Rafała Wójcikowskiego. Jedno jest pewne, mniejsza ilość pracujących będzie utrzymywać większą ilość roszczeniowych niepracujących oraz większą objętościowo i bardziej kosztowną infrastrukturę, typu lotniska, aquaparki, stadiony, mosty, dworce, sieci szybkiej kolei, autostrady itd. Ogólnie nieuniknione są dalsze podwyżki podatków oraz mniejszy dostęp do usług socjalnych, o które będzie się starała większa ilość osób.

To są problemy materialne, ale nie są to jedyne trudności jakie napotkamy i w mojej ocenie nie są najgorsze. Jako że żyjemy w demokracji, to jak działa państwo i jakie cele sobie stawia zależy od tego, jakie są aspiracje i potrzeby obywateli. Politycy obiecają, a czasem też zrobią to, czego będą od nich oczekiwać wyborcy. Co będzie jeśli ci wyborcy będą coraz starsi? A znaczna ich część będzie już na emeryturze, z dużą ilością czasu i potrzeb. Ci wyborcy staną się dobrze zdyscyplinowanym i silnym elektoratem. Może nawet powstanie partia emerytów i rencistów, która będzie sprawować władzę w kraju. Pociągnie to za sobą większe obciążenia fiskalne, zmniejszy konkurencyjność naszej gospodarki oraz jej innowacyjność.

A jak to będzie wyglądało w rodzinach? Jak ukształtują się stosunki społeczne, rodzinne, towarzyskie? Na pewno zwiększy się odsetek osób dotkniętych samotnością. Wiele osób wybierze życie w pojedynkę z powodu upadku instytucji małżeństwa i rodziny. Nawet jeśli ktoś zdecyduje się na posiadanie rodziny to dominującym modelem dziś jest 2+1, czyli dwoje rodziców plus jedno dziecko. (czasem występuje model dwoje małżonków plus pies lub dwoje małżonków plus mieszkanie na kredyt). Taki model rodziny w dalszej perspektywie i w dalszych pokoleniach będzie skutkował zanikiem instytucji brata/siostry czy wujka/cioci. Będziemy mieć w zasadzie tylko ojca i matkę, czasami babcię (bo dziadek przedwcześnie umrze pracując na swoją emeryturę o pięć lat później niż babcia). Nie będzie wujków i ciotek, nie będzie zjazdów rodzinnych. Mniejszy będzie w związku z tym nacisk na tradycję, podtrzymywanie zwyczajów i kultury narodowej. Wiele osób spędzi swoje stare lata w samotności i wykluczeniu. Dzieci wychowane w roli jedynaków oraz bezstresowo staną się często (chociaż nie zawsze, dużo zależy od człowieka) bardziej egoistyczne, trudniej będzie im żyć z drugą osobą, będą bardziej nastawione na realizację swoich potrzeb. Nie będę oceniał czy to źle czy dobrze. Trudno też od dzisiejszych młodych mężczyzn oczekiwać poświęcenia dla rodziny, którą w każdej chwili mogą stracić gdy tylko kobieta zmieni zdanie i wniesie pozew o rozwód, bo sąsiad jeździ Skodą Fabią, a my ciągle tym Lanosem.

Ciężki będzie los tak zdewastowanego państwa w coraz bardziej burzliwym i niestabilnym świecie, gdzie klaruje się nowy ład i porządek. Każda wojna oznacza totalny kolaps narodu, który już się prawdopodobnie nie odbuduje. Są różne sposoby na zaradzenie temu, jednym z nich jest masowa imigracja z innych państw, w przypadku Polski jest to imigracja z Ukrainy. Rozwiązanie to ma chyba więcej minusów niż plusów, ale jak lek przeciwbólowy, na krótki okres czasu uśmierza złe emocje i poprawia humor, ale na dłuższą metę niszczy wątrobę. Jest jeszcze jedna metoda, która według mnie ma 99 procentową skuteczność, ale w dzisiejszym świecie pełnym marksistów kulturowych, feministek i poprawnych politycznie chyba jest nie do zrealizowania. Ale o tym może napiszę innym razem, jeśli w ogóle.

Wrażenia z wożenia – Mitsubishi Outlander

Obecna generacja tego modelu debiutowała 6 lat temu. To konstrukcja dojrzała i dopracowana, a jednocześnie nietypowa, bo z pogranicza dwóch segmentów. W tym właśnie tkwi jej siła.

Przy rozstawie osi 2670 mm Outlander  jest nieco za duży jak na klasyczny kompakt i równocześnie za mały na klasę średnią. Pomimo tego, w starannie wykonanej kabinie oferuje zaskakująco dużo miejsca, niemało jest go też w niemal 500-litrowym bagażniku. Wnętrze zaprojektowane jest ergonomicznie i klasycznie, bez eksperymentów stylistycznych. Zastrzeżeń nie budzi ergonomia, kokpit jest czytelny i łatwy w obsłudze. Wszystkie pokrętła i przyciski znajdują się dokładnie tam, gdzie należy się ich spodziewać. Na wyróżnienie zasługują ponadto fotele o długich siedziskach i szerokich oparciach.

Więcej niż przyzwoite właściwości jezdne Outlander zawdzięcza głównie niezależnemu, wielowahaczowemu zawieszeniu. Jego zalety dają się odczuć niemal natychmiast po ruszeniu z miejsca. Samochód precyzyjnie reaguje na polecenia kierowcy i bezzwłocznie pozwala zorientować się, czy nie przesadziliśmy z prędkością w zakręcie. Nawet, gdy pojawią się na nim jakieś nierówności, Outlander pokonuje je stabilnie i bez niespodzianek. Dzięki temu osiągnięto udany kompromis między wygodą a dynamiką jazdy. Układ kierowniczy zestrojono neutralnie, w taki sposób, aby spodobał się większości użytkowników. Wspomaganie elektryczne działa początkowo lekko, z rosnącym oporem w miarę nabierania prędkości.

Pod maskę testowanego egzemplarza trafił dwulitrowy, wolnossący silnik benzynowy. Moc 150 KM zapewnia wystarczającą rezerwę bezpieczeństwa, gwarantuje dużą elastyczność i pozwala na sprawne wykonywanie manewrów wyprzedzania, z kolei w wytracaniu prędkości pomagają skuteczne, czułe hamulce. Z silnikiem współpracuje nowoczesna, bezstopniowa przekładnia automatyczna, która pracuje płynniej niż klasyczne automaty. Kabina jest dobrze izolowana akustycznie, we znaki daje się jednak duże zużycie paliwa (nawet 14 l/100 km w mieście).

Układ sterowania napędem 4×4 to AWD (All Wheel Drive) – został on specjalnie przystosowany do współpracy z jednostkami o wysokich mocach. Zespół rozdziału mocy pomiędzy koła przednie i tylne składa się z tłokowej pompy hydraulicznej (napędzanej wtedy, gdy na skutek uślizgu pojawia się różnica prędkości obrotowych obu osi) oraz mokrego sprzęgła wielotarczowego. Pracą tego ostatniego steruje regulowany zawór dławiący, przy czym decydujący głos mają procesory podłączone do cyfrowej instalacji elektrycznej, za pośrednictwem której otrzymują potrzebne informacje o stanie pojazdu. Rozdział mocy następuje w pełni automatycznie. Podczas jazdy ze stałą prędkością po prostym odcinku suchej drogi do przednich kół trafia około 85% momentu obrotowego, ale gdy wymaga tego sytuacja, może skierować do kół tylnych nawet 50% momentu.

Na uwagę zasługuje ponadto system ochrony przedzderzeniowej. Jego dobrodziejstwo docenimy przede wszystkim w mieście, gdzie 75% zdarzeń drogowych występuje, gdy samochody poruszają się z prędkościami do 30 km/h. Dlatego właśnie system ten, dzięki laserowi zamontowanemu w okolicach lusterka wstecznego, śledzi pojazdy znajdujące się z przodu. Jeżeli wykryje zagrożenie kolizją, niezwłocznie zatrzyma pojazd, zapobiegając stłuczce lub ograniczając jej skutki.

Warto także włączyć aktywny tempomat wykorzystujący radar dalekiego zasięgu. Dzięki niemu samochód może sam nie tylko utrzymywać ustaloną odległość od auta, które jedzie przed nim, ale także w razie potrzeby przyspieszać (oczywiście tylko do ustalonej wcześniej wartości maksymalnej) lub płynnie hamować aż do całkowitego zatrzymania. Przy zmianie pasa ruchu pomaga z kolei system układ monitorujący obszar znajdujący się po bokach samochodu. Gdy w tzw. „martwym polu” pojawia się inny pojazd, kierowca zostaje ostrzeżony  dyskretną pomarańczową lampkę umieszczoną w słupku przednich drzwi.

A ile to wszystko kosztuje? Tu ponownie widać dualizm Outlandera, a więc mniej niż bardzo dużo, ale więcej niż mało, czyli średnio – a konkretnie 122 400 zł. Otrzymujemy za to samochód ze wspomnianym wyżej 150-konnym silnikiem, automatem, LED-owe reflektory, dwustrefową klimatyzacją, systemem audio Rockford Fosgate, aktywnym tempomatem, asystentem parkowania, kamerą cofania, szyberdachem i skórzaną kierownicą. Seryjne są również elektrycznie sterowane szyby, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, centralny zamek ze zdalnym sterowaniem, system ESP i komplet poduszek powietrznych, komputer pokładowy oraz fotel kierowcy z elektryczną regulacją.

Outlander zdaje egzamin z wynikiem pozytywnym, chociaż widać już po nim upływ czasu. Okazuje się pojazdem wszechstronnym, który udanie łączy cechy komfortowego kombi i funkcjonalnego minivana, a dodatkowo oferuje jeszcze napęd 4×4 i podwyższony prześwit (19 cm). Do pełni szczęścia brakuje kilku elementów, przydałyby się aktywne amortyzatory z możliwością usztywnienia i bardziej „inteligentne” reflektory, bo pomimo że są to LED-y, to jednak bez funkcji selektywnej korekcji wiązki świateł drogowych. Reszty dopełnia niewielka awaryjność poparta 5-letnią gwarancją mechaniczną, świetne zabezpieczenie antykorozyjne i prosta, solidna instalacja elektryczna pozbawiona wiązek multipleksowych.

Tekst i zdjęcia: Jakub Sandecki

Jak przedłużyć życie?

Ludzie zrobią wszystko by ich życie było długie, a ciało piękne i zdrowe. Elżbieta Batory, słynna węgierska arystokratka żyjąca kilkaset lat temu, zwykła wypijać krew mordowanych przez nią młodych dziewcząt tak, by przejmować ich fizyczne i duchowe cechy…

Dzisiaj stosujemy rożnego rodzaju suplementy diety, głodówki, rzucamy szkodliwe nałogi, ustanawiamy rutynę ćwiczeń i wiele innych, by nasze ciało służyło nam jak najdłużej… i tak, owszem… Należy mieć nad tym kontrolę, ale czy jednak musimy się aż tak musztrować, by być długoletnim?

Przypomnijmy sobie piętnaście pierwszych lat naszego życia… czy nie wydają się nam one niesamowicie długie? Psycholog William James zauważył i opisał tą zależność już w 1890 roku. Stwierdził, że czas wydaje się przyspieszać wprost proporcjonalnie do naszego wieku, gdyż przychodzi moment, że po odkryciu funkcjonowania świata przestajemy przeżywać i zaskakiwać się otoczeniem.

Wszystko co działo się w pierwszych latach naszej egzystencji było odkrywaniem, poznaniem, zagadką do rozwiązania… natomiast wszystko czego się nauczyliśmy stało się z czasem nieznośną rutyną wałkowaną codziennie od nowa. To właśnie nasza osobista ‘rutyna’ skraca nasze życia.

Późniejsze poszukiwania psychologów XX oraz XXI wieku wykazały, że im młodsza jednostka, tym jej określenia czasowe na temat życia były bardziej „statyczne i powolne”, natomiast im starszy osobnik tym określenia stawały się bardziej ulotne. Egzystencję zaczyna się porównywać raczej do „pędzącego pociągu”.

Nic dziwnego… pierwsze lata były dla nas wieczną przygodą. Wybiegałeś o 08:00 rano na dwór, podwórze, plac, pole (skądkolwiek pochodzisz) i nigdy nie wiedziałeś co Cię czeka ani co przyniesie Ci następna godzina. Spotykałeś swoich kumpli z rejonu… dziwnym trafem każdy wiedział, gdzie się szukać bez telefonu komórkowego i szliście na 12-stkę pokopać piłkę, a później mała bójka z grupką z innego rejonu… dzień był długi choć trwał tyle samo dla Twojego ojca, który skracał go drzemiąc przed telewizorem po powrocie z pracy.

To nie Twoje drobne nałogi skracają Ci życie (choć te trochę też), to Ty sam skracasz je skazując się na rutynę braku przygód, nowych wyzwań, obowiązków, twórczości, podroży, odkrywania nowych miejsc i poznawania nowych, inspirujących oraz dających lekcje ludzi. Często nadmierna musztra samego siebie przynosi więcej szkody niż pożytku, spinając Cię wewnętrznie i wprowadzając Cię w stany silnego stresu, zabijającego od środka.

Jak więc możemy skutecznie wydłużyć sobie żywot? Szczerze?

.. jeżeli nie jesteśmy dorobionymi właścicielami wielkiej sieci firm i nie możemy pozwolić sobie na wycieczki 3 razy do roku, lub nie jesteśmy tak szaleni jak autostopowicze przemierzający świat wzdłuż i wszerz za 8 stówek… to lepiej wybaczyć sobie tą jedną czy kilka fajek dziennie (choć to wciąż bardzo szkodliwy nałóg), ale zacząć celebrować małe wydarzenia, rozmowy z ciekawymi osobistościami czy codzienne czynności… spoglądać na te same przedmioty i miejsca, jak gdyby widziało się je po raz pierwszy.

Zacząć obserwować trajektorie ruchu kropli deszczu spływającej po

szybie, dokładnie tak jak wtedy, gdy mieliśmy po 9 lat. Bądź odkrywcą, twórz to co lubisz, eksploruj… trudź się nad czymś co da Ci satysfakcję, a kiedy już opanujesz ta metodę życia to zobaczysz, że 2 następne tygodnie wydadzą Ci się miesiącem. Jakkolwiek trywialnie by to nie zabrzmiało, zaufaj – zadziała.

Autor: Kat Skulik

Malarstwo z ilustracji: Kat Skulik

Tekst zainspirowany inną działalnością:

http://www.entertheroom.pl/life/6468 – niech – ktoś – zatrzyma – czas

Miłość to wielka siła! (zapiski Pani stomatolog)

Miłość to wielka siła – co uświadamiam sobie zwłaszcza wtedy, gdy do mojego gabinetu wkracza zakrwawiony samiec alfa ze swoimi zębami, skrzętnie zawiniętymi w woreczku foliowym albo prezerwatywie, które to tuli do siebie jak niemowlę.

Jest to skrócony, stomatologiczny poradnik dla samców alfa, po odbytej walce o terytorium i samice.

W dużym skrócie rozważmy trzy najczęściej spotykane opcje po przegranej bądź wygranej bójce o kobietę swego życia:

1. Samiec alfa przynosi zęby w woreczku.

Jeśli samiec zjawi się w ciągu 4 – 6 godzin po wybiciu zębów, istnieje szansa replantacji zęba. W dużym skrócie wygląda to tak – ząb jest “wybebeszany” z miazgi i usadowiony ponownie w zębodole, oraz stabilizowany do sąsiednich zębów. Ząb jest wprawdzie martwy, ale nasz, własny. Na imprezie można się pochwalić, że odrósł. Można go czasami mieć do końca życia, jest osłabiony – ale jest. 

Kobieta dla której go straciliśmy odejdzie, ale on z nami zostanie.

Moja praktyka wskazuje, że aby wskrzesić estetyczny błysk zębów osiedlowego dominatora, trzeba ok. 10 – 15 wizyt w gabinecie, koszt to ok. 1000 – 1500PLN, ale ocena wizyt i koszty są uzależnione od urazu, okoliczności i lekarza stomatologii.

Ból? Oczywiście że jest, ale można go skutecznie stłumić środkiem znieczulającym. Im samiec alfa grzeczniejszy i milszy dla swojej pani doktor, tym ilość środka większa – a bólu mniejsza.

I na odwrót 🙂

Mój fotel dentystyczny a zwłaszcza wiertareczki, igiełki i inne służące zdrowiu obywateli instrumenty, mają magiczną moc gwałtownego kurczenia się ego największych nawet “twardzieli”.

2. Pokrwawiony, często będący pod wpływem alkoholu (co słychać, widać i przede wszystkim czuć) samiec alfa wkracza błędnym krokiem do mojego gabinetu, ale bez zębów. Czasami ciosy są tak mocne, że samiec połyka własne zęby (nie będę nic pisać o próbach ich znalezienia podczas porannej toalety), a czasami odlatują w nieokreślonych kierunkach i nie udaje się ich znaleźć – niekiedy samiec nie wie, że znalezienie zębów bardzo mu ułatwi życie (i pozbawi wiele bólu), albo też jest tak pijany, że poszukiwania kończą się chrapaniem (bądź zgonem z wychłodzenia) w pobliskim rowie.

Tu są dwie możliwości, z których korzystam w swojej praktyce:

A. Czekamy aż się wszystko wygoi (6 – 8 tygodni) i proponujemy samcowi rozwiązanie protetyczne – koszt dwóch przednich zębów zaczyna od najtańszej opcji (kilkaset złotych za lumpenproletariacką protezę) aż do kilku tysięcy, gdy istnieje możliwość założenia stałej pracy protetycznej (most).

B. Założenie implantów bezpośrednio po bójce. Koszt dla dwóch przednich zębów ok. 10 – 12 tysięcy. Dobre wino i kwiaty pod koniec udanych zabiegów nie są obowiązkowe, ale mile widziane.

Nie można ocenić ilości wizyt, średnio z mojej praktyki wychodzi ok. 6, 7 wizyt. Przystojni mężczyźni mogą liczyć na więcej wizyt 🙂 Ból? Na pewno jest, ale nie wiem o jakiej sile, ponieważ tak się szczęśliwie składa, że nikt mi nie wybił zębów. A że pacjenci krzyczą? Oj tam oj tam, u mnie zawsze się trochę krzyczy 🙂 Co to za pacjent który nie krzyczy? Jestem kobietą, i w moich objęciach wypada i jest w dobrym tonie, by chociaż kilka razy rozpaczliwie wrzasnąć.

3. Dumny, posiniaczony samiec pokazuje brudnym palcem (który dawno nie widział pilniczka i nożyczek) na swoją jamę ustną, w której widzimy złamany ząb.

Cóż począć z takim nieszczęśnikiem? W zależności od złamania można odbudować zachowawczo, lub po uprzednim przygotowaniu protetycznie.

Odbudowa kosztuje do kilkuset złotych, a koszt odbudowania protetycznego to ok. 1 – 2 tysięcy. Z mojego doświadczenia jest to od 3 – 6 wizyt, ale proszę się tym nie sugerować. Przystojni regenerują się dłużej, brzydcy panowie znacznie szybciej 🙂

Polska to trudny kraj dla zwykłego faceta.

Ostatnio raz po raz docierają do nas informacje z popularnych portali internetowych o dysproporcji, jaka pojawiła się w sytuacji kobiet i mężczyzn w naszym pięknym kraju.

Można przeczytać np. że ilość samobójstw mężczyzn jest wielokrotnie wyższa niż samobójstw kobiet. Że ta dysproporcja nie jest normalna w naszym regionie i pozostałe Państwa mają dwukrotnie niższą różnicę. A to że w Polsce kobiety najdłużej w Europie cieszą się emeryturą, na którą z jakiś enigmatycznych przyczyn przechodzą o 5 lat wcześniej niż mężczyźni. Że większa część środków przeznaczanych na służbę zdrowia jest pożytkowana na zwalczanie chorób dotykających panie. Można tak przywoływać kolejne przykłady, nie chodzi mi o to, żeby tutaj wstawiać infografiki, tabelki czy podawać źródła. Te łatwo sobie każdy wyszuka w przestrzeni internetowej. Pragnę bardziej skupić się na przyczynach tego zjawiska i na tym jak postrzegają to wszystko kobiety. Polecam również zapoznanie się z moim pierwszym artykułem, który został zamieszczony na Samiec News pod tytułem „Czy współczesne państwo stało się dla kobiety substytutem męża”, gdyż tutaj tylko w skrócie zarysuję poruszoną tamże problematykę.

Przechodząc do sedna sprawy, państwo w obecnej swej formie wkracza w wiele aspektów życia człowieka, rodziny i społeczeństwa, które wcześniej były zarezerwowane dla mężczyzn. Wspiera kobietę, jako od wieków uchodzącą za słabszą w systemie patriarchalnym. Kobieta pełni funkcję zwaną niezbyt ładnie, ale dosadnie funkcją rozrodczą. Dzięki niej mamy nowych obywateli, kolejnych pracowników lub żołnierzy. Gdzieś tam na górze, wśród tych zasobnych i decyzyjnych męskich głów, okutych w białorycerski hełm, narodził się pomysł, że im bardziej wesprą kobietę, tym będzie ona szczęśliwsza i więcej dzieci urodzi. Jednak jak pokazuje przykład państw zachodnich, jest to założenie całkowicie błędne, a do tego powoduje rozchwianie równowagi pomiędzy mężczyznami, którzy dają zasoby, a kobietami, które te zasoby przyjmują rodząc i wychowując dzieci.

Miałem swego czasu przyjemność pracować z kobietami i słuchać licznych rozmów na różne tematy. Komu udało się lepiej poznać nasze wspaniałe panie, ten wie że nie rozmawiają o kwiatuszkach i fartuszkach. Rozmowy często schodzą w dość mroczne zakamarki. Ale nie o tym tutaj. Pewnego razu pojawił się temat tego, jakiej płci dziecko chcą posiadać. Część odpowiedzi to było, że chłopca „bo ten będzie miał łatwiej w życiu”. Zaskoczyła mnie ta odpowiedź, bo zdałem sobie sprawę, że kobiety nie mają pojęcia o problemach i trudnościach jakie musi znosić chłopiec i mężczyzna w dzisiejszym świecie. Moja odpowiedź brzmiała tak, że kobieta ma o tyle łatwiej, iż może sobie wybrać czy chce robić karierę, być silna i niezależna, czy może będzie szarą myszką zajmującą się domem i może pracującą na pół etatu w biurze. Mężczyzna jest takiego wyboru pozbawiony. Ma raczej opcje typu zostać kimś lub nikim dla społeczeństwa.

Nie chcę żebyście uznali, że się użalam, ale według mnie w tak sfeminizowanym społeczeństwie płeć męska ma po prostu trudne życie. Dzisiaj praktycznie w każdym miejscu pracy pojawiają się kobiety, które są roszczeniowe i starają się dostosować otaczającą przestrzeń do swoich potrzeb. Są w tym egoistyczne, bo tak przez wieki było korzystnie. Nie musiały wykazywać troski o drugą połowę gatunku, bo ta troszczyła się sama o siebie. Dziś oczywiście jest inaczej. Dziś nie potrzeba siły mięśni i wytrzymałości na warunki atmosferyczne, żeby pracować przed komputerem czy nawet być kierowcą ciężarówki. Sam osobiście uważam, że moje przystosowanie do niskich temperatur i korpulentna budowa są obecnie przekleństwem, bo się po prostu męczę w pomieszczeniach przegrzanych żeby dogodzić paniom. Podobnie jest jeśli chodzi o stres, na który męska część populacji ma większą odporność, ale może go znosić krócej. Oznacza to, że nawet mały, ale przewlekły stres, będzie nam szkodził przy dłuższej ekspozycji i powodował choroby. A takiego stresu przecież dzisiaj doświadczamy na co dzień.

Na koniec, mimo iż wiem że nie wyczerpałem tematu dogłębnie, bo tutaj by trzeba książkę napisać, ale chciałem pesymistycznie z nutą nadziei podsumować. Jeśli jesteś przeciętnym facetem, nie masz dobrego startu od rodziców, mieszkania, nie miałeś szczęścia mieć w sferze swoich zainteresowań programowania, to przez naturalną dla kobiet pogoń za mężczyzną lepszym, niż same są oraz przez dodatkowo promowany przez media i filmy romantyczne model związków wiedz, że wiele przykrych doświadczeń i zawodów przed tobą. Ale nie załamuj się. Zacznij pracować nad sobą, przemyśl ponownie swoje cele, dowiedz się o życiu najwięcej ile możesz, odkryj swoje talenty. Natura dała ci męską siłę i indywidualność. Wymagaj od kobiet szacunku i zrozumienia. Twój zegar biologiczny nie zaczyna bić na alarm po trzydziestce. Masz więcej czasu. Strzeż się jednak pochopnych decyzji i alkoholu…

Autor: DL

Zdjęcia: pixabay, CC0

Podstawy zdrowia samców, cz. 1

Organizm mężczyzny potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania witamin i minerałów, tak samo jak organizm kobiety potrzebuje pierścionków, kosmetyków, nowych ciuszków i ploteczek.

Pierwszą witaminę odkrył oczywiście Polak – Kazimierz Funk w 1913 r. W świat poszła informacja, że najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny. Obecnie wiadomo, że zagraniczne dziewczyny mają tyle samo lub więcej witaminy (oprócz Niemek i Angielek). Lecz po co nam te całe witaminy? Nasze ciała przypominają niezwykle skomplikowane fabryki biochemiczne, w których bez przerwy zachodzą przemiany jednych cząsteczek w inne.

Podziały komórek i tworzenie nowych mięśni (to najważniejsze), trawienie i cały metabolizm nie zachodzą samorzutnie, tylko są katalizowane przez enzymy, które jak biochemiczne roboty zbudowane z aminokwasów rozwijają zwinięte łańcuchy DNA, przepisują informacje na RNA, syntetyzują białka, rozbijają zjadane przez nas makrocząsteczki na proste związki i budują z nich nasze komórki oraz tworzą fikuśne cząsteczki sygnałowe (np. adrenalinę, testosteron, DMT). Usuwają też zbędne produkty przemiany materii oraz obce, szkodliwe związki, którymi się trujemy, w postaci składników siku i kupy (przez nerki i wątrobę).

No i właśnie te enzymy potrzebują do prawidłowego działania witamin (jako kofaktorów, koenzymów i grup prostetycznych), tak jak samochód potrzebuje kluczyka, czołg lufy a pięść kastetu. Skąd więc brać witaminy? Przede wszystkim ze zróżnicowanej diety złożonej z produktów jak najmniej przetworzonych. Nie mówię tu o jedzeniu bez przerwy sałaty jak jakiś ślimak, ale warzywo lub owoc warto przetrącić od czasu do czasu. I oczywiście kaszę, jaką kto lubi. Witaminy są wrażliwe na światło, tlen i podwyższoną temperaturę, stąd przemysłowa produkcja żywności i jej „oczyszczanie” powodują, że ilość witamin dostarczanych z jedzeniem jest niewystarczająca, zwłaszcza w paszy dla „zombie” (pszenna bułka z kotletem ze zmielonych ścięgien i odbytów usmażonych na syntetycznym tłuszczu)

background-2277_1920

Zaczniemy od witaminy D, dlatego, że na naszej szerokości geograficznej jej niedobory występują u 70% populacji. Nawet Kazik śpiewa: „Polacy mają depresję totalną, dlatego, że nie ma słońca przez siedem miesięcy w roku, a lato bywa czasem nie gorące”. Dzienna dawka witaminy D powstaje w skórze podczas kilkunastominutowego wystawienia ciałka na światło słoneczne. Nie chodzi tu tylko o łysą czachę albo ramiona, pokazać trzeba trochę więcej.

Kto sobie może na to pozwolić w dzisiejszych czasach, flirtując od rana do 18 z koleżankami w biurze, jeżdżąc cały dzień wózkiem widłowym po magazynie bez okien lub majstrując coś pod samochodem? Czy śniady pasterz kóz ma więcej witaminy D? Niektórym paniom tak się wydaje, jednak nie jest to prawda. Niedobory witaminy D grożą złamaniami kości, krzywicą, zniekształceniem sylwetki, są czynnikiem ryzyka takich schorzeń jak nowotwory, cukrzyca, osłabienie odporności, nadciśnienie, osteoporoza, depresja, choroby sercowo-naczyniowe i autoimmunologiczne, choroba Hashimoto, nerwica, schizofrenia, zaburzenia snu, wahania nastroju.

Ogólnie – brak światła słonecznego to pewny zgon. Nie dajmy tutaj nabrać się na szkodliwość promieniowania UV i konieczność stosowania kremów z filtrem. Główną przyczyną powstawania czerniaka są kosmetyki. Wracając do tematu – dieta pokrywa tylko około 20% zapotrzebowania na witaminę D. Najbogatsze jej źródła to tłuste ryby morskie i jaja.

A co z minerałami? Od pradawnych czasów mężczyźni kopali dziury, fedrowali tunele i budowali kopalnie (ang. mine) żeby wydobywać stamtąd złoto i diamenty na biżuterię dla pięknych pań, srebro na talary, miedź na dachy katedr, uran na atomówki, a teraz też skand, prazeodym, terb, dysproz, promet, europ i gadolin do robienia zabawek, takich jak lasery, statki kosmiczne i smartfony. Dla zdrowia mężczyzny potrzeba ponad dwudziestu minerałów, a do najważniejszych z nich należy selen.

Nazwa selenu pochodzi od greckiego słowa oznaczającego Księżyc. Gdy następnym razem będziesz pisał wiersz miłosny i wzdychał w kierunku naszego satelity, uświadom sobie, że selen wchodzi w skład enzymu zwanego peroksydaza glutationowa, który to enzym chroni organizm przed zniszczeniem przez nadtlenki i wolne rodniki tlenowe, które powstają cały czas w wyniku przemian biochemicznych. Ponadto, selen wchodzi w skład białek warunkujących prawidłową pracę tarczycy oraz naprawę DNA. Choroby wynikające z niedoborów selenu to m.in.: nowotwory, miażdżyca, choroba niedokrwienna serca, przerost prostaty, reumatoidalne zapalenie stawów, depresja, obniżenie odporności.

Przez jakiś czas twierdzono, że miażdżyca, zawały i udary spowodowane są głównie jedzeniem tłuszczów zwierzęcych, tymczasem okazuje się, że smalec jest jednym z najzdrowszych tłuszczów, ponieważ ma odpowiednie proporcje kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6. Natomiast za miażdżycę odpowiedzialna jest cząsteczka zwana homocysteiną, która powstaje podczas trawienia białek (zwłaszcza pochodzących z mleka), gdy w organizmie jest za mało selenu, witaminyB i kwasu foliowego (z łacińskiego folium – liść).

Wtedy homocysteina samoistnie zaczyna niszczyć naczynia krwionośne, a ciało próbuje łatać te dziury cholesterolem i wapniem. Stąd już tylko krok do zawału albo udaru. Nie chcesz mieć chyba zawału albo udaru drogi samcu? To oznacza koniec trzech męskich przyjemności na P. Teraz zgrywasz Kozaka, ale pomyśl, co będzie za 20 lat? Badania pokazują prostą zależność – im więcej we krwi selenu, tym mniej homocysteiny. Jak nabawić się niedoboru selenu? Na przykład poprzez palenie papierosków i zabawę, zabawę naszą ulubioną zabawką i utratę cennego nektaru.

Połowa selenu w ciele mężczyzny zlokalizowana jest w jądrach. Jest on tam obecny w selenoproteinie PHGPx i zajmuje się robieniem plemników – zapewnia im odpowiednią ruchliwość i żywotność. Zauważ, im więcej selenu trafia z organizmu mężczyzny do organizmu kobiety, tym jest ona zdrowsza i bardziej atrakcyjna, chce tego selenu więcej i więcej. I go dostaje. Jak nie dostaje, to wyrusza na poszukiwania gdzie indziej. Jak masz mało selenu to nie licz na upojne chwile w blasku Księżyca. Odpowiednie detektory w tajemnych damskich zakamarkach, natychmiast to wykryją.

Skąd więc brać selen? Gleba w Polsce jest uboga w ten pierwiastek, stąd też jest go za mało w pożywieniu. Najlepsze źródła selenu to: orzechy brazylijskie, woda Galicjanka, groch, soczewica, śledź, owsianka, pestki dyni, makrela, czosnek, grzyby, chleb żytni, jaja, gruszki. Da się coś z tego upichcić.

beach-394503_1920

Do zdrowia potrzeba też ruchu. Zamiast truchtać wzdłuż ulicy i aspirować do płuc cząstki sadzy, opary diesla, kurz i pył z psich odchodów pobiegaj po lesie, pooddychaj zjonizowanym ujemnie powietrzem, posłuchaj śpiewu ptaków i popatrz na rośliny. Zobacz jakie mają liście, jak prężą się ich łodygi, jak falują w rytm podmuchów wiatru, jakie mają włoski. Weź lupę i sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. Na spodzie liścia są aparaty szparkowe.

Komórki szparkowe otoczone są kilkoma innymi komórkami epidermy nazywanymi komórkami przyszparkowymi. Biorą one udział w regulacji rozwarcia szparki.

Czyż to nie piękne? W najnowocześniejszym na świecie państwie zwanym USA ziołolecznictwo zaliczane jest do medycyny alternatywnej. Czyli chemia, która stosowana jest od niecałych stu lat jest jedyną słuszną medycyną, natomiast zioła, dzięki którym ludzkość funkcjonuje od początku swojego istnienia to oszołomstwo. Nie trzeba wydawać miliardów dolarów na stworzenie nowej cząsteczki, lekarstwa na wszystkie choroby już istnieją i zawsze istniały, wystarczy poszukać. Poszukiwania zacznij od osiedlowego sklepu, na pewno znajdziesz tam miętę, rumianek, dziurawiec i melisę. Zainwestuj, wypróbuj. To na początek, reszty dowiesz się z następnych odcinków.

Autor: Dr Wu

Zdjęcia: pixabay, CC0

Kobiecym okiem: „Diabeł ubiera się u Prady”

Mam pewną przypadłość. Podczas gotowania muszę zająć mój umysł słuchaniem audycji, by stłumić wewnętrzny ból przebywania w kuchni, bo o wiele bardziej wolę przebywać w pracowni malarskiej… I jeśli bólu tego nie koją audycje Pana Marka Kotońskiego, są to przypadkowe video porady związkowe, udzielane przez kobiety, niestety pozostawiające wiele do życzenia.

Tak też trafiłam na film wymieniający „cechy idealnego mężczyzny – prawdy i mity”. Aż wstyd się przyznać, że ja, osoba pragnąca być postrzegana jako obiektywna, wyrozumiała i szanująca otoczenie, posuwam się do tak infantylnej rozrywki, jak wyłapywanie niedoskonałości w filozofii związków współczesnych kobiet.

Któż z nas nie uśmiechnie się, przysłuchując się płonnym nadziejom i roszczeniowym oczekiwaniom trzydziestoletnich kobiet? Pomiędzy takimi radami jak: „znajdź mężczyznę zaradnego finansowo”, „upewnij się, że czujesz się przy nim piękna”, „niech stawia czoło problemom”, znalazła się „perełka” nad którą chciałabym skupić się w tym felietonie.

Otóż autorka bardzo dobitnie podkreśliła ogromna wagę męskiego obuwia… To jednak nie wszystko…osobom nie radzącym sobie w wyborze obuwia, nakazała obowiązkową wizytę u STYLISTY…

Temat obuwia, zdawałoby się tak błachy i nieznaczący, prowadzi do zagadnień wysokiej wagi i odpowiedzi na pytania zadawane od wieków… co to jest męskość? Kim jest prawdziwy mężczyzna?

Ależ nie, nie pragnę nikomu wmówić, że elegancki wygląd jest nie męski. Pragnę wyznać, że ubolewam nad płytkością przekazu instruktarzy i bezmyślnym, bezustannym kodowaniem żeńskich umysłów na oczekiwanie często pustych, udawanych i nierozumiałych schematów. To z kolei skłania mężczyzn, do nic nieznaczącej realizacji postawionych wymagań wbrew samym sobie.

Pozwolą państwo, że pokuszę się o krótką analizę męskości z perspektywy słuchaczki kanału „Radio Samiec”. Mężczyzna wiedzący kim w istocie jest, będzie kierował się swoim własnym, wewnętrznym i niezależnym przekonaniem a owy lakierowany but zostanie ubrany w konkretnej i słusznej intencji… czyli w momencie pragnienia okazania szacunku otoczeniu. Nie będzie to natomiast podyktowane strachem o brak akceptacji ze strony kobiety. On sam zadecyduje o rodzaju swojej garderoby.

Przypomnijmy sobie na moment dobrze znana sylwetkę Pana Antoniego Kosiby z ekranizacji powieści Pana Tadeusza Dołęgi-Mostowicza z 1937 roku pod tytułem ‚Znachor’. Pięćdziesięcio lub sześćdziesięcioletni mężczyzna decydujący się na proste, eremickie życie i pracę dla obiadu i paczki papierosów. Chodząc w dziurawym stroju i płóciennym worku wykorzystywał swoje nabywane przez lata umiejętności chirurga i lekarza medycyny w służbie lokalnej społeczności.

Nieskuszony wizją fortuny za pomoc, którą udzielił jednemu z parobków, godzi się pozostać ostatecznie przyjęty do rodziny i zamieszkać na stancji u jednej z rodzin.
Stawiam pytanie: Co męskiego jest w mężczyźnie, decydującym się ignorować swój zarost i niechlujny ubiór?

Przecież ten typ faceta nie wpisuje się w żaden sposób w schemat naszej
drogiej autorki filmu o męskim ideale…

Odpowiadam. Mężczyzna ten postanawia sam w swojej własnej i słusznej intencji, skupiać się na wpływaniu na ułamek rzeczywistości, która miała dla niego głębokie znaczenie. I to jako jeden z głównych i jakże pięknych przymiotów męskości jest świadectwem jego wewnętrznej siły i pewności o sobie samym. Piękno męskości polega na sztuce wewnętrznego rozeznania… niezależnie od skórzanego wypastowanego buta czy dziurawego trampka.

Autor i grafika: Kat Skulik

Wrażenia z wożenia – Infiniti QX70

Japońska marka Infiniti jest stosunkowo mało znana na polskim rynku, chociaż ma w swojej ofercie samochody zdolne do konkurowania w segmencie premium. Rolę tzw. okrętu flagowego pełni model o nazwie QX70.

infiniti_01

Pierwsza generacja tego olbrzyma (szerokość 2 metry i waga ponad 2 tony), debiutowała blisko dekadę temu jako SUV o nazwie FX. Trzeba przyznać, że mimo wprowadzanych na bieżąco wielu zmian, obecny model stylizacyjnie nie odszedł zbyt daleko od swojego pierwowzoru. Niedawny lifting nadwozia okazał się zachowawczy. Widać, że auto ma już swoje lata, ale wciąż może się podobać.

We wnętrzu…

infiniti_07

…za kierownicą o idealnie dobranej średnicy, większość osób bez problemu znajdzie wygodną pozycję, gdyż kolumnę można ustawiać elektrycznie w dwóch płaszczyznach. Uwagę zwracają nie tylko świetne materiały wykończeniowe, ale przede wszystkim podgrzewane i wentylowane, przednie fotele (każdy sterowany elektrycznie) mające rozmiary typowe raczej dla mebli domowych niż samochodowych siedzeń, oraz więcej niż wystarczający zakres regulacji.

Można spędzić w nich cały dzień i nie odczuwać żadnego zmęczenia, zapewniają też dobre podparcie boczne (jego zakres jest również regulowany elektrycznie). Warunki panujące na tylnej kanapie nie okażą się wcale gorsze, pod warunkiem, że podróżować będą na niej dwie osoby. Przebiegająca środkiem kabiny wysoka obudowa tunelu praktycznie uniemożliwia trzem dorosłym wygodną jazdę.

infiniti_13

Bagażnik optycznie zyskuje nieco po demontażu rolety, ale liczby nie kłamią – 410 l to jeden z najgorszych wyników w klasie. Na pocieszenie pozostają schowki, cup-holdery oraz bardzo użyteczna podczas codziennej eksploatacji możliwość elektrycznego unoszenia i opuszczania klapy. Służą do tego aż trzy przyciski – w dolnej części pokrywy, na desce rozdzielczej oraz na obudowie pilota zdalnego sterowania.

Pod maską…

infiniti_12
…testowanego egzemplarza znajdował się benzynowy silnik V6 o mocy 320 KM, uzyskiwanej z pojemności skokowej 3.7-litra. To wolnossąca konstrukcja zapewniająca doskonałe osiągi (6,8 sek. do 100 km/h to jeden z lepszych wyników w segmencie). Imponuje również pierwszorzędną kulturą pracy.

Sześciocylindrowa, widlasta jednostka z bezpośrednim wtryskiem paliwa i układem zmiennych faz rozrządu pracuje niezwykle cicho i bez jakichkolwiek wibracji. Przy niskich prędkościach obrotowych jedynie strzałka obrotomierza świadczy o tym, że silnik naprawdę działa. Przy wyższych spod pokrywy komory silnika dochodzi coś, czego w żadnym wypadku nie można nazwać hałasem. To po prostu chrapliwy, przyjemny dla ucha pomruk. W ten oto sposób kierowca staje przed trudnym wyborem: słuchać odgłosów pracy tej jednostki czy może włączyć zestaw audio BOSE? Swego czasu był to jeden z najlepszych systemów audio w tej klasie aut, ale nawet obecnie nie poddaje się bez walki.

Układ jezdny z napędem 4×4 zapewnia fenomenalną trakcję. QX ledwo się przechyla i świetnie trzyma łuków, pozwala też zapomnieć, z jakim kolosem mamy do czynienia. Coś za coś, bo druga strona medalu to niższa niż u konkurentów kultura wybierania nierówności. Wnętrze natomiast jest świetnie odizolowane od głównych źródeł odgłosów występujących w autach tej wielkości, a więc przede wszystkim od hałasu powietrza opływającego nadwozie oraz toczących się opon, jedynie od czasu do czasu słychać przytłumione odgłosy mechaniczne towarzyszące pracy układu zawieszenia.

infiniti_03

Pochwała należy się także sprawnej, 7-stopniowej automatycznej skrzyni biegów. Zmiana przełożeń w jej wykonaniu odbywa się błyskawicznie, a jednocześnie bardzo płynnie. Przekładnia umożliwia ponadto ręczną zmianę biegów lewarkiem, chociaż praktyczne zastosowanie tej funkcji jest raczej wątpliwe. Po pierwsze dlatego, że reakcje na polecenia wydawane prawą stopą są po prostu wzorowe, a po drugie – nie po to przecież kupuje się auto z tzw. automatem, aby „mieszać w podłodze”. Układ kierowniczy doskonale pasuje do charakteru auta. Nie jest może najlepiej wyczuwalny, ale stosunkowo bezpośredni. Skuteczność hamulców nie pozostawia nic do życzenia.

Średnie…
…rzeczywiste zużycie paliwa w teście nieznacznie przekroczyło 14 l/100 km, co w samochodzie tej wielkości, o takich osiągach, z napędem 4×4 oraz silnikiem o tej pojemności i tej liczbie cylindrów, trzeba uznać za dobry wynik. Z drugiej strony, każda próba dynamicznej jazdy natychmiast uzmysławia, że mimo wszelkich starań konstruktorów, QX potrafi być zachłanny, żądając nawet 20 l bezołowiowej podczas jazdy w mieście i 12 l poza nim. Na szczęście zbiornik paliwa ma pojemność aż 90 l, co zapewnia spory zasięg. Wyposażenie wersji S Premium jest adekwatne do ceny (285 000 zł). Nie zabraknie tu więc skórzanej tapicerki, dwustrefowej automatycznej klimatyzacji z osobnym nawiewem dla pasażerów tylnej kanapy, zmieniarki CD na 6 płyt, „automatu”, aktywnego tempomatu z radarem, aktywnych amortyzatorów z możliwością usztywnienia, systemu kontroli trakcji oraz kompletu poduszek powietrznych, 21-calowych alufelg, szyberdachu, elektrycznie otwieranej klapy bagażnika, kierunkowych lamp biksenonowych i wielu innych dodatków. Opcjonalnie dostępny jest mocniejszy, 390-konny silnik V8 o pojemności 5 litrów. Dopłata jest niebagatelna (40 000 zł), ale wielu klientów się na nią decyduje.

QX ma już swoje lata. Jest najstarszym modelem w ofercie firmy Infiniti i z tego względu, jak każdy samochód z dłuższym stażem, nie wywołuje już takich emocji jak kiedyś. Z drugiej strony, dzięki długiej obecności na rynku jest to konstrukcja dojrzała i dopracowana, która mimo upływu czasu wciąż zachowuje swoje walory. Fenomenalnie jeździ, a do tego jest niebanalna, świetnie wykonana i rozsądnie wyceniona (podobnie wyposażona konkurencja jest droższa). Całkiem spory konglomerat zalet i trzy wady. Po pierwsze, brak pneumatycznego zawieszenia z regulacją prześwitu.

Po drugie, przydałyby się reflektory z selektywną korekcją wiązki świateł drogowych (dostępny jest jedynie prosty asystent przełączający światła na zasadzie „krótkie-długie” i odwrotnie).

infiniti_05

Po trzecie wreszcie, we znaki daje się niezbyt pojemny bagażnik.

Obiektywnie rzecz biorąc…
…po tylu latach od debiutu również i tym razem QX nie zawodzi, choć uczciwie trzeba przyznać, że widać po nim upływ czasu. To olbrzym w sile wieku, wciąż w pogoni za najlepszymi – Audi Q7, BMW X5, Volvo XC90, Mercedesem GLE i Lexusem RX. Nie da się ukryć, że czasami dostaje zadyszki. No cóż, czekamy na następcę…

Tekst i zdjęcia: Jakub Sandecki

Czy współczesne państwo stało się dla kobiet substytutem męża?

Tytuł którym się do Państwa zwróciłem, jest w formie pytania. Osobiście jednak stawiam tezę i poniżej postaram się ją udowodnić. Kobieta i mężczyzna. Dwie płcie tego samego gatunku. Czy różne? Oczywiście że tak! Tutaj chyba nikt rozsądny nie ma wątpliwości.

Skąd więc ten dymorfizm płciowy? Jak to w naturze często bywa, aby coś ulepszyć, udoskonalić i przede wszystkim, żeby zwiększyć szanse na przetrwanie. I tak mamy mężczyznę, który za sprawą testosteronu jest silny, wytrzymały na trudne warunki, ma potrzebę eksploracji, dominacji, ma zdolności techniczne i zmysł organizacyjny. Mamy również kobietę, której ciało jest delikatniejsze, wytrzymałość na trudne warunki zdecydowanie niższa, która ma wykształconą większą emocjonalność i zdolności społeczne, jest opiekuńcza względem dzieci i ma większą potrzebę poszukiwania bezpieczeństwa czy stabilizacji. Dużo tu można jeszcze wymieniać jeżeli chodzi o cechy każdej płci, ale chyba został naszkicowany pewien zarys, który każdy sobie ładnie pokoloruje kredkami dodając od siebie kolejne pozycje. Czasem będą się wzajemne wykluczać, a czasem będą zupełnie różne, ale trend biologiczny myślę że każdy dostrzega.

Jak wskazałem powyżej mamy dwie różne płcie, ale żeby ten układ działał trzeba jakoś je ze sobą związać, skłonić do współpracy tak, żeby wydały na świat jak najwięcej potomstwa i później żeby temu potomstwu zapewniły przetrwanie do takiego wieku, w którym te będzie mogło o siebie zadbać samo, lub żeby mogło stać się częścią społeczeństwa które na zasadzie podziału obowiązków stwarza dla wszystkich swoich członków możliwość przeżycia. W przypadku człowieka tak ciąża jak i okres dorastania potomstwa jest wyjątkowo długi i tutaj przechodzimy do sedna sprawy.

Kobieta, która poznaje mężczyznę, tworzy z nim parę, może się w nim zakochać na swój kobiecy sposób (lub nie), zostaje przez tego mężczyznę zapłodniona. Rozpoczyna się dla kobiety okres ciąży, podczas którego będzie miała ograniczone możliwości pozyskiwania pokarmu i zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Tutaj pragnę pewną rzecz dopowiedzieć. W tym przypadku odnoszę się do setek tysięcy lat ludzkiego gatunku, a nie do króciutkiej współczesności, gdzie można jedzenie kupić w sklepie, ale o tym dalej. Wracając do sytuacji kobiety, która czeka na bardzo niebezpieczny poród i dalsze wychowanie dziecka. Czego taka kobieta może wymagać od mężczyzny? Oczywiście ważne są dobre geny tego mężczyzny, które przekaże potomstwu, ale również ważne jest to, żeby ten mężczyzna zapewnił bezpieczeństwo materialne oraz ochronę przed niebezpieczeństwami zewnętrznymi, takimi jak inni wrogo nastawieni ludzie, zwierzęta czy trudne warunki atmosferyczne. Z tego wynika, że kobieta dopierając sobie partnera do wychowania potomstwa jest w tych poszukiwaniach interesowna. Oznacza to, że będzie bardzo bacznie obserwować, oceniać jego przydatność, zdolność pozyskiwania zasobów czy odnajdywania się w grupie, która daje dostęp do jeszcze większych zasobów. Wynika z tego, że w większości miłość czy przywiązanie kobiety jest warunkowe.

Ale co ma mężczyzna z takiego związku? Jeśli chce mieć potomka, to oczywiście może wejść w ten układ, ale to jest już raczej etap świadomego budowania ciągłości rodów, który nie jest też z nami wcale tak długo i nie dotyczy wcale tak szerokiej populacji mężczyzn. Ogólnie według mnie mężczyzna w taki układ dużo inwestuje, niekoniecznie otrzymując w zamian należny ekwiwalent. Natura nie może jednak pozwolić na wymarcie gatunku. Daje więc kobiecie pewne atuty, bonusy które nie przyczyniają się do polepszenia rzeczywistej sytuacji jej partnera, ale dają mu przyjemne doznania. Jest to coś, co można porównać do narkotyku. Narkotykiem tym jest tak doskonale przez nas znany stan zakochania oraz rozkosz odczuwana podczas stosunku seksualnego.

Podsumowując, mamy sytuację układu, w którym mężczyzna wnosi realną pomoc, wsparcie, bezpieczeństwo, naraża się a czasem również oddaje życie za swoją kobietę i dziecko. Na drugim biegunie mamy przyjemność seksualną i stan zakochania jaki daje kobieta. Obie te miłości są warunkowe, jednak pierwsza wymaga o wiele więcej trudu niż druga. Mamy klasyczny układ dawcy i biorcy. Mężczyzna pragnie dawać miłość, kochać kobietę, troszczyć się o nią, nie oczekuje od niej wiele, a jeśli zdecydował się z nią być, to akceptuje ją w całości taką, jaka jest. Kobieta, mimo że wybrała mężczyznę, co jakiś czas sprawdza go czy jest wciąż przydatny, obserwuje go, porównuje do innych. Dla niej jest to bardzo ważne, bo od tego zależy przetrwanie jej i dziecka. Bierze pod uwagę opcje alternatywne. Wraz z rozwojem społeczeństwa i technologii tych opcji alternatywnych jest coraz więcej. I tutaj pojawia się państwo. Czym jest państwo? Jest to zorganizowanie się społeczeństwa w jego zinstytucjonalizowaną formę, która stanowi prawo na danym terytorium oraz zarządza znaczną, często większą częścią zasobów. Co ciekawe kiedyś prawo na danym terenie stanowił najsilniejszy mężczyzna, czyli wódz, król czy cesarz.

W związku z powyższym, skoro państwo zarządza znaczną częścią zasobów, może je rozdysponowywać, a obecnie rozwinęło się pod wpływem demokracji w państwo opiekuńcze, które część środków przeznacza na pomoc materialną dla słabszych, potrzebujących lub w te miejsca, które dają korzyść dla ogółu społeczeństwa, może również za pomocą tych środków wspierać kobiety, a później matki. Mało tego, może część środków wypracowanych przez mężczyzn przejąć i skierować je jako wsparcie dla kobiet wychowujących dzieci. Mężczyzna traci w ten sposób pewne atuty, które są dla niego niezbędne w budowaniu naturalnej relacji z kobietą. Nie ma już monopolu na przekazywanie zasobów, bo jest opieka socjalna i pięćset plus. Nie ma już monopolu na zapewnienie bezpieczeństwa bo jest policja i organizacje walczące o prawa kobiet. Nie ma już monopolu na zapewnienie dobrych warunków do życia, bo jest jakże często nadużywane przez kobiety centralne ogrzewanie. Nie chcę tutaj krytykować programów socjalnych wprost, bo często mogą być uzasadnione. Jednak sytuacja, w której kobieta więcej traci pozostając w związku z mężczyzną, albo zyskuje tylko trochę więcej jest zachwianiem naturalnej równowagi między płciami. A jeśli dodamy do tego promowanie i dotowanie kobiet przez organizacje pozarządowe, „wyrównywanie szans na rynku pracy” czy obrzydzanie instytucji tradycyjnego małżeństwa mamy chyba receptę na mocne osłabienie państwa i całej cywilizacji.

Obecnie trend jest taki, że zamiast wrócić do dobrego i sprawdzonego układu, również mężczyźni dostają swoje substytuty żony, pod postacią powszechnego dostępu do pornografii, wirtualnego seksu czy nadchodzących robotów seksualnych. Ale myślę, że to temat na kolejne rozważania.

Autor: DL

Zdjęcie: pixabay, CC0

Wrażenia z wożenia – Renault Captur 1.3 TCe EDC S-Edition

Crossover-y i SUV-y rządzą, takie mamy czasy. Firma Renault proponuje Panom sporych rozmiarów Koleosa, ewentualnie nieco mniejszego Kadjara, natomiast Paniom – Captura, dzięki któremu będą mogły poczuć się jak Ola Frycz z „M jak miłość”.

Captur ma 17-centymetrowy prześwit ułatwiający walkę z krawężnikami, jednak jako że powstał na płycie podłogowej miejskiego Clio, to nie może pochwalić się napędem 4×4. Ale to szczegół. Ważniejsze, że zdobył nagrodę za styl w konkursie organizowanym przez stowarzyszenie prasy motoryzacyjnej. A był to konkurs nie byle jaki, bo latynoamerykański, prestiżowy Prêmio Americar.

Sięgamy więc do drzwi, otwierających się szeroko i zamykających z miłym zmysłowi słuchu, solidnym klangiem. Zauważamy kontynuację tego, co jeszcze przed chwilą mogliśmy podziwiać na zewnątrz. Interesujący design, poprawna pozycja za doskonale leżącą w dłoniach skórzaną kierownicą, czytelny zestaw wskaźników i poprawnie wyprofilowane fotele z szerokim zakresem regulacji.

3

Biorąc pod uwagę niewielkie rozmiary nadwozia (4122 mm), wnętrze Captura zaskakuje przestronnością. Cztery dorosłe osoby mogą podróżować tu całkiem swobodnie. Konflikt interesów między pasażerkami siedzącymi z przodu i zajmującymi miejsca z tyłu może nastąpić dopiero wtedy, gdy wzrost tych ostatnich będzie przekraczał 180 cm. Objętość przestrzeni bagażowej to rozsądne 377 litrów, a w razie potrzeby można powiększyć ją do 455 litrów, przesuwając tylną kanapę. Ponadto do dyspozycji jest wysuwany (jak szuflada) schowek w desce rozdzielczej o rekordowej w tej klasie pojemności 11 litrów – zmieszczą się w nim wszystkie niezbędne do upiększania przybory i jeszcze zostanie miejsce na torebkę.

Renault oferuje do Captura silniki o pojemnościach od 0.9 do 1.5-litra (wszystkie z turbo) i mocy w przedziale 90-150 KM. Samochodem z tym ostatnim oraz z bardzo sprawną dwusprzęgłową skrzynią EDC (w tym przypadku ma ona 6 biegów) jeździ się jak małą wyścigówką. Nawet w bardzo szybko pokonywanych, następujących po sobie łukach, auto przechyla się tylko na tyle, aby dać Pani kierowniczce pojęcie o prędkości, do której postanowiła je rozpędzić.

Osiągi są więcej niż wystarczające, skuteczność hamulców nie pozostawia nic do życzenia, a jakość resorowania nie odbiega od klasowego standardu. Zawieszenie jest sprężyste i całkiem nieźle radzi sobie z tym, co polskie drogi rzucają Capturowi pod koła. Ekojazda natomiast skutkuje tym, że automat stara się za wszelką cenę oszczędzać paliwo, potrafi wrzucić „piątkę” przy prędkości zaledwie 50 km/h, by w razie potrzeby błyskawicznie zredukować trzy biegi w dół do „dwójki” i dynamicznie przyspieszyć. Średnie zużycie benzyny oscyluje wokół 9 l/100 km i jest to dość dobry wynik.

2

Tak czy inaczej, ten samochód to bez wątpienia propozycja skierowana do Pań młodych. Wiekiem czy duchem, to już temat do odrębnych rozważań. Na pewno jednak do takich, które preferują dynamiczną jazdę oprawioną we „wpadające w oko”, stylowe nadwozie. Captur 1.3 TCe EDC SEdition staje do walki o klientkę, która za szeroko rozumiany sportowy charakter zdecyduje się zapłacić minimum 89 900 zł.

Co za to otrzyma? Do standardu należy automat, klimatyzacja, tapicerka z elementami zamszu i skóry, nawigacja, asystent cofania, aluminiowe, diamentowane czarne obręcze kół 17’’, przyciemniane szyby, podłokietnik, aluminiowe nakładki na pedały, elektrochromatyczne lusterko wewnętrzne, skórzana kierownica, hamulec ręczny i mieszek dźwigni zmiany biegów z niebieskimi przeszyciami, specjalne dywaniki podłogowe oraz pełne oświetlenie LED, które do niedawna zarezerwowane było wyłącznie dla znacznie droższych aut klasy wyższej.

Daje ono światło o temperaturze barwowej na poziomie 5500 Kelwinów, a więc bardzo zbliżonej do światła dziennego, zmniejszając tym samym obciążenie oczu kierowcy. Takimi parametrami nie mogą pochwalić się nawet reflektory ksenonowe (o zwykłych halogenowych nie wspominając), a jednocześnie pobór mocy i emisja ciepła są o blisko połowę mniejsze, co z kolei sprzyja dłuższej i bezawaryjnej eksploatacji.

7

A teraz dodajmy jeszcze kilka opcji z listy wyposażenia dodatkowego – lakier metalizowany lub perłowy, skórzaną tapicerkę, lepsze nagłośnienie (Bose), asystenta parkowania z kamerą, system kontroli martwego pola, pakiet na bezdroża z oponami całorocznymi, dach panoramiczny, podgrzewane fotele – i już robi się z tego wszystkiego okrągła „stówka”.

Były plusy, a więc pora na minusy. Brakuje kilku ważnych elementów, których zamówić po prostu nie można, przede wszystkim tempomatu z radarem dalekiego zasięgu, utrzymującym stały odstęp od poprzedzającego pojazdu. W dzisiejszych czasach to wstyd, bo taki tempomat może mieć nawet – za przeproszeniem – byle Skoda Fabia.

Nie można dokupić również systemu 4CONTROL znanego z pozostałych modeli Renault, który za pośrednictwem elektrycznych siłowników pozwala na delikatne skręty tylnych kół, poprawiając tym samym stabilność i ułatwiając parkowanie (zmniejszony promień skrętu). Przydałyby się ponadto aktywne amortyzatory z możliwością usztywnienia i lepsze reflektory, bo pomimo że są to LED-y, to jednak bez funkcji selektywnej korekcji wiązki świateł drogowych.

Tekst i zdjęcia: Jakub Sandecki