Niebezpieczne związki Dominika Bosa? (Awięc)

Blitzkrieg (niemiecka doktryna wojny błyskawicznej) zaskoczył wiele państw, w tym Polaków, Francuzów i w początkowym etapie wojny – Rosjan. Blitzkrieg był strategią niezwykle skuteczną, do czasu gdy przeciwnicy nie zastosowali tej samej strategii wobec Niemców.

Błyskawiczny atak z zaskoczenia oznacza najczęściej wygraną dla tego, kto wykorzystuje tę strategię.

Blitzkrieg

Przykłady można mnożyć, np. nawet najlepszy bokser gdy dostanie z zaskoczenia pięścią w brodę od znacznie słabszego napastnika, zostanie znokautowany i nie ma znaczenia jak bardzo jest sprawny. Gdyby atakujący stanął z zawodnikiem twarzą w twarz, zostałby szybko pokonany – tak więc zaskoczenie pozwala osiągnąć wszystkie możliwe cele, mimo bycia znacznie słabszym od zaatakowanego.

Około dziesięć miesięcy temu, poczułem się tak samo, jak Rosjanie poczuli się po 22 czerwca 1941 roku, gdy zostali zaatakowani przez wehrmacht. Mimo potężnych, znacznie większych sił niż Niemcy, ponosili potworne klęski dzień za dniem.

Analogicznie w moim przypadku. wydawało mi się że to co tworzę, to co ma pomóc ludziom w ciężkich życiowych sytuacjach, cała moja wiedza, pisanie, nagrania audio, a w końcu z początku nieśmiałe występowanie przed kamerą, łącznie z informacjami potwierdzanymi przez autorytety naukowe, jest nie do ruszenia – jakże byłem naiwny!

Zaskoczenie i szok

Rosjanie zostali zaskoczeni nie tylko nagłym atakiem, ale byli też nieprzygotowani na strategię blitzkriegu.

Tak samo i ja zostałem zaskoczony i zszokowany atakiem na mnie, dokonanym przez Pana Dominika Bosa z kanału Awięc. Nie miałem pojęcia że ktoś taki istnieje, oraz że zastosowano na mnie taktykę, którą i owszem, teoretycznie znałem (tak jak Rosjanie wiedzieli że Niemcy atakują zgodnie z doktryną wojny błyskawicznej), ale nigdy jej nie doświadczyłem na sobie w takiej skali.

Czułem się zdezorientowany i ogłuszony. Oto młody i przystojny (to ma znaczenie, zwłaszcza gdy widzami są młode kobiety i to co powie ich idol jest święte, nie podlega żadnej dyskusji) youtuber, ukazuje się jako sympatyczny, broń Panie dobry Boże nie agresywny komentator, który zupełnie przekręca sens tego co powiedziałem, ale robi to rzekomo pozytywnie do mnie nastawiony. Mówi też na początku, żeby mnie nie atakować… co jest wspaniałą formułką, dzięki której może uniknąć pozwów sądowych. Niestety, na słowach się kończy, gdyż ani ja ani nikt inny nie widział, by Pan Dominik prosił o zaprzestanie hejtu na osobach, które wyszydził i wyśmiał, rzekomo robiąc to z pozytywnymi intencjami.

Tak więc z jednej strony mamy miłe uśmiechy, fajne, dobre słowa, pozytywną energię, a z drugiej gigantyczną falę setek (szło w tysiące, kilkaset zostawiłem, ponad tysiąc skasowałem ze względu na wybitnie wysoki poziom wulgaryzmów) lżących mnie komentarzy i zmianę mojego wizerunku o 180 stopni – z kogoś kto ostrzega młodych mężczyzn przed tym, by nie dali się wykorzystywać dziewczynom udającym depresję, ponieważ z takiego „pomagania”, czynionego by zainteresować sobą dziewczynę i doprowadzić do związku z nią, nic dobrego nie wyniknie.

Desperat kobiet nie ekscytuje…

Mężczyzna dający się mamić oszustce kilka lat, na pewno nie wzbudzi w niej pożądania, ponieważ jest słaby, naiwny i zdesperowany. Żaden silny mężczyzna, nie służyłby latami kobiecie z którą chce mieć związek czy też przespać się – i jak twierdzą naukowcy (np. Louann Brizendine, Buss i wielu innych), Panie nie podniecają się przy słabych, zdesperowanych mężczyznach, tylko przy silnych psychicznie, zdecydowanych, często idących przez życie po trupach do celu. Myślę że każdy z czytających te słowa, widział na własne oczy „złych chłopaków” (szkoła, osiedle), za którymi latały dziewczyny – i widział także „dobrych chłopaków”, grzecznych, dobrze się uczących, którzy często w szkołach byli wyśmiewani i żadna z dziewczyn nie była tą grzecznością zainteresowana. Tak więc jest to nie tylko naukowa wiedza, ale i wiedza płynąca z obserwacji każdego normalnego człowieka.

W swoim materiale powiedziałem wprost, wielokrotnie – od leczenia depresji są wykształceni fachowcy (psychiatrzy, psychologowie, psychoanalitycy), a nie młody chłopak, który w imię walki z depresją jest naciągany na pieniądze, czas, energię życiową. Ponieważ wiele lat rozmawiałem z takimi ludźmi, wiedziałem że prowadzi to do sporych strat finansowych i emocjonalnych, a na końcu do wielkiego rozczarowania i rozbicia psychicznego.

Męskie ofiary takich oszustek i manipulantek, sami mają po dłuższym czasie bycia eksploatowanymi depresję, w której nie mogą nawet marzyć o tym, że ich „chora” przyjaciółka im pomoże. Tacy mężczyźni po upokorzeniu związanym z byciem wykorzystanymi, nie tylko cierpią, ale też niekiedy zaczynają nienawidzić kobiet. Właśnie z tego względu trzeba o tym mówić, informować ludzi i uświadamiać ich o niebezpieczeństwach związanym z tym, że niestety, ale ludzie potrafią się wzajemnie bezwzględnie wykorzystywać i oszukiwać symulując różnego rodzaju choroby.

Wykorzystanie i poniżenie

Młody chłopak pragnie, by dziewczyna która mu się podoba, zainteresowała się nim – dziewczyna mówi że ma „doła”, depresję, że nie ma nikogo kto by jej pomógł… co oczywiste, zakochany chłopak będzie pomagał, w nadziei na związek, obopólne zakochanie, miłość. Ale ile można pomagać, wozić, kupować prezenty w imię „depresji”? W końcu staje się jasne, że rzeczony chłopak był tylko i wyłącznie wykorzystywany, a po miesiącach czy latach dowiaduje się że dziewczyna mu przecież nic nie obiecywała, że sobie coś uroił w głowie… czy dziewczyna ma rację? Ma. Nic nie obiecywała słowami, ale zachęcała np. mową ciała, spojrzeniami, co podnieconemu młodemu mężczyźnie wystarczy by stworzyć sobie w wyobraźni wizję związku, a nawet małżeństwa…

Chłopak powinien wiedzieć, że takie działania nie mają sensu. I to co nagrałem, było właśnie taką próbą wytłumaczenia młodym, niedoświadczonym mężczyznom, jakie działania mają sens, a jakie wydrenują ich tylko z pieniędzy, czasu i energii życiowej, zniszczą w nich zaufanie.

Logiczne, prawda? No cóż, nie dla Pana Dominika, który tak wszystko przekręcił, że wyszedłem na oszołoma – egoistę, który żąda od ciężko chorej na depresję dziewczyny seksu za swoją pomoc. Sam w tej „diagnozie” dopomogłem, ponieważ raz w czasie filmu – świadomie obleśnie się uśmiechnąłem, wiedząc że moi wieloletni fani uwielbiają takie żarciki. Oczywiście zostało to bezwzględnie wykorzystane przez Pana Dominika.

Obleśny oszołom, który latami pomaga ludziom…

Chcąc pomóc wykorzystywanym (także kobietom, które mężczyźni oszukują), stałem się obleśnym sadystą bez empatii, potworem.

Staranie się, by ludzie uczyli się na moich i chłopaków z forum braciasamcy.pl błędach, ciężka praca by tę wiedzę zorganizować i przekazać (stworzenie kosztownych stron, portali) zostaje zrujnowane poprzez pokazanie mnie w fałszywym świetle – i co w tym wszystkim jest najbardziej smutne, to to że cały ten festiwal wyszydzania człowieka, jest robiony rzekomo z pozytywnymi zamiarami i pozytywną energią.

Czyli z jednej strony uśmiech i pozytywna energia młodego, nowoczesnego mężczyzny, z drugiej faktyczny hejt i zgnojenie kogoś bez litości.

I właśnie ta strategia, określona przez Pana Maćka z kanału „Bądź Na Bieżąco” jako „hejt w białych rękawiczkach”, tak mocno mnie ogłuszyła. Oczywiście, dokładnie tak samo jak Pan Maciek, zareagowałem impulsywnie. To oczywiste, że gdy ktoś stara się zniszczyć Ci z uśmiechem na ustach lata ciężkiej pracy, to się najzwyczajniej w świecie wkurzasz – i wpadasz w sprytną pułapkę.

Oczekiwany kontratak

Efektem nagrania kontrującej audycji (gdzie poinformowałem że przemyślę podjęcie kroków prawnych wobec śmieszkujących ze mnie youtuberów) było kolejne wyszydzenie mnie i pokazanie jako agresora i wariata, kiedy to Pan Dominik jest tak miłym, serdecznym, uśmiechniętym człowiekiem na luzie. Ja natomiast wyszedłem na tego złego, wręcz napastnika, a Pan Dominik wyszedł na spokojnego, dobrego człowieka który broni się przed napastliwym oszołomem, który nie chce bez seksu pomagać chorym na depresję kobietom. Przypominam że to nie ja, a Pan Dominik pierwszy zaczął o mnie nagrywać.

Musiałem otwarcie przed sobą samym przyznać, że w tym niechcianym przeze mnie starciu poniosłem druzgocącą klęskę, ponieważ walczyłem w obronie swojego dobrego imienia na znanych mi zasadach, nie rozumiejąc w jaki sposób mnie zaatakowano.

Każda klęska może człowieka wiele nauczyć. Żeby takie sytuacje się nie powtarzały, chciałem zrozumieć dlaczego nie mający ze mną nic wspólnego youtuber mnie zaatakował, oraz jak działa metoda, która sprawiła mi publiczne lanie. Zacząłem to wszystko analizować, i doszedłem do kilku wniosków:

1. Pan Dominik nic nie tworzy. Jego cała działalność to tylko wyśmiewanie, wyszydzanie, wyciąganie zdań i słów z kontekstu by przedstawić je w zupełnie innym, oczywiście niekorzystnym dla „ofiary” sensie. Tak jest łatwiej, ponieważ by tworzyć trzeba mieć wiedzę, oraz dużo zaparcia by coś tworzyć. Moje forum braciasamcy.pl, strony i portale są zwieńczeniem ponad 11 – letniej, ciężkiej pracy bez żadnych wakacji, praktycznie każdą wolną chwilę inwestowałem w stworzenie terapeutycznej społeczności, gdzie można znaleźć pomoc i wsparcie. Tworzenie jest bardzo ciężkie i kosztowne – znacznie łatwiej jest znaleźć jeden fragment większej całości i wyszydzić kogoś, z czego są pieniądze (reklamy na youtube).

2. Dziwnym trafem, przypadkiem albo i nie, najmocniej atakowani są ludzie którzy mówią wprost o tym, że Niemcy traktują nas jak podludzi – nie ma mowy o reparacjach wojennych, odszkodowaniach za sześć milionów zamęczonych ludzi, obozy koncentracyjne, palenie nami – Polakami – w piecach, zniszczenie infrastruktury, fabryk, wywożenie małych dzieci na zniemczenie (gdy się nie nadawały, śmierć od bolesnego zastrzyku w serce), bestialskie, nieludzkie eksperymenty „medyczne” na Polakach. Wszyscy dostali reparacje – oprócz nas, mimo że Polskę prawie zrównano z ziemią. Nawet państwa afrykańskie sądzą się za kolonie sprzed stu lat, a Francuzi mieli zapłacone za pierwszą (!) wojnę światową. My jesteśmy tylko klepani po plecach w imię przyjaźni między narodami.

3. Działalność Pana Dominika można podsumować jednym, celnym zdaniem: „swoje gnoicie, cudze chwalicie”. Wydaje się, że każdy kto mówi dobrze o naszym nieszczęsnym kraju, wzbudza złość Pana Dominika. A jeśli ktoś jeszcze powie coś o pasożytniczych stosunkach między Polską a Niemcami, może się spodziewać wyszydzenia na kanale „Awięc”.

Gdy ktoś mówi o Niemcach prawdę, Pan Dominik wyszydza jakiś medialny temat (u mnie to była udawana a nie prawdziwa depresja u kobiet), więc gdy mówię coś o reparacjach wojennych od Niemiec dla Polski, można na mnie wskazać palcem i powiedzieć – to ten, co nie chce pomagać biednym, chorym na depresję kobietom i jeszcze chce od nich seksu!

Wyszydzanie i wyśmiewanie

W ten sprytny sposób, każdy kto uświadamia Polakom w jakim oszustwie żyjemy, może mieć zniszczoną opinię, przez co wszystko co powie traci na ważności i wartości. Czy taka złośliwa działalność Pana Dominika jest tworzona nieświadomie czy całkowicie świadomie, jest dla mnie zagadką. I by ją rozwikłać, nagrałem materiał o Panu Dominiku na vimeo (niestety, na youtube jego fani zgłaszają kanały, nie chciałem ryzykować kolejnej utraty kanału), zadając pytania, które od jakiegoś czasu krążą w internecie. Chciałbym uzyskać na nie odpowiedzi, by zrozumieć o co tak naprawdę chodzi Panu Dominikowi.

Zamiast odpowiedzi na te jakże ważne pytania, Pan Dominik wyśmiał je na początku swojego nowego nagrania, śmiejąc się ze jest agentem niemieckim. Oczywiście takie szyderstwo ma sprawić, że każdy automatycznie na taką myśl się zaśmieje, i nie weźmie jej na poważnie.

Nie o taką odpowiedź mi chodziło, więc jeszcze raz. Panie Dominiku:

1. Czy kiedykolwiek brał Pan pieniądze od licznych w Polsce fundacji niemieckich, oraz innych fundacji, ściśle z nimi współpracujących? Np. fundacja Schumanna.

2. Czy kiedykolwiek czerpał Pan zyski z tychże fundacji (zaproszenia na imprezy, szkolenia, kursy, dofinansowania, sprzęt itd.)

I najważniejsze pytanie:

3. Jakie jest Pana zdanie o reparacjach wojennych od Niemiec dla Polski? Uważa Pan że się nam należą za zniszczenie naszego kraju, co odczuwamy do tej pory, czy też się nie należą? Bardzo proszę o szczerą odpowiedź bez śmieszkowania i pajacowania w tym bardzo ważnym dla wszystkich Polaków temacie.

Podsumowanie

Reasumując, moje osobiste zdanie na temat Pana Dominika jest takie, iż jest to internetowy hejter, który działa „w białych rękawiczkach” (jak to opisał Pan Maciek). Jest to szyderca, który niszczy udając pozytywnego człowieka tylko i wyłącznie neutralnie komentującego rzeczywistość – dziwnym trafem tę część rzeczywistości, która poddaje w wątpliwość dobrą wolę Niemców.

Jest też człowiekiem mściwym i bardzo nadwrażliwym na każdą opinię o sobie, a z tego co zauważyłem na streamach, jego wesołość z filmów jest tylko maską mającą podkreślić jak bardzo jest pozytywnym człowiekiem. Podkreślam że są to jedynie moje przypuszczenia, które mogą być mylne.

 

———————————————————————————————————————

Linki i źródła.

Pan Dominik Bos tak bardzo ze mną sympatyzujący, wyszydzający mój brak matury w prywatnej wiadomości – już nie jest tak miły jak to wyglądało na filmie, nieprawdaż?

OK, nie mam matury, ale wiem że Pan Adolf H. był Austriakiem a nie Niemcem, wiem że mówi się Angela a nie Andżela (teraz ja się przyczepiłem głupot, nie mogłem się powstrzymać), jestem twórcą 14 nieźle sprzedających się książek, napisałem ponad 3 tysiące felietonów (wiele było szeroko komentowanych w internecie), pomogłem skutecznie wielu ludziom, chociaż to tylko moja subiektywna opinia, stworzyłem bardzo dobrze funkcjonujące forum i kilka innych portali. W związku z tym nie mam kompleksu niższości związanego z brakiem matury, którą swoją drogą zdałbym gdyby nie pomoc koleżance (której tę maturę z matematyki napisałem) i konflikt z nauczycielką j. polskiego – fanką poprzedniego ustroju.

Źródło do zdjęcia tytułowego: pdf pochodzi ze strony http://arch.schuman.pl/pl/seminaria-europejskie-2015-2016

Źródło do zdjęć w artykule: https://www.facebook.com/Rewolucje-w-stosunkach-mi%C4%99dzynarodowych-1007920382621474/    https://rewolucje-w-stosun.wixsite.com/projektismuw2016

Https:// www.youtube. com/watch? v=b66F8qy8jy0

Historia Ani, czyli piekło stalkingu cz.3

Witam was ponownie.

W ramach wstępu pragnę wszystkim podziękować za przeczytanie mojego artykułu o stalkingu, oraz za komentarze na jego temat. Wasze pochwały oraz słowa wsparcia były dla mnie bardzo budujące i upewniły mnie w przekonaniu, że ta publikacja była dobrym krokiem. Jestem wdzięczna też za mniej przychylne opinie – dzięki nim wiem nad czym mam pracować i na co uważać przy tworzeniu kolejnych tekstów.

Pragnę podkreślić i przypomnieć, że piszę jako osoba anonimowa i nie zgadzam się na używanie mojego nazwiska w internecie. Niestety wciąż pojawia się ono w bandyckich wpisach hejterów i stalkerów na różnych portalach oraz, właściwie głównie, na blogu „Kannister”.

W ciągu tygodnia od opublikowania mojego felietonu o prześladowaniu miało miejsce kilka nieprzyjemnych wydarzeń, które niejako zmusiły mnie do napisania jego kontynuacji. Okazało się też, że niektóre wątki wymagają dokładniejszego omówienia, bo niedopowiedzenia dają pole do popisu nieżyczliwym mi oraz Markowi ludziom.

Spraw jest kilka, ale najważniejsza dotyczy niejakiego Sławomira K. – mężczyzny, o którym pisałam już w poprzednim artykule. Prawdą jest, że Pan Sławomir K. w dniach 21 oraz 23 lutego 2018 odezwał się do mnie na Facebooku. Nie mam jednak pojęcia, dlaczego uznał on, że od razu odczytałam jego wiadomości. Tak się składa, że w tym okresie byłam intensywnie nękana groźbami oraz wyzwiskami, które kierował do mnie prześladowca właśnie za pośrednictwem wiadomości prywatnych na Facebooku, więc nie sprawdzałam skrzynki codziennie – czytanie tego typu treści przerażało mnie i potęgowało lęk, który odczuwałam.

Kiedy jednak w końcu odczytałam to co napisał do mnie Sławomir K., nie miałam pojęcia o co mu chodzi, nie wiedziałam że ktoś podszywał się pode mnie i wysyłał mu jakieś maile w moim imieniu, było to dla mnie szokujące i kompletnie się tego nie spodziewałam. Zrobiłam to co uznałam za słuszne – wydrukowałam skany wiadomości od niejakiego Sławomira K. i dołączyłam wszystko do teczki, którą miałam lada dzień zanieść na policję.

Po przemyśleniu sytuacji i zasięgnięciu porady u kilku osób postanowiłam odpisać Sławomirowi K. Nie mogłam jednak tego zrobić z profilu którego aktualnie używałam, gdyż nie życzyłam sobie by obcy mi mężczyzna miał dostęp do mojego statusu aktywności na Facebooku czy też miał możliwość wysyłania mi kolejnych wiadomości. Nie miałam przecież żadnej gwarancji, że jest osobą za którą się podaje.

Skorzystałam więc ze swojego starego, awaryjnego profilu. Napisałam do Sławomira K. wiadomość, którą możecie przeczytać na załączonych screenach. Było dla mnie jasne, że to co napisałam załatwia sprawę i że pan Sławomir K. zrobi to co powinien – zgłosi wszystko na policję i da mi spokój oraz usunie post z moim nazwiskiem ze swojego oficjalnego profilu. Tak się jednak ku mojemu zdziwieniu nie stało – po dziś dzień nie wiem dlaczego, jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

To niestety nie była ostatnia wiadomość jaką wysłano mi z profilu Sławomira K. na facebooku! Wyobraźcie sobie, że kilka dni temu na moją skrzynkę wpłynęły kolejne rewelacje od tego człowieka – dosłownie rewelacje, bo kiedy je przeczytałam nie mogłam uwierzyć, że wysłał je pan K. we własnej osobie. Jak możecie przeczytać, mężczyzna ten chciał ode mnie wyjaśnień co do tekstu, który napisałam całkowicie anonimowo! Zasugerował, że w felietonie o stalkingu była mowa o nim, mimo że nigdy nie użyłam tam jego nazwiska (jest to o tyle śmieszne, że on sam nie miał oporów, by moje nazwisko publicznie oczerniać na swoim Facebooku).

 

Na dodatek, o zgrozo, powołał się na łamiący prawo, oczerniający mnie oraz przede wszystkim Marka oraz jego chorą przyjaciółkę blog „Kannister”! Mam więc rozumieć, że twórca portalu Kannister jest panu Sławomirowi K. bliski, utrzymuje on z nim kontakt? Ciekawe czy zdaje on sobie sprawę, w jakim stawia go to świetle? Grożenie mi poinformowaniem najgorszego elementu który gromadzi się na tym blogu, do którego należą ludzie podejrzani o terroryzm i inne kryminogenne elementy blisko związane z Pawłem G., osadzonym w brytyjskim więzieniu, nie przystoi porządnemu człowiekowi.

Nie zamierzam odpisywać na wiadomości otrzymane od Sławomira K. na Facebooku. Nie mam takiego obowiązku, ponieważ nie mam gwarancji że jest osobą za którą się podaje, nie mam też z nim nic wspólnego. Jeśli jednak ten Pan do mnie jakieś zarzuty lub pretensje, zachęcam go do zgłoszenia ich na najbliższym komisariacie policji. Z mojej strony wszystko zostało wyjaśnione w wiadomości wysłanej 13 marca 2018 roku.

W tekstach umieszczonych na blogu „Kannister” pojawiło się kilka kłamliwych treści na mój temat. Nie powinnam na nie odpowiadać, ponieważ zostały opisane przez osobę anonimową, a co za tym idzie nie mają większego znaczenia, są to tylko oszczerstwa nie mające żadnego oparcia w rzeczywistości. Zrobię jednak wyjątek i odpowiem na zarzuty tchórzliwego autora, atakującego ludzi z ukrycia i używającego do tego niegodnych technik.

Po pierwsze, nigdy nie straciłam dostępu do swojego konta na Facebooku. Stało się to raz i to jedynie na kilka godzin – do czasu aż wyjaśniłam wszystko z administracją portalu. Odpisałam Sławomirowi K. ze swojego awaryjnego konta z powodów, które wymieniłam już kilka akapitów wyżej.

Po drugie, nigdy nie wysyłałam żadnych wiadomości mailowych ani do autora bloga „Kannister”, ani do Sławomira K. – za wyjątkiem tej jednej, której skan został umieszczony w tym tekście. Wszystko co było wysyłane spod moich danych personalnych, było robotą podszywającego się pode mnie stalkera.

Po trzecie, pragnę przypomnieć że nie byłam autorką bloga „annajxxxxx.wordpress.com”! Został on założony prawdopodobnie przez Pawła G. Treści tam umieszczone były nieprawdziwe. Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że mogłabym pomawiać i grozić komukolwiek używając do tego swoich danych, w dodatku publikując swoje zdjęcia, adres oraz umieszczając linki do pobierania książek Marka. Założenie, że sama miałabym zrobić coś tak głupiego jest śmieszne i absurdalne.

Wyjątkowo zszokował mnie też fragment, w którym Kannister sugeruje, jakobym nie była autorką artykułu o stalkingu. Argument na jaki się powołuje to „bo styl nie pasuje do wizerunku kobiety z fb zdjęć”! Oh, czyżby „psycholog z Krakowa” oceniał osobę na podstawie jej wyglądu? Czyżby właśnie okazał się osobą płytką i powierzchowną, która wydaje sądy na temat nieznajomej kobiety? Czy tylko dla mnie wydaje się to nieprofesjonalne i obraźliwe?

Dodatkowo, anonimowy oczerniacz (tytułujący się „blogującym psychologiem z Krakowa”) zaledwie akapit wyżej zarzuca mi, że mój opis pani E (przyjaciółka Marka, również szkalowana na blogu Kanister) był nieprawdziwy, bo „nigdy jej na oczy nie widziałam”! Czy można być większym hipokrytą?

Kannister w swoim dalszym wywodzie żąda ode mnie dowodów na działanie stalkera… Serio, osoba której kryminalne działania musiałam zgłosić na policję, bo umieszczała moje dane oraz obraźliwe treści na mój temat, chce czegoś ode mnie? Na jakiej podstawie sądzi, że powinnam się fatygować i udowadniać coś komuś kto mnie oczernia, na dodatek robi to z ukrycia, jak tchórz? Jest to zabawne i żałosne. Dowody na działania stalkera są tam gdzie być powinny – u odpowiednich służb.

Co do mojego profilu na Facebooku – jest pusty, ponieważ byłam zmuszona ukryć wszystkie informacje ze względu na stalking. Opisałam to już w swojej poprzedniej publikacji. Sugerowanie, że ukryłam informacje o sobie z jakichkolwiek innych powodów jest bezpodstawne.

Serdecznie dziękuję wszystkim za wsparcie. Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ stalkerzy robili wszystko co w ich mocy, żebym została sama, bez żadnej pomocy i wsparcia.

 

Autor: Ania J.

Zdjęcia: pixabay, facebook.

Historia Ani, czyli piekło stalkingu cz.2

Nie myślcie jednak, że zaufałam obcemu człowieku bez mrugnięcia okiem, co to to nie! Zabezpieczyłam się przed ewentualnym oszustwem już na samym początku znajomości – sądziłam nawet, że całkiem nieźle, niestety bardzo mocno się pomyliłam. Za gwarancję szczerości pana detektywa uznałam fakt, że przesłał mi sporo swoich zdjęć, fotki swojego mieszkania, samochodu wraz z numerami rejestracyjnymi, a także dwie swoje plakietki służbowe – z numerem licencji ochroniarskiej, zdjęciem, imieniem i nazwiskiem oraz nazwą firmy w której pracuje.

W tamtym momencie byłam już pewna, że czas to kończyć. Poinformowałam Pawła, że nie chcę kontynuować naszej relacji – wytłumaczyłam mu, że nie wzbudza mojego zaufania, że uważam go za osobę zbyt natarczywą, że przeraża mnie stopień jego zaangażowania i nachalności. Była to decyzja ostateczna. Nie chciał jednak przyjąć tego do wiadomości, do ostatniej chwili w sposób płaczliwy i histeryczny starał się mnie przekonać, że popełniam błąd. Wtedy już wiedziałam, że mam do czynienia z osobą niezrównoważoną psychicznie – nie mogąc znieść odrzucenia ten człowiek zaczął mnie obrażać! Musiałam to ukrócić, więc go po prostu zablokowałam, zarówno w telefonie jak i w internecie.

Przez kilka dni, tygodni – trudno mi powiedzieć ile czasu minęło – panował spokój. Pierwszym sygnałem, że mam poważne kłopoty była kartka świąteczna którą otrzymałam pocztą polską – jedyne co było na niej napisane to „Wesołych świąt życzy Paweł”. Po moim karku przeszedł zimny dreszcz, zdałam sobie sprawę że to nie jest dobry znak. Mimo to zignorowałam ten dziwny list i nikomu o nim nie powiedziałam. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że to dopiero początek piekła jakie zgotuje mi stalker Paweł.

Czas kiedy byłam intensywnie atakowana pamiętam jak przez mgłę. Zapomniałam o wszystkim co czułam i myślałam dotychczas, wszystko poszło w odstawkę – zostało tylko ono: ogromne poczucie zagrożenia, niewypowiedziany strach. Wiecie co było najbardziej przerażające? Że agresor był nieuchwytny, nienamierzalny, nie było wiadomo z której strony i w jaki sposób uderzy. Ponoć panika motywuje do walki, jednak w moim przypadku chyba tak nie było.

Ciosy zaczęły na mnie spadać jak gromy. Moje konto na Facebooku było co najmniej raz atakowane przez hakerów – straciłam do niego dostęp na kilka godzin i po dziś dzień nie wiem czy ten atak był skuteczny. Musiałam ukryć wszystko co publiczne na swoim profilu – bo wpisywał się tam stalker spod fałszywych kont. Wielokrotnie, tygodniami, otrzymywałam wiadomości z groźbami, wyzwiskami, obrzydliwym i podłymi rzeczami na mój temat. Grożono także mojej najbliższej rodzinie. Jako ultimatum postawiono mi odejście z internetu na zawsze. Moje zdjęcia i dane osobowe – wraz z adresem zamieszkania – były umieszczane na portalach erotycznych, przez co na mój numer dzwoniło i pisało dziesiątki osób. Stalker wrzucał gdzie się da informacje na temat mojego miejsca pracy, opisywał mnie jako osobę chorą psychicznie, robił wszystko by zniszczyć moje dobre imię.

Stalker podszywał się też pode mnie na streamach Radio Samiec oraz na forum „BraciaSamcy”. Prześladowca i jego pomocnicy przez wiele dni uskuteczniali swoją podstępną praktykę – obrali sobie za cel zrobienie ze mnie osoby niezrównoważonej i nienormalnej w oczach Marka oraz całej skupionej wokół niego społeczności. Paweł za wszelką cenę chciał sprawić, bym odeszła z forum i przestała się udzielać na kanale. On i jego poplecznicy wprowadzali chaos i to naprawdę skutecznie.

Mój stan zaczął się pogarszać – zaczęłam wpadać w panikę, czułam się coraz bardziej osaczona, w moim życiu na dobre zapanował lęk. Postanowiłam, że muszę opowiedzieć o wszystkim Markowi. Dzięki niemu znalazłam w sobie siły by działać – to on uświadomił mi, że zgłoszenie sprawy na policję jest nie tylko wskazane, a wręcz niezbędne. Że mam szansę by wygrać z prześladowcami – że warto walczyć i się nie poddawać. Dzięki niemu zrozumiałam, że nie mogę dać się zastraszyć. Fakt, że stanął publicznie w mojej obronie właściwie uratował mi życie – bo przestawałam już wierzyć w jego sens, bycie prześladowaną było dla mnie zbyt dużym obciążeniem do uniesienia w pojedynkę.

To jednak był dopiero początek działań stalkera – widocznie nękanie tylko mnie to było dla niego zbyt mało, najwyraźniej żądza krzywdzenia i niszczenia innych jest w Pawle wyjątkowo paląca. Zaczął się atak na Marka, jego portale, wszystko co stworzył, a co gorsza – na najbliższe mu osoby. Do strachu o bezpieczeństwo moje i mojej rodziny dołączyły wyrzuty sumienia, że sprowadziłam na niewinnych ludzi nieszczęście w postaci niezrównoważonego psychicznie bandyty internetowego.

Z przerażeniem czytałam treści obelżywych wiadomości które otrzymywał Marek, od razu wiedziałam że ich autorem jest ta sama osoba, która prześladuje mnie – detektyw Paweł G. Dowodem na to że oprawca jest ten sam można też łatwo uznać fakt, iż wszystko zbiegło się w czasie, moje dane zostały „sprzedane” hejterom Marka, moje nazwisko zaczęło pojawiać się na oczerniających go portalach, zostałam przedstawiona jako „bojowniczka”, która przepuszcza szturm na jego prześladowców. To nie mógł być przypadek ani zbieg okoliczności.

Ten pozbawiony honoru i ludzkiej godności osobnik posunął się nawet do tego, by dręczyć przyjaciółkę Marka – ciężko chorą, zasłużoną dla społeczeństwa lekarkę o dwóch specjalnościach, osobę dobrą i niewinną, kompletnie niezwiązaną z całą sprawą. Nie tylko wysyła na nią donosy do wszystkich możliwych służb oraz do izby lekarskiej – wielokrotnie groził jej też w wiadomościach do Marka, tak samo jak groził jego rodzicom. Nie mogę pojąć jak można być zdolnym do takich czynów, to jest po prostu nieludzkie postępowanie.

Kiedy sądziłam już, że nic gorszego nie może się wydarzyć, okazało się że Paweł był pod miejscem zamieszkania Marka i jego przyjaciółki. Śledził ich, obserwował i robił zdjęcia, które później mu wysłał wraz z kolejnymi groźbami. Zdjęcia te były publicznie dostępne u hejterów Marka, którzy je w obelżywy sposób komentowali.

Czułam jakby coś ciężkiego spadło mi na głowę. Zdałam sobie wtedy sprawę, że zagrożenie jest realne, że moje życie może być zagrożone. Wiedziałam już że nie mogę czuć się bezpieczna pod adresem który zna Paweł. Od tej pory muszę uważać na każdy krok, boję się pokazywać w miejscu znanym przez prześladowcę, bo może się tam pojawić. Bezustannie martwię się o swoją rodzinę – bo przecież nigdy nie można być pewnym, co przyjdzie do głowy stalkerowi, nie wiadomo do czego posunie się ktoś popychany nienawiścią, żądzą zemsty, a może nawet chorobą psychiczną.

To jednak wciąż nie był koniec wydarzeń. Kolejnym przebiegłym planem stalkera Pawła było narobienie mi kłopotów z prawem, zresztą w swoich wiadomościach wprost napisał, że pragnie bym została kozłem ofiarnym w całej sytuacji, została ukarana, a najlepiej wsadzona za kratki. Założył bloga, na którym umieścił tekst podpisany moim imieniem i nazwiskiem, były tam groźby karalne wobec mężczyzny którego nie znam, niejakiego Sławomira K. Podszywający się pode mnie stalker sugerował tam, że jest to hejter Marka, a ja rzekomo chcę mu w jakiś sposób zaszkodzić. Mężczyzna ten, Sławek K., napisał do mnie wiadomość na Facebooku, w której zapytał czy odpowiadam za groźby wobec niego. Poinformowałam go, że nie mam z tym wszystkim nic wspólnego, że jestem ofiarą kradzieży tożsamości oraz prześladowania. Mimo to ten pan umieścił na swoim prywatnym profilu na Facebooku krzywdzącą i obraźliwą informację, jakobym dopuściła się czynów karalnych wobec niego. Najwyraźniej uznał za stosowne oczernianie niewinnej osoby – jak dla mnie to niepojęte i niezrozumiałe. Jeśli bym publicznie znieważała Sławomira K., nigdy bym przecież nie podała swoich pełnych danych! Myślę że Sławomir K. o tym doskonale wiedział. Nie rozumiem dlaczego tak się zachował wobec mnie, pisząc o mnie z nazwiska na swoim profilu facebook.

Oprócz tego na blogu założonego przez stalkera zostały opublikowane moje zdjęcia, nazwisko, telefon, adres, a także pełen zestaw informacji na temat mojego życia prywatnego – oczywiście zmanipulowanych i zniekształconych lub też w całości zmyślonych. Adres tego bloga, a także wiele innych obraźliwych treści były i nadal są promowane przez hejterów Marka na ich stronach, głównie na blogu „Kannister”. Pojawiło się tam kilka publikacji poświęconych w całości mnie, najświeższa z nich ukazała się całkiem niedawno. Moje nazwisko jest wciąż poniewierane przez grupę nieznanych mi osób, są tam powtarzane kłamliwe, obraźliwe i krzywdzące informacje na mój temat. W związku z tym czekają mnie kolejne, długie godziny spędzone na komisariacie policji.

Paweł zachował się jak najgorszy bandzior, w sposób podstępny i okrutny – nie mam pojęcia dlaczego to zrobił. Zaplanował to od początku? Czy robił to już wcześniej z innymi osobami? Zdobył moje zaufanie, by poznać moje słabe punkty. Doskonale zdawał sobie sprawę że jestem osobą dosyć nieśmiałą i skrytą, że nie lubię konfrontacji, że z reguły trzymam się z boku. Że można mnie zaatakować, bo prawdopodobnie nie będę miała siły się bronić. Zdradził moje miejsce zamieszkania, numer telefonu, groził mojej rodzinie, podawał bardzo osobiste i bolesne fakty z mojego życia – najgorsze jest to, że wszystko przeinaczał na moją niekorzyść, zatajał istotne fakty albo je zmieniał, by postawić mnie w jak najgorszym świetle.

Miałam wrażenie, że zostałam zapędzona w ślepy zaułek z którego nie ma wyjścia. Oprócz paraliżującego lęku i dławiącego przerażenia był we mnie ogromny wstyd za to, że dałam się podejść jak dziecko – że sama dałam stalkerowi narzędzia do nękania mnie. Musiałam powiadomić rodzinę, pójść na policję – zaczęło się gorączkowe zabezpieczanie kont, trzeba było podjąć też wiele innych środków ostrożności. Ponadto musiałam zgłosić się do psychologa i psychiatry ze względu na ciągłe poczucie zagrożenia i nawrót depresji. Mam lęki, cierpię na bezsenność, stałam się wycofana, przestałam ufać ludziom. Pojawiły się problemy z brakiem motywacji, nie opuszcza mnie poczucia bycia głupią i lekkomyślną. Mam do siebie żal za to, że dałam się oszukać, przez co skazałam siebie, a także wiele niewinnych osób na cierpienie i prześladowanie. Straciłam zaufanie do swoich osądów. Miałam plany na życie, marzenia, jednak teraz wydają mi się one odległe i niedostępne.

Mimo wszystko liczę na to, że uda mi się wyjść z tego stanu – cały czas nad tym pracuje, małymi krokami idę do przodu. Pokładam ogromną nadzieję w tym, że mój prześladowca stanie przed obliczem sprawiedliwości i otrzyma właściwą karę za swoje czyny.

Chciałabym wam – słuchaczom i widzom Radia Samiec – gorąco podziękować za słowa wsparcia. Przeczytałam każdy komentarz skierowany do mnie, zastrzyk pozytywnej energii od was dodał mi otuchy w tych trudnych chwilach.

Przede wszystkim jednak pragnę gorąco podziękować Markowi za okazane wsparcie, nieocenioną pomoc i porady, a także za nadzieję na pozytywne rozwiązanie tej sprawy.

Autor: Ania J.

Źródło zdjęć: pixabay

Historia Ani, czyli piekło stalkingu cz.1

Cześć, nazywam się Ania i jestem ofiarą stalkingu.

Żeby przywołać w umyśle zdarzenia które zapoczątkowały ten koszmar, muszę cofnąć się myślami aż do 2017 roku – nie był to dobry okres w moim życiu, chyba jeden z najgorszych. Byłam mocno zagubiona, lata programowania kościelnego, rodzinnego, społecznego, medialnego i Bóg wie jakiego jeszcze dało mi się we znaki. Nie powiodło mi się w związku, nie powiodło mi się w pracy, wieloletnia, pogłębiająca się depresja i zły stan zdrowia skłoniły mnie do poszukiwań – co u licha może być przyczyną tego, że moje życie przypomina ciągłą batalię? Czyżbym była czarną owcą, która nie jest w stanie dopasować się do panujących realiów?

Szybko zdałam sobie sprawę, że religia to jedna wielka ściema, a ksiądz nie ma dla mnie żadnych odpowiedzi, prócz takich których został nauczony przez swoich zwierzchników z korporacji watykańskiej. Wizyta u psychiatry skończyła się kolejnym rozczarowaniem – moje problemy okazały się być prawdziwą plagą naszych czasów, plagą z jaką służba zdrowia nie jest w stanie sobie poradzić, a może nawet nie chce – bo przecież nieszczęśliwe społeczeństwo to społeczeństwo na którym można świetnie zarobić.

To wszystko skłoniło mnie do mniej konwencjonalnych rozwiązań. Zdecydowałam, że czas sięgnąć w głąb internetu i tam poszukać leku na moje problemy, dowiedzieć się co mają do powiedzenia ludzie spoza głównego nurtu medialnego. To małe prywatne śledztwo szybko doprowadziło mnie na kanał Radio Samiec – jak pewnie wielu z was. Niemal od pierwszego odsłuchu spostrzegłam, że mam do czynienia z człowiekiem, którego warto posłuchać. Postanowiłam zostać na dłużej.

Powoli, stopniowo odkrywałam kolejne nagrania Marka – szczególnie interesowały mnie tematy psychologiczne oraz ezoteryczne (całkowita nowość dla mnie w tamtym momencie). Imponująca ilość materiałów zawartych na kanale miała swoje plusy i minusy – minusem był niewątpliwie fakt, że zdałam sobie sprawę, iż proces dotarcia do interesujących mnie tematów nie będzie należał do najkrótszych. Postanowiłam zrobić coś o co nie podejrzewałabym siebie w innych okolicznościach – zaczepić autora, spróbować nawiązać kontakt i zadać kilka pytań.

Był to krok dość rozpaczliwy, ale stan w jakim byłam w tamtym momencie przynajmniej częściowo go tłumaczy. Marek okazał się nie mieć czasu na rozmowę – oczywiście spodziewałam się tego, teraz już wiem, że jako pisarz i twórca musi rozsądnie dysponować każdą minutą. To mnie jednak nie zraziło, jedynie uświadomiło jak zuchwała była moja prośba.

Kontynuowałam eksplorację kanału – słuchałam bieżących audycji, sięgałam też po te archiwalne. Napisałam kilkanaście komentarzy na fanpage’u Samcze Runo – zrobiłam to z mojego prywatnego profilu, na którym były umieszczone zdjęcia, dane personalne, generalnie sporo informacji. Nie miałam pojęcia, że właśnie popełniam ogromny błąd, że powinnam zadbać o prywatność – oraz że właśnie wskoczyłam na celownik hejterów, o których istnieniu miałam bardzo mgliste pojęcie.

Wszystko zaczęło się klasycznie i przewidywalnie – zaczepił mnie na Facebooku, odpowiadając na jeden z moich komentarzy na wcześniej wspomnianej stronie Samcze Runo. Po pewnym czasie do mojej skrzynki wpadła wiadomość od niego. Facet – przedstawiający się jako Paweł G. – był bardzo miły, uprzejmy, na dodatek szczerze zainteresowany problemami z jakimi się zmagam, zachęcał mnie do zwierzeń. Dopiero teraz, z perspektywy czasu, widzę że był to jeden z wielu znaków, że ten osobnik ma bardzo złe zamiary.

Paweł wielokrotnie podkreślał, że jest wielkim fanem Marka i jego Radia Samiec, deklarował że przesłuchał wszystkie audycje z tego kanału i jest w stanie mi pomóc tak samo, a wręcz lepiej niż sam autor. Nie tylko przesłuchał prawie tysiąc nagrań Marka, ale też kupił wszystkie jego książki i nagrania. Wielokrotnie dawał mi na to dowody, podawał mnóstwo szczegółów, było dla mnie jasne że jest słuchaczem Radia Samiec od wielu lat. Opisywał siebie jako podobnego do Marka – wszystko co mówił zdawało się mieć na celu przekonanie mnie, że jest taki jak on, tylko lepszy. Szczerze mówiąc, to temat Radia Samiec i jego twórcy był poruszany przez Pawła w każdej rozmowie. Było to dziwne i trochę ocierało się o fanatyzm, a wręcz obsesję, ale w tamtym momencie nie wzbudziło to moich podejrzeń, uznałam po prostu że Marek to jego idol i wiele mu zawdzięcza.

Również profil Pawła zwrócił moją uwagę – był całkiem pusty, z kilkoma niewiele wnoszącymi postami, bez zdjęcia profilowego, bez żadnych znajomych. Oczywiście wydało mi się to niecodzienne, jednak łatwo dałam się przekonać, że taka skrytość z jego strony to objaw zwykłej ostrożności i braku zaufania do mediów społecznościowych.

Przymknęłam na to wszystko oczy i kontynuowałam pisanie z nowym znajomym, głównie na Messengerze, odbyliśmy też kilka rozmów telefonicznych – głównie to ja opowiadałam o sobie, o swoich smutkach, przeżyciach. Byłam samotna i zrozpaczona, przez co z ochotą korzystałam z możliwości wygadania się. Prywatny detektyw skrzętnie to wykorzystywał i zachęcał bym mówiła mu o wszystkim co mnie trapi, przekonując przy tym, że mogę liczyć na jego pomoc, bo jest człowiekiem oczytanym i znającym życie, mogącym mi doradzić w wielu kwestiach. Wydawało mi się że jesteśmy z jednej grupy, mającej wspólny cel. Że on tak jak ja szanuje i lubi Marka, a z jego pracy pragnie czerpać wiedzę i inspirację.

fear-1131143_1280

Zaczynałam powoli wsiąkać w ten mały świat. Słuchałam audycji, przyswajałam wiedzę. Właściwie każdy dzień niósł ze sobą nowe odkrycia, nowe wglądy. Czułam że znalazłam miejsce, w które może uda mi się wrosnąć, społeczność która może pomóc mi się rozwijać. Wyraźnie odzyskiwałam siły, pojawiła się we mnie iskierka nadziei. Zaczynałam żartować, odczuwać radość życia. Paweł natomiast stawał się coraz bardziej napastliwy, z większą żarliwością starał się mnie przekonać, że to właśnie znajomość z nim może mi przynieść ulgę, że to właśnie on zna odpowiedzi na moje pytania. Kilka razy próbowałam mu wyjaśnić, że nie jestem zainteresowana jego pomocą – że sama pragnę dojść do rozwiązań, że zaczynam czuć się lepiej i nie jest to jego zasługa. On zdawał się być głuchy na te słowa. Jego zachowanie coraz bardziej przypominało desperację, a we mnie zaczęły narastać wątpliwości co do jego intencji.

Czara przelała się, gdy Paweł zadzwonił do mnie z zastrzeżonego numeru. Bardzo mnie to zdziwiło – przecież większość osób nie ukrywa się, nie korzysta z tego typu rozwiązań. Paweł nie był w stanie mi wytłumaczyć, po co posługuje się ukrytym numerem – a w mojej głowie zapaliła się wielka, czerwona lampa ostrzegawcza. Zrozumiałam że zrobił to przez przypadek, że możliwe iż do kogoś wcześniej telefonował z ukrytego numeru (nękając tę osobę), a dzwoniąc do mnie zapomniał wyłączyć tej opcji. Zaczęłam sklejać fakty – jego zainteresowanie fotografią, komputerami, praca w monitoringu, jakieś tajemnicze hobby o którym wspominał, a które wiąże się ze śledzeniem ludzi…

Autor: Ania J.

Zdjęcia: pixabay

Polska to trudny kraj dla zwykłego faceta.

Ostatnio raz po raz docierają do nas informacje z popularnych portali internetowych o dysproporcji, jaka pojawiła się w sytuacji kobiet i mężczyzn w naszym pięknym kraju.

Można przeczytać np. że ilość samobójstw mężczyzn jest wielokrotnie wyższa niż samobójstw kobiet. Że ta dysproporcja nie jest normalna w naszym regionie i pozostałe Państwa mają dwukrotnie niższą różnicę. A to że w Polsce kobiety najdłużej w Europie cieszą się emeryturą, na którą z jakiś enigmatycznych przyczyn przechodzą o 5 lat wcześniej niż mężczyźni. Że większa część środków przeznaczanych na służbę zdrowia jest pożytkowana na zwalczanie chorób dotykających panie. Można tak przywoływać kolejne przykłady, nie chodzi mi o to, żeby tutaj wstawiać infografiki, tabelki czy podawać źródła. Te łatwo sobie każdy wyszuka w przestrzeni internetowej. Pragnę bardziej skupić się na przyczynach tego zjawiska i na tym jak postrzegają to wszystko kobiety. Polecam również zapoznanie się z moim pierwszym artykułem, który został zamieszczony na Samiec News pod tytułem „Czy współczesne państwo stało się dla kobiety substytutem męża”, gdyż tutaj tylko w skrócie zarysuję poruszoną tamże problematykę.

Przechodząc do sedna sprawy, państwo w obecnej swej formie wkracza w wiele aspektów życia człowieka, rodziny i społeczeństwa, które wcześniej były zarezerwowane dla mężczyzn. Wspiera kobietę, jako od wieków uchodzącą za słabszą w systemie patriarchalnym. Kobieta pełni funkcję zwaną niezbyt ładnie, ale dosadnie funkcją rozrodczą. Dzięki niej mamy nowych obywateli, kolejnych pracowników lub żołnierzy. Gdzieś tam na górze, wśród tych zasobnych i decyzyjnych męskich głów, okutych w białorycerski hełm, narodził się pomysł, że im bardziej wesprą kobietę, tym będzie ona szczęśliwsza i więcej dzieci urodzi. Jednak jak pokazuje przykład państw zachodnich, jest to założenie całkowicie błędne, a do tego powoduje rozchwianie równowagi pomiędzy mężczyznami, którzy dają zasoby, a kobietami, które te zasoby przyjmują rodząc i wychowując dzieci.

Miałem swego czasu przyjemność pracować z kobietami i słuchać licznych rozmów na różne tematy. Komu udało się lepiej poznać nasze wspaniałe panie, ten wie że nie rozmawiają o kwiatuszkach i fartuszkach. Rozmowy często schodzą w dość mroczne zakamarki. Ale nie o tym tutaj. Pewnego razu pojawił się temat tego, jakiej płci dziecko chcą posiadać. Część odpowiedzi to było, że chłopca „bo ten będzie miał łatwiej w życiu”. Zaskoczyła mnie ta odpowiedź, bo zdałem sobie sprawę, że kobiety nie mają pojęcia o problemach i trudnościach jakie musi znosić chłopiec i mężczyzna w dzisiejszym świecie. Moja odpowiedź brzmiała tak, że kobieta ma o tyle łatwiej, iż może sobie wybrać czy chce robić karierę, być silna i niezależna, czy może będzie szarą myszką zajmującą się domem i może pracującą na pół etatu w biurze. Mężczyzna jest takiego wyboru pozbawiony. Ma raczej opcje typu zostać kimś lub nikim dla społeczeństwa.

Nie chcę żebyście uznali, że się użalam, ale według mnie w tak sfeminizowanym społeczeństwie płeć męska ma po prostu trudne życie. Dzisiaj praktycznie w każdym miejscu pracy pojawiają się kobiety, które są roszczeniowe i starają się dostosować otaczającą przestrzeń do swoich potrzeb. Są w tym egoistyczne, bo tak przez wieki było korzystnie. Nie musiały wykazywać troski o drugą połowę gatunku, bo ta troszczyła się sama o siebie. Dziś oczywiście jest inaczej. Dziś nie potrzeba siły mięśni i wytrzymałości na warunki atmosferyczne, żeby pracować przed komputerem czy nawet być kierowcą ciężarówki. Sam osobiście uważam, że moje przystosowanie do niskich temperatur i korpulentna budowa są obecnie przekleństwem, bo się po prostu męczę w pomieszczeniach przegrzanych żeby dogodzić paniom. Podobnie jest jeśli chodzi o stres, na który męska część populacji ma większą odporność, ale może go znosić krócej. Oznacza to, że nawet mały, ale przewlekły stres, będzie nam szkodził przy dłuższej ekspozycji i powodował choroby. A takiego stresu przecież dzisiaj doświadczamy na co dzień.

Na koniec, mimo iż wiem że nie wyczerpałem tematu dogłębnie, bo tutaj by trzeba książkę napisać, ale chciałem pesymistycznie z nutą nadziei podsumować. Jeśli jesteś przeciętnym facetem, nie masz dobrego startu od rodziców, mieszkania, nie miałeś szczęścia mieć w sferze swoich zainteresowań programowania, to przez naturalną dla kobiet pogoń za mężczyzną lepszym, niż same są oraz przez dodatkowo promowany przez media i filmy romantyczne model związków wiedz, że wiele przykrych doświadczeń i zawodów przed tobą. Ale nie załamuj się. Zacznij pracować nad sobą, przemyśl ponownie swoje cele, dowiedz się o życiu najwięcej ile możesz, odkryj swoje talenty. Natura dała ci męską siłę i indywidualność. Wymagaj od kobiet szacunku i zrozumienia. Twój zegar biologiczny nie zaczyna bić na alarm po trzydziestce. Masz więcej czasu. Strzeż się jednak pochopnych decyzji i alkoholu…

Autor: DL

Zdjęcia: pixabay, CC0