Kryzys demograficzny i jego następstwa.

Często można usłyszeć w dyskusji argument, że naród nie musi być liczny, żeby dobrze prosperował. Oczywiście jest to stwierdzenie po części prawdziwe. Niektórzy idą nawet dalej i insynuują, że mały kraj jest łatwiej rozwijać, co jest z kolei totalną bzdurą, bo mały kraj jest zależny od innych państw czy rynku międzynarodowego, gdyż zazwyczaj nie posiada na swoim terytorium dość różnego rodzaju surowców, fabryk czy technologii. Mniejsza jest też kumulacja kapitału, co blokuje praktycznie całkowicie samodzielną realizację większych przedsięwzięć typu budowa elektrowni atomowej, wielkiej tamy, przemysłu kosmicznego czy innych tego typu instalacji.

Ważna jest też gęstość zaludnienia. Proszę sobie wyobrazić dwie ulice długości około jednego kilometra wraz z siecią energetyczną oraz kanalizacją i wodociągiem. Przy jednej jest 100 domów jednorodzinnych, a przy drugiej jest 10 domów jednorodzinnych. Zgadnijcie na której ulicy mieszkańcy będą mocniej obciążeni finansowo kosztami utrzymania infrastruktury? Brawo Sławek! Siadaj, piątka. Im mniej mieszkańców na tej samej powierzchni, tym większe koszty utrzymania infrastruktury. Dlatego Rosja, mimo relatywnie wysokiego PKB wygląda na prowincji jak skansen i jej mieszkańcy są generalnie biedni, mimo że budżet jest mocno zasilany dochodami ze sprzedaży gazu. Na drugim biegunie jest Japonia. Nie jest to oczywiście reguła, są wyjątki jak np. Kanada czy Australia oraz Bangladesz. Jednak trzeba znać specyfikę tych państw, aby wiedzieć, że taka Australia to w zasadzie 2-3 wielkie miasta a reszta to skansen, a Bangladesz to w zasadzie jedna wielka wioska, także wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Idąc dalej, mamy taki kraj jak Polska, z dobrze rozwiniętą (na tle świata) infrastrukturą, jednak kraj jest zaludniony dość równo. Jest jedno wielkie miasto, kilka dużych a reszta to wsie i miasteczka, które się brutalnie wyludniają. Zostawimy tutaj przyczyny tych wyludnień na inne wywody. Skupmy się na samym zjawisku i jego następstwach. Jeśli miasto, które ma dziś 100 000 mieszkańców straci tych mieszkańców 20 000 w ciągu 20-tu lat i do tego dojdzie około 10 000 osób starszych, które przejdą do grupy osób nieproduktywnych, zabierających ogromne zasoby na leczenie i inne usługi, to obciążenie tej grupy pracujących zwiększy się znacznie. Nie będę wyliczał jak to będzie dokładnie wyglądało, ale mogę odesłać do wykładów śp. Dr. Rafała Wójcikowskiego. Jedno jest pewne, mniejsza ilość pracujących będzie utrzymywać większą ilość roszczeniowych niepracujących oraz większą objętościowo i bardziej kosztowną infrastrukturę, typu lotniska, aquaparki, stadiony, mosty, dworce, sieci szybkiej kolei, autostrady itd. Ogólnie nieuniknione są dalsze podwyżki podatków oraz mniejszy dostęp do usług socjalnych, o które będzie się starała większa ilość osób.

To są problemy materialne, ale nie są to jedyne trudności jakie napotkamy i w mojej ocenie nie są najgorsze. Jako że żyjemy w demokracji, to jak działa państwo i jakie cele sobie stawia zależy od tego, jakie są aspiracje i potrzeby obywateli. Politycy obiecają, a czasem też zrobią to, czego będą od nich oczekiwać wyborcy. Co będzie jeśli ci wyborcy będą coraz starsi? A znaczna ich część będzie już na emeryturze, z dużą ilością czasu i potrzeb. Ci wyborcy staną się dobrze zdyscyplinowanym i silnym elektoratem. Może nawet powstanie partia emerytów i rencistów, która będzie sprawować władzę w kraju. Pociągnie to za sobą większe obciążenia fiskalne, zmniejszy konkurencyjność naszej gospodarki oraz jej innowacyjność.

A jak to będzie wyglądało w rodzinach? Jak ukształtują się stosunki społeczne, rodzinne, towarzyskie? Na pewno zwiększy się odsetek osób dotkniętych samotnością. Wiele osób wybierze życie w pojedynkę z powodu upadku instytucji małżeństwa i rodziny. Nawet jeśli ktoś zdecyduje się na posiadanie rodziny to dominującym modelem dziś jest 2+1, czyli dwoje rodziców plus jedno dziecko. (czasem występuje model dwoje małżonków plus pies lub dwoje małżonków plus mieszkanie na kredyt). Taki model rodziny w dalszej perspektywie i w dalszych pokoleniach będzie skutkował zanikiem instytucji brata/siostry czy wujka/cioci. Będziemy mieć w zasadzie tylko ojca i matkę, czasami babcię (bo dziadek przedwcześnie umrze pracując na swoją emeryturę o pięć lat później niż babcia). Nie będzie wujków i ciotek, nie będzie zjazdów rodzinnych. Mniejszy będzie w związku z tym nacisk na tradycję, podtrzymywanie zwyczajów i kultury narodowej. Wiele osób spędzi swoje stare lata w samotności i wykluczeniu. Dzieci wychowane w roli jedynaków oraz bezstresowo staną się często (chociaż nie zawsze, dużo zależy od człowieka) bardziej egoistyczne, trudniej będzie im żyć z drugą osobą, będą bardziej nastawione na realizację swoich potrzeb. Nie będę oceniał czy to źle czy dobrze. Trudno też od dzisiejszych młodych mężczyzn oczekiwać poświęcenia dla rodziny, którą w każdej chwili mogą stracić gdy tylko kobieta zmieni zdanie i wniesie pozew o rozwód, bo sąsiad jeździ Skodą Fabią, a my ciągle tym Lanosem.

Ciężki będzie los tak zdewastowanego państwa w coraz bardziej burzliwym i niestabilnym świecie, gdzie klaruje się nowy ład i porządek. Każda wojna oznacza totalny kolaps narodu, który już się prawdopodobnie nie odbuduje. Są różne sposoby na zaradzenie temu, jednym z nich jest masowa imigracja z innych państw, w przypadku Polski jest to imigracja z Ukrainy. Rozwiązanie to ma chyba więcej minusów niż plusów, ale jak lek przeciwbólowy, na krótki okres czasu uśmierza złe emocje i poprawia humor, ale na dłuższą metę niszczy wątrobę. Jest jeszcze jedna metoda, która według mnie ma 99 procentową skuteczność, ale w dzisiejszym świecie pełnym marksistów kulturowych, feministek i poprawnych politycznie chyba jest nie do zrealizowania. Ale o tym może napiszę innym razem, jeśli w ogóle.