Kobiecym okiem: „Diabeł ubiera się u Prady”

Mam pewną przypadłość. Podczas gotowania muszę zająć mój umysł słuchaniem audycji, by stłumić wewnętrzny ból przebywania w kuchni, bo o wiele bardziej wolę przebywać w pracowni malarskiej… I jeśli bólu tego nie koją audycje Pana Marka Kotońskiego, są to przypadkowe video porady związkowe, udzielane przez kobiety, niestety pozostawiające wiele do życzenia.

Tak też trafiłam na film wymieniający „cechy idealnego mężczyzny – prawdy i mity”. Aż wstyd się przyznać, że ja, osoba pragnąca być postrzegana jako obiektywna, wyrozumiała i szanująca otoczenie, posuwam się do tak infantylnej rozrywki, jak wyłapywanie niedoskonałości w filozofii związków współczesnych kobiet.

Któż z nas nie uśmiechnie się, przysłuchując się płonnym nadziejom i roszczeniowym oczekiwaniom trzydziestoletnich kobiet? Pomiędzy takimi radami jak: „znajdź mężczyznę zaradnego finansowo”, „upewnij się, że czujesz się przy nim piękna”, „niech stawia czoło problemom”, znalazła się „perełka” nad którą chciałabym skupić się w tym felietonie.

Otóż autorka bardzo dobitnie podkreśliła ogromna wagę męskiego obuwia… To jednak nie wszystko…osobom nie radzącym sobie w wyborze obuwia, nakazała obowiązkową wizytę u STYLISTY…

Temat obuwia, zdawałoby się tak błachy i nieznaczący, prowadzi do zagadnień wysokiej wagi i odpowiedzi na pytania zadawane od wieków… co to jest męskość? Kim jest prawdziwy mężczyzna?

Ależ nie, nie pragnę nikomu wmówić, że elegancki wygląd jest nie męski. Pragnę wyznać, że ubolewam nad płytkością przekazu instruktarzy i bezmyślnym, bezustannym kodowaniem żeńskich umysłów na oczekiwanie często pustych, udawanych i nierozumiałych schematów. To z kolei skłania mężczyzn, do nic nieznaczącej realizacji postawionych wymagań wbrew samym sobie.

Pozwolą państwo, że pokuszę się o krótką analizę męskości z perspektywy słuchaczki kanału „Radio Samiec”. Mężczyzna wiedzący kim w istocie jest, będzie kierował się swoim własnym, wewnętrznym i niezależnym przekonaniem a owy lakierowany but zostanie ubrany w konkretnej i słusznej intencji… czyli w momencie pragnienia okazania szacunku otoczeniu. Nie będzie to natomiast podyktowane strachem o brak akceptacji ze strony kobiety. On sam zadecyduje o rodzaju swojej garderoby.

Przypomnijmy sobie na moment dobrze znana sylwetkę Pana Antoniego Kosiby z ekranizacji powieści Pana Tadeusza Dołęgi-Mostowicza z 1937 roku pod tytułem ‚Znachor’. Pięćdziesięcio lub sześćdziesięcioletni mężczyzna decydujący się na proste, eremickie życie i pracę dla obiadu i paczki papierosów. Chodząc w dziurawym stroju i płóciennym worku wykorzystywał swoje nabywane przez lata umiejętności chirurga i lekarza medycyny w służbie lokalnej społeczności.

Nieskuszony wizją fortuny za pomoc, którą udzielił jednemu z parobków, godzi się pozostać ostatecznie przyjęty do rodziny i zamieszkać na stancji u jednej z rodzin.
Stawiam pytanie: Co męskiego jest w mężczyźnie, decydującym się ignorować swój zarost i niechlujny ubiór?

Przecież ten typ faceta nie wpisuje się w żaden sposób w schemat naszej
drogiej autorki filmu o męskim ideale…

Odpowiadam. Mężczyzna ten postanawia sam w swojej własnej i słusznej intencji, skupiać się na wpływaniu na ułamek rzeczywistości, która miała dla niego głębokie znaczenie. I to jako jeden z głównych i jakże pięknych przymiotów męskości jest świadectwem jego wewnętrznej siły i pewności o sobie samym. Piękno męskości polega na sztuce wewnętrznego rozeznania… niezależnie od skórzanego wypastowanego buta czy dziurawego trampka.

Autor i grafika: Kat Skulik