Czy współczesne państwo stało się dla kobiet substytutem męża?

Tytuł którym się do Państwa zwróciłem, jest w formie pytania. Osobiście jednak stawiam tezę i poniżej postaram się ją udowodnić. Kobieta i mężczyzna. Dwie płcie tego samego gatunku. Czy różne? Oczywiście że tak! Tutaj chyba nikt rozsądny nie ma wątpliwości.

Skąd więc ten dymorfizm płciowy? Jak to w naturze często bywa, aby coś ulepszyć, udoskonalić i przede wszystkim, żeby zwiększyć szanse na przetrwanie. I tak mamy mężczyznę, który za sprawą testosteronu jest silny, wytrzymały na trudne warunki, ma potrzebę eksploracji, dominacji, ma zdolności techniczne i zmysł organizacyjny. Mamy również kobietę, której ciało jest delikatniejsze, wytrzymałość na trudne warunki zdecydowanie niższa, która ma wykształconą większą emocjonalność i zdolności społeczne, jest opiekuńcza względem dzieci i ma większą potrzebę poszukiwania bezpieczeństwa czy stabilizacji. Dużo tu można jeszcze wymieniać jeżeli chodzi o cechy każdej płci, ale chyba został naszkicowany pewien zarys, który każdy sobie ładnie pokoloruje kredkami dodając od siebie kolejne pozycje. Czasem będą się wzajemne wykluczać, a czasem będą zupełnie różne, ale trend biologiczny myślę że każdy dostrzega.

Jak wskazałem powyżej mamy dwie różne płcie, ale żeby ten układ działał trzeba jakoś je ze sobą związać, skłonić do współpracy tak, żeby wydały na świat jak najwięcej potomstwa i później żeby temu potomstwu zapewniły przetrwanie do takiego wieku, w którym te będzie mogło o siebie zadbać samo, lub żeby mogło stać się częścią społeczeństwa które na zasadzie podziału obowiązków stwarza dla wszystkich swoich członków możliwość przeżycia. W przypadku człowieka tak ciąża jak i okres dorastania potomstwa jest wyjątkowo długi i tutaj przechodzimy do sedna sprawy.

Kobieta, która poznaje mężczyznę, tworzy z nim parę, może się w nim zakochać na swój kobiecy sposób (lub nie), zostaje przez tego mężczyznę zapłodniona. Rozpoczyna się dla kobiety okres ciąży, podczas którego będzie miała ograniczone możliwości pozyskiwania pokarmu i zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Tutaj pragnę pewną rzecz dopowiedzieć. W tym przypadku odnoszę się do setek tysięcy lat ludzkiego gatunku, a nie do króciutkiej współczesności, gdzie można jedzenie kupić w sklepie, ale o tym dalej. Wracając do sytuacji kobiety, która czeka na bardzo niebezpieczny poród i dalsze wychowanie dziecka. Czego taka kobieta może wymagać od mężczyzny? Oczywiście ważne są dobre geny tego mężczyzny, które przekaże potomstwu, ale również ważne jest to, żeby ten mężczyzna zapewnił bezpieczeństwo materialne oraz ochronę przed niebezpieczeństwami zewnętrznymi, takimi jak inni wrogo nastawieni ludzie, zwierzęta czy trudne warunki atmosferyczne. Z tego wynika, że kobieta dopierając sobie partnera do wychowania potomstwa jest w tych poszukiwaniach interesowna. Oznacza to, że będzie bardzo bacznie obserwować, oceniać jego przydatność, zdolność pozyskiwania zasobów czy odnajdywania się w grupie, która daje dostęp do jeszcze większych zasobów. Wynika z tego, że w większości miłość czy przywiązanie kobiety jest warunkowe.

Ale co ma mężczyzna z takiego związku? Jeśli chce mieć potomka, to oczywiście może wejść w ten układ, ale to jest już raczej etap świadomego budowania ciągłości rodów, który nie jest też z nami wcale tak długo i nie dotyczy wcale tak szerokiej populacji mężczyzn. Ogólnie według mnie mężczyzna w taki układ dużo inwestuje, niekoniecznie otrzymując w zamian należny ekwiwalent. Natura nie może jednak pozwolić na wymarcie gatunku. Daje więc kobiecie pewne atuty, bonusy które nie przyczyniają się do polepszenia rzeczywistej sytuacji jej partnera, ale dają mu przyjemne doznania. Jest to coś, co można porównać do narkotyku. Narkotykiem tym jest tak doskonale przez nas znany stan zakochania oraz rozkosz odczuwana podczas stosunku seksualnego.

Podsumowując, mamy sytuację układu, w którym mężczyzna wnosi realną pomoc, wsparcie, bezpieczeństwo, naraża się a czasem również oddaje życie za swoją kobietę i dziecko. Na drugim biegunie mamy przyjemność seksualną i stan zakochania jaki daje kobieta. Obie te miłości są warunkowe, jednak pierwsza wymaga o wiele więcej trudu niż druga. Mamy klasyczny układ dawcy i biorcy. Mężczyzna pragnie dawać miłość, kochać kobietę, troszczyć się o nią, nie oczekuje od niej wiele, a jeśli zdecydował się z nią być, to akceptuje ją w całości taką, jaka jest. Kobieta, mimo że wybrała mężczyznę, co jakiś czas sprawdza go czy jest wciąż przydatny, obserwuje go, porównuje do innych. Dla niej jest to bardzo ważne, bo od tego zależy przetrwanie jej i dziecka. Bierze pod uwagę opcje alternatywne. Wraz z rozwojem społeczeństwa i technologii tych opcji alternatywnych jest coraz więcej. I tutaj pojawia się państwo. Czym jest państwo? Jest to zorganizowanie się społeczeństwa w jego zinstytucjonalizowaną formę, która stanowi prawo na danym terytorium oraz zarządza znaczną, często większą częścią zasobów. Co ciekawe kiedyś prawo na danym terenie stanowił najsilniejszy mężczyzna, czyli wódz, król czy cesarz.

W związku z powyższym, skoro państwo zarządza znaczną częścią zasobów, może je rozdysponowywać, a obecnie rozwinęło się pod wpływem demokracji w państwo opiekuńcze, które część środków przeznacza na pomoc materialną dla słabszych, potrzebujących lub w te miejsca, które dają korzyść dla ogółu społeczeństwa, może również za pomocą tych środków wspierać kobiety, a później matki. Mało tego, może część środków wypracowanych przez mężczyzn przejąć i skierować je jako wsparcie dla kobiet wychowujących dzieci. Mężczyzna traci w ten sposób pewne atuty, które są dla niego niezbędne w budowaniu naturalnej relacji z kobietą. Nie ma już monopolu na przekazywanie zasobów, bo jest opieka socjalna i pięćset plus. Nie ma już monopolu na zapewnienie bezpieczeństwa bo jest policja i organizacje walczące o prawa kobiet. Nie ma już monopolu na zapewnienie dobrych warunków do życia, bo jest jakże często nadużywane przez kobiety centralne ogrzewanie. Nie chcę tutaj krytykować programów socjalnych wprost, bo często mogą być uzasadnione. Jednak sytuacja, w której kobieta więcej traci pozostając w związku z mężczyzną, albo zyskuje tylko trochę więcej jest zachwianiem naturalnej równowagi między płciami. A jeśli dodamy do tego promowanie i dotowanie kobiet przez organizacje pozarządowe, „wyrównywanie szans na rynku pracy” czy obrzydzanie instytucji tradycyjnego małżeństwa mamy chyba receptę na mocne osłabienie państwa i całej cywilizacji.

Obecnie trend jest taki, że zamiast wrócić do dobrego i sprawdzonego układu, również mężczyźni dostają swoje substytuty żony, pod postacią powszechnego dostępu do pornografii, wirtualnego seksu czy nadchodzących robotów seksualnych. Ale myślę, że to temat na kolejne rozważania.

Autor: DL

Zdjęcie: pixabay, CC0