Historia Ani, czyli piekło stalkingu cz.3

Witam was ponownie.

W ramach wstępu pragnę wszystkim podziękować za przeczytanie mojego artykułu o stalkingu, oraz za komentarze na jego temat. Wasze pochwały oraz słowa wsparcia były dla mnie bardzo budujące i upewniły mnie w przekonaniu, że ta publikacja była dobrym krokiem. Jestem wdzięczna też za mniej przychylne opinie – dzięki nim wiem nad czym mam pracować i na co uważać przy tworzeniu kolejnych tekstów.

Pragnę podkreślić i przypomnieć, że piszę jako osoba anonimowa i nie zgadzam się na używanie mojego nazwiska w internecie. Niestety wciąż pojawia się ono w bandyckich wpisach hejterów i stalkerów na różnych portalach oraz, właściwie głównie, na blogu „Kannister”.

W ciągu tygodnia od opublikowania mojego felietonu o prześladowaniu miało miejsce kilka nieprzyjemnych wydarzeń, które niejako zmusiły mnie do napisania jego kontynuacji. Okazało się też, że niektóre wątki wymagają dokładniejszego omówienia, bo niedopowiedzenia dają pole do popisu nieżyczliwym mi oraz Markowi ludziom.

Spraw jest kilka, ale najważniejsza dotyczy niejakiego Sławomira K. – mężczyzny, o którym pisałam już w poprzednim artykule. Prawdą jest, że Pan Sławomir K. w dniach 21 oraz 23 lutego 2018 odezwał się do mnie na Facebooku. Nie mam jednak pojęcia, dlaczego uznał on, że od razu odczytałam jego wiadomości. Tak się składa, że w tym okresie byłam intensywnie nękana groźbami oraz wyzwiskami, które kierował do mnie prześladowca właśnie za pośrednictwem wiadomości prywatnych na Facebooku, więc nie sprawdzałam skrzynki codziennie – czytanie tego typu treści przerażało mnie i potęgowało lęk, który odczuwałam.

Kiedy jednak w końcu odczytałam to co napisał do mnie Sławomir K., nie miałam pojęcia o co mu chodzi, nie wiedziałam że ktoś podszywał się pode mnie i wysyłał mu jakieś maile w moim imieniu, było to dla mnie szokujące i kompletnie się tego nie spodziewałam. Zrobiłam to co uznałam za słuszne – wydrukowałam skany wiadomości od niejakiego Sławomira K. i dołączyłam wszystko do teczki, którą miałam lada dzień zanieść na policję.

Po przemyśleniu sytuacji i zasięgnięciu porady u kilku osób postanowiłam odpisać Sławomirowi K. Nie mogłam jednak tego zrobić z profilu którego aktualnie używałam, gdyż nie życzyłam sobie by obcy mi mężczyzna miał dostęp do mojego statusu aktywności na Facebooku czy też miał możliwość wysyłania mi kolejnych wiadomości. Nie miałam przecież żadnej gwarancji, że jest osobą za którą się podaje.

Skorzystałam więc ze swojego starego, awaryjnego profilu. Napisałam do Sławomira K. wiadomość, którą możecie przeczytać na załączonych screenach. Było dla mnie jasne, że to co napisałam załatwia sprawę i że pan Sławomir K. zrobi to co powinien – zgłosi wszystko na policję i da mi spokój oraz usunie post z moim nazwiskiem ze swojego oficjalnego profilu. Tak się jednak ku mojemu zdziwieniu nie stało – po dziś dzień nie wiem dlaczego, jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

To niestety nie była ostatnia wiadomość jaką wysłano mi z profilu Sławomira K. na facebooku! Wyobraźcie sobie, że kilka dni temu na moją skrzynkę wpłynęły kolejne rewelacje od tego człowieka – dosłownie rewelacje, bo kiedy je przeczytałam nie mogłam uwierzyć, że wysłał je pan K. we własnej osobie. Jak możecie przeczytać, mężczyzna ten chciał ode mnie wyjaśnień co do tekstu, który napisałam całkowicie anonimowo! Zasugerował, że w felietonie o stalkingu była mowa o nim, mimo że nigdy nie użyłam tam jego nazwiska (jest to o tyle śmieszne, że on sam nie miał oporów, by moje nazwisko publicznie oczerniać na swoim Facebooku).

 

Na dodatek, o zgrozo, powołał się na łamiący prawo, oczerniający mnie oraz przede wszystkim Marka oraz jego chorą przyjaciółkę blog „Kannister”! Mam więc rozumieć, że twórca portalu Kannister jest panu Sławomirowi K. bliski, utrzymuje on z nim kontakt? Ciekawe czy zdaje on sobie sprawę, w jakim stawia go to świetle? Grożenie mi poinformowaniem najgorszego elementu który gromadzi się na tym blogu, do którego należą ludzie podejrzani o terroryzm i inne kryminogenne elementy blisko związane z Pawłem G., osadzonym w brytyjskim więzieniu, nie przystoi porządnemu człowiekowi.

Nie zamierzam odpisywać na wiadomości otrzymane od Sławomira K. na Facebooku. Nie mam takiego obowiązku, ponieważ nie mam gwarancji że jest osobą za którą się podaje, nie mam też z nim nic wspólnego. Jeśli jednak ten Pan do mnie jakieś zarzuty lub pretensje, zachęcam go do zgłoszenia ich na najbliższym komisariacie policji. Z mojej strony wszystko zostało wyjaśnione w wiadomości wysłanej 13 marca 2018 roku.

W tekstach umieszczonych na blogu „Kannister” pojawiło się kilka kłamliwych treści na mój temat. Nie powinnam na nie odpowiadać, ponieważ zostały opisane przez osobę anonimową, a co za tym idzie nie mają większego znaczenia, są to tylko oszczerstwa nie mające żadnego oparcia w rzeczywistości. Zrobię jednak wyjątek i odpowiem na zarzuty tchórzliwego autora, atakującego ludzi z ukrycia i używającego do tego niegodnych technik.

Po pierwsze, nigdy nie straciłam dostępu do swojego konta na Facebooku. Stało się to raz i to jedynie na kilka godzin – do czasu aż wyjaśniłam wszystko z administracją portalu. Odpisałam Sławomirowi K. ze swojego awaryjnego konta z powodów, które wymieniłam już kilka akapitów wyżej.

Po drugie, nigdy nie wysyłałam żadnych wiadomości mailowych ani do autora bloga „Kannister”, ani do Sławomira K. – za wyjątkiem tej jednej, której skan został umieszczony w tym tekście. Wszystko co było wysyłane spod moich danych personalnych, było robotą podszywającego się pode mnie stalkera.

Po trzecie, pragnę przypomnieć że nie byłam autorką bloga „annajxxxxx.wordpress.com”! Został on założony prawdopodobnie przez Pawła G. Treści tam umieszczone były nieprawdziwe. Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że mogłabym pomawiać i grozić komukolwiek używając do tego swoich danych, w dodatku publikując swoje zdjęcia, adres oraz umieszczając linki do pobierania książek Marka. Założenie, że sama miałabym zrobić coś tak głupiego jest śmieszne i absurdalne.

Wyjątkowo zszokował mnie też fragment, w którym Kannister sugeruje, jakobym nie była autorką artykułu o stalkingu. Argument na jaki się powołuje to „bo styl nie pasuje do wizerunku kobiety z fb zdjęć”! Oh, czyżby „psycholog z Krakowa” oceniał osobę na podstawie jej wyglądu? Czyżby właśnie okazał się osobą płytką i powierzchowną, która wydaje sądy na temat nieznajomej kobiety? Czy tylko dla mnie wydaje się to nieprofesjonalne i obraźliwe?

Dodatkowo, anonimowy oczerniacz (tytułujący się „blogującym psychologiem z Krakowa”) zaledwie akapit wyżej zarzuca mi, że mój opis pani E (przyjaciółka Marka, również szkalowana na blogu Kanister) był nieprawdziwy, bo „nigdy jej na oczy nie widziałam”! Czy można być większym hipokrytą?

Kannister w swoim dalszym wywodzie żąda ode mnie dowodów na działanie stalkera… Serio, osoba której kryminalne działania musiałam zgłosić na policję, bo umieszczała moje dane oraz obraźliwe treści na mój temat, chce czegoś ode mnie? Na jakiej podstawie sądzi, że powinnam się fatygować i udowadniać coś komuś kto mnie oczernia, na dodatek robi to z ukrycia, jak tchórz? Jest to zabawne i żałosne. Dowody na działania stalkera są tam gdzie być powinny – u odpowiednich służb.

Co do mojego profilu na Facebooku – jest pusty, ponieważ byłam zmuszona ukryć wszystkie informacje ze względu na stalking. Opisałam to już w swojej poprzedniej publikacji. Sugerowanie, że ukryłam informacje o sobie z jakichkolwiek innych powodów jest bezpodstawne.

Serdecznie dziękuję wszystkim za wsparcie. Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ stalkerzy robili wszystko co w ich mocy, żebym została sama, bez żadnej pomocy i wsparcia.

 

Autor: Ania J.

Zdjęcia: pixabay, facebook.

Historia Ani, czyli piekło stalkingu cz.2

Nie myślcie jednak, że zaufałam obcemu człowieku bez mrugnięcia okiem, co to to nie! Zabezpieczyłam się przed ewentualnym oszustwem już na samym początku znajomości – sądziłam nawet, że całkiem nieźle, niestety bardzo mocno się pomyliłam. Za gwarancję szczerości pana detektywa uznałam fakt, że przesłał mi sporo swoich zdjęć, fotki swojego mieszkania, samochodu wraz z numerami rejestracyjnymi, a także dwie swoje plakietki służbowe – z numerem licencji ochroniarskiej, zdjęciem, imieniem i nazwiskiem oraz nazwą firmy w której pracuje.

W tamtym momencie byłam już pewna, że czas to kończyć. Poinformowałam Pawła, że nie chcę kontynuować naszej relacji – wytłumaczyłam mu, że nie wzbudza mojego zaufania, że uważam go za osobę zbyt natarczywą, że przeraża mnie stopień jego zaangażowania i nachalności. Była to decyzja ostateczna. Nie chciał jednak przyjąć tego do wiadomości, do ostatniej chwili w sposób płaczliwy i histeryczny starał się mnie przekonać, że popełniam błąd. Wtedy już wiedziałam, że mam do czynienia z osobą niezrównoważoną psychicznie – nie mogąc znieść odrzucenia ten człowiek zaczął mnie obrażać! Musiałam to ukrócić, więc go po prostu zablokowałam, zarówno w telefonie jak i w internecie.

Przez kilka dni, tygodni – trudno mi powiedzieć ile czasu minęło – panował spokój. Pierwszym sygnałem, że mam poważne kłopoty była kartka świąteczna którą otrzymałam pocztą polską – jedyne co było na niej napisane to „Wesołych świąt życzy Paweł”. Po moim karku przeszedł zimny dreszcz, zdałam sobie sprawę że to nie jest dobry znak. Mimo to zignorowałam ten dziwny list i nikomu o nim nie powiedziałam. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że to dopiero początek piekła jakie zgotuje mi stalker Paweł.

Czas kiedy byłam intensywnie atakowana pamiętam jak przez mgłę. Zapomniałam o wszystkim co czułam i myślałam dotychczas, wszystko poszło w odstawkę – zostało tylko ono: ogromne poczucie zagrożenia, niewypowiedziany strach. Wiecie co było najbardziej przerażające? Że agresor był nieuchwytny, nienamierzalny, nie było wiadomo z której strony i w jaki sposób uderzy. Ponoć panika motywuje do walki, jednak w moim przypadku chyba tak nie było.

Ciosy zaczęły na mnie spadać jak gromy. Moje konto na Facebooku było co najmniej raz atakowane przez hakerów – straciłam do niego dostęp na kilka godzin i po dziś dzień nie wiem czy ten atak był skuteczny. Musiałam ukryć wszystko co publiczne na swoim profilu – bo wpisywał się tam stalker spod fałszywych kont. Wielokrotnie, tygodniami, otrzymywałam wiadomości z groźbami, wyzwiskami, obrzydliwym i podłymi rzeczami na mój temat. Grożono także mojej najbliższej rodzinie. Jako ultimatum postawiono mi odejście z internetu na zawsze. Moje zdjęcia i dane osobowe – wraz z adresem zamieszkania – były umieszczane na portalach erotycznych, przez co na mój numer dzwoniło i pisało dziesiątki osób. Stalker wrzucał gdzie się da informacje na temat mojego miejsca pracy, opisywał mnie jako osobę chorą psychicznie, robił wszystko by zniszczyć moje dobre imię.

Stalker podszywał się też pode mnie na streamach Radio Samiec oraz na forum „BraciaSamcy”. Prześladowca i jego pomocnicy przez wiele dni uskuteczniali swoją podstępną praktykę – obrali sobie za cel zrobienie ze mnie osoby niezrównoważonej i nienormalnej w oczach Marka oraz całej skupionej wokół niego społeczności. Paweł za wszelką cenę chciał sprawić, bym odeszła z forum i przestała się udzielać na kanale. On i jego poplecznicy wprowadzali chaos i to naprawdę skutecznie.

Mój stan zaczął się pogarszać – zaczęłam wpadać w panikę, czułam się coraz bardziej osaczona, w moim życiu na dobre zapanował lęk. Postanowiłam, że muszę opowiedzieć o wszystkim Markowi. Dzięki niemu znalazłam w sobie siły by działać – to on uświadomił mi, że zgłoszenie sprawy na policję jest nie tylko wskazane, a wręcz niezbędne. Że mam szansę by wygrać z prześladowcami – że warto walczyć i się nie poddawać. Dzięki niemu zrozumiałam, że nie mogę dać się zastraszyć. Fakt, że stanął publicznie w mojej obronie właściwie uratował mi życie – bo przestawałam już wierzyć w jego sens, bycie prześladowaną było dla mnie zbyt dużym obciążeniem do uniesienia w pojedynkę.

To jednak był dopiero początek działań stalkera – widocznie nękanie tylko mnie to było dla niego zbyt mało, najwyraźniej żądza krzywdzenia i niszczenia innych jest w Pawle wyjątkowo paląca. Zaczął się atak na Marka, jego portale, wszystko co stworzył, a co gorsza – na najbliższe mu osoby. Do strachu o bezpieczeństwo moje i mojej rodziny dołączyły wyrzuty sumienia, że sprowadziłam na niewinnych ludzi nieszczęście w postaci niezrównoważonego psychicznie bandyty internetowego.

Z przerażeniem czytałam treści obelżywych wiadomości które otrzymywał Marek, od razu wiedziałam że ich autorem jest ta sama osoba, która prześladuje mnie – detektyw Paweł G. Dowodem na to że oprawca jest ten sam można też łatwo uznać fakt, iż wszystko zbiegło się w czasie, moje dane zostały „sprzedane” hejterom Marka, moje nazwisko zaczęło pojawiać się na oczerniających go portalach, zostałam przedstawiona jako „bojowniczka”, która przepuszcza szturm na jego prześladowców. To nie mógł być przypadek ani zbieg okoliczności.

Ten pozbawiony honoru i ludzkiej godności osobnik posunął się nawet do tego, by dręczyć przyjaciółkę Marka – ciężko chorą, zasłużoną dla społeczeństwa lekarkę o dwóch specjalnościach, osobę dobrą i niewinną, kompletnie niezwiązaną z całą sprawą. Nie tylko wysyła na nią donosy do wszystkich możliwych służb oraz do izby lekarskiej – wielokrotnie groził jej też w wiadomościach do Marka, tak samo jak groził jego rodzicom. Nie mogę pojąć jak można być zdolnym do takich czynów, to jest po prostu nieludzkie postępowanie.

Kiedy sądziłam już, że nic gorszego nie może się wydarzyć, okazało się że Paweł był pod miejscem zamieszkania Marka i jego przyjaciółki. Śledził ich, obserwował i robił zdjęcia, które później mu wysłał wraz z kolejnymi groźbami. Zdjęcia te były publicznie dostępne u hejterów Marka, którzy je w obelżywy sposób komentowali.

Czułam jakby coś ciężkiego spadło mi na głowę. Zdałam sobie wtedy sprawę, że zagrożenie jest realne, że moje życie może być zagrożone. Wiedziałam już że nie mogę czuć się bezpieczna pod adresem który zna Paweł. Od tej pory muszę uważać na każdy krok, boję się pokazywać w miejscu znanym przez prześladowcę, bo może się tam pojawić. Bezustannie martwię się o swoją rodzinę – bo przecież nigdy nie można być pewnym, co przyjdzie do głowy stalkerowi, nie wiadomo do czego posunie się ktoś popychany nienawiścią, żądzą zemsty, a może nawet chorobą psychiczną.

To jednak wciąż nie był koniec wydarzeń. Kolejnym przebiegłym planem stalkera Pawła było narobienie mi kłopotów z prawem, zresztą w swoich wiadomościach wprost napisał, że pragnie bym została kozłem ofiarnym w całej sytuacji, została ukarana, a najlepiej wsadzona za kratki. Założył bloga, na którym umieścił tekst podpisany moim imieniem i nazwiskiem, były tam groźby karalne wobec mężczyzny którego nie znam, niejakiego Sławomira K. Podszywający się pode mnie stalker sugerował tam, że jest to hejter Marka, a ja rzekomo chcę mu w jakiś sposób zaszkodzić. Mężczyzna ten, Sławek K., napisał do mnie wiadomość na Facebooku, w której zapytał czy odpowiadam za groźby wobec niego. Poinformowałam go, że nie mam z tym wszystkim nic wspólnego, że jestem ofiarą kradzieży tożsamości oraz prześladowania. Mimo to ten pan umieścił na swoim prywatnym profilu na Facebooku krzywdzącą i obraźliwą informację, jakobym dopuściła się czynów karalnych wobec niego. Najwyraźniej uznał za stosowne oczernianie niewinnej osoby – jak dla mnie to niepojęte i niezrozumiałe. Jeśli bym publicznie znieważała Sławomira K., nigdy bym przecież nie podała swoich pełnych danych! Myślę że Sławomir K. o tym doskonale wiedział. Nie rozumiem dlaczego tak się zachował wobec mnie, pisząc o mnie z nazwiska na swoim profilu facebook.

Oprócz tego na blogu założonego przez stalkera zostały opublikowane moje zdjęcia, nazwisko, telefon, adres, a także pełen zestaw informacji na temat mojego życia prywatnego – oczywiście zmanipulowanych i zniekształconych lub też w całości zmyślonych. Adres tego bloga, a także wiele innych obraźliwych treści były i nadal są promowane przez hejterów Marka na ich stronach, głównie na blogu „Kannister”. Pojawiło się tam kilka publikacji poświęconych w całości mnie, najświeższa z nich ukazała się całkiem niedawno. Moje nazwisko jest wciąż poniewierane przez grupę nieznanych mi osób, są tam powtarzane kłamliwe, obraźliwe i krzywdzące informacje na mój temat. W związku z tym czekają mnie kolejne, długie godziny spędzone na komisariacie policji.

Paweł zachował się jak najgorszy bandzior, w sposób podstępny i okrutny – nie mam pojęcia dlaczego to zrobił. Zaplanował to od początku? Czy robił to już wcześniej z innymi osobami? Zdobył moje zaufanie, by poznać moje słabe punkty. Doskonale zdawał sobie sprawę że jestem osobą dosyć nieśmiałą i skrytą, że nie lubię konfrontacji, że z reguły trzymam się z boku. Że można mnie zaatakować, bo prawdopodobnie nie będę miała siły się bronić. Zdradził moje miejsce zamieszkania, numer telefonu, groził mojej rodzinie, podawał bardzo osobiste i bolesne fakty z mojego życia – najgorsze jest to, że wszystko przeinaczał na moją niekorzyść, zatajał istotne fakty albo je zmieniał, by postawić mnie w jak najgorszym świetle.

Miałam wrażenie, że zostałam zapędzona w ślepy zaułek z którego nie ma wyjścia. Oprócz paraliżującego lęku i dławiącego przerażenia był we mnie ogromny wstyd za to, że dałam się podejść jak dziecko – że sama dałam stalkerowi narzędzia do nękania mnie. Musiałam powiadomić rodzinę, pójść na policję – zaczęło się gorączkowe zabezpieczanie kont, trzeba było podjąć też wiele innych środków ostrożności. Ponadto musiałam zgłosić się do psychologa i psychiatry ze względu na ciągłe poczucie zagrożenia i nawrót depresji. Mam lęki, cierpię na bezsenność, stałam się wycofana, przestałam ufać ludziom. Pojawiły się problemy z brakiem motywacji, nie opuszcza mnie poczucia bycia głupią i lekkomyślną. Mam do siebie żal za to, że dałam się oszukać, przez co skazałam siebie, a także wiele niewinnych osób na cierpienie i prześladowanie. Straciłam zaufanie do swoich osądów. Miałam plany na życie, marzenia, jednak teraz wydają mi się one odległe i niedostępne.

Mimo wszystko liczę na to, że uda mi się wyjść z tego stanu – cały czas nad tym pracuje, małymi krokami idę do przodu. Pokładam ogromną nadzieję w tym, że mój prześladowca stanie przed obliczem sprawiedliwości i otrzyma właściwą karę za swoje czyny.

Chciałabym wam – słuchaczom i widzom Radia Samiec – gorąco podziękować za słowa wsparcia. Przeczytałam każdy komentarz skierowany do mnie, zastrzyk pozytywnej energii od was dodał mi otuchy w tych trudnych chwilach.

Przede wszystkim jednak pragnę gorąco podziękować Markowi za okazane wsparcie, nieocenioną pomoc i porady, a także za nadzieję na pozytywne rozwiązanie tej sprawy.

Autor: Ania J.

Źródło zdjęć: pixabay

Historia Ani, czyli piekło stalkingu cz.1

Cześć, nazywam się Ania i jestem ofiarą stalkingu.

Żeby przywołać w umyśle zdarzenia które zapoczątkowały ten koszmar, muszę cofnąć się myślami aż do 2017 roku – nie był to dobry okres w moim życiu, chyba jeden z najgorszych. Byłam mocno zagubiona, lata programowania kościelnego, rodzinnego, społecznego, medialnego i Bóg wie jakiego jeszcze dało mi się we znaki. Nie powiodło mi się w związku, nie powiodło mi się w pracy, wieloletnia, pogłębiająca się depresja i zły stan zdrowia skłoniły mnie do poszukiwań – co u licha może być przyczyną tego, że moje życie przypomina ciągłą batalię? Czyżbym była czarną owcą, która nie jest w stanie dopasować się do panujących realiów?

Szybko zdałam sobie sprawę, że religia to jedna wielka ściema, a ksiądz nie ma dla mnie żadnych odpowiedzi, prócz takich których został nauczony przez swoich zwierzchników z korporacji watykańskiej. Wizyta u psychiatry skończyła się kolejnym rozczarowaniem – moje problemy okazały się być prawdziwą plagą naszych czasów, plagą z jaką służba zdrowia nie jest w stanie sobie poradzić, a może nawet nie chce – bo przecież nieszczęśliwe społeczeństwo to społeczeństwo na którym można świetnie zarobić.

To wszystko skłoniło mnie do mniej konwencjonalnych rozwiązań. Zdecydowałam, że czas sięgnąć w głąb internetu i tam poszukać leku na moje problemy, dowiedzieć się co mają do powiedzenia ludzie spoza głównego nurtu medialnego. To małe prywatne śledztwo szybko doprowadziło mnie na kanał Radio Samiec – jak pewnie wielu z was. Niemal od pierwszego odsłuchu spostrzegłam, że mam do czynienia z człowiekiem, którego warto posłuchać. Postanowiłam zostać na dłużej.

Powoli, stopniowo odkrywałam kolejne nagrania Marka – szczególnie interesowały mnie tematy psychologiczne oraz ezoteryczne (całkowita nowość dla mnie w tamtym momencie). Imponująca ilość materiałów zawartych na kanale miała swoje plusy i minusy – minusem był niewątpliwie fakt, że zdałam sobie sprawę, iż proces dotarcia do interesujących mnie tematów nie będzie należał do najkrótszych. Postanowiłam zrobić coś o co nie podejrzewałabym siebie w innych okolicznościach – zaczepić autora, spróbować nawiązać kontakt i zadać kilka pytań.

Był to krok dość rozpaczliwy, ale stan w jakim byłam w tamtym momencie przynajmniej częściowo go tłumaczy. Marek okazał się nie mieć czasu na rozmowę – oczywiście spodziewałam się tego, teraz już wiem, że jako pisarz i twórca musi rozsądnie dysponować każdą minutą. To mnie jednak nie zraziło, jedynie uświadomiło jak zuchwała była moja prośba.

Kontynuowałam eksplorację kanału – słuchałam bieżących audycji, sięgałam też po te archiwalne. Napisałam kilkanaście komentarzy na fanpage’u Samcze Runo – zrobiłam to z mojego prywatnego profilu, na którym były umieszczone zdjęcia, dane personalne, generalnie sporo informacji. Nie miałam pojęcia, że właśnie popełniam ogromny błąd, że powinnam zadbać o prywatność – oraz że właśnie wskoczyłam na celownik hejterów, o których istnieniu miałam bardzo mgliste pojęcie.

Wszystko zaczęło się klasycznie i przewidywalnie – zaczepił mnie na Facebooku, odpowiadając na jeden z moich komentarzy na wcześniej wspomnianej stronie Samcze Runo. Po pewnym czasie do mojej skrzynki wpadła wiadomość od niego. Facet – przedstawiający się jako Paweł G. – był bardzo miły, uprzejmy, na dodatek szczerze zainteresowany problemami z jakimi się zmagam, zachęcał mnie do zwierzeń. Dopiero teraz, z perspektywy czasu, widzę że był to jeden z wielu znaków, że ten osobnik ma bardzo złe zamiary.

Paweł wielokrotnie podkreślał, że jest wielkim fanem Marka i jego Radia Samiec, deklarował że przesłuchał wszystkie audycje z tego kanału i jest w stanie mi pomóc tak samo, a wręcz lepiej niż sam autor. Nie tylko przesłuchał prawie tysiąc nagrań Marka, ale też kupił wszystkie jego książki i nagrania. Wielokrotnie dawał mi na to dowody, podawał mnóstwo szczegółów, było dla mnie jasne że jest słuchaczem Radia Samiec od wielu lat. Opisywał siebie jako podobnego do Marka – wszystko co mówił zdawało się mieć na celu przekonanie mnie, że jest taki jak on, tylko lepszy. Szczerze mówiąc, to temat Radia Samiec i jego twórcy był poruszany przez Pawła w każdej rozmowie. Było to dziwne i trochę ocierało się o fanatyzm, a wręcz obsesję, ale w tamtym momencie nie wzbudziło to moich podejrzeń, uznałam po prostu że Marek to jego idol i wiele mu zawdzięcza.

Również profil Pawła zwrócił moją uwagę – był całkiem pusty, z kilkoma niewiele wnoszącymi postami, bez zdjęcia profilowego, bez żadnych znajomych. Oczywiście wydało mi się to niecodzienne, jednak łatwo dałam się przekonać, że taka skrytość z jego strony to objaw zwykłej ostrożności i braku zaufania do mediów społecznościowych.

Przymknęłam na to wszystko oczy i kontynuowałam pisanie z nowym znajomym, głównie na Messengerze, odbyliśmy też kilka rozmów telefonicznych – głównie to ja opowiadałam o sobie, o swoich smutkach, przeżyciach. Byłam samotna i zrozpaczona, przez co z ochotą korzystałam z możliwości wygadania się. Prywatny detektyw skrzętnie to wykorzystywał i zachęcał bym mówiła mu o wszystkim co mnie trapi, przekonując przy tym, że mogę liczyć na jego pomoc, bo jest człowiekiem oczytanym i znającym życie, mogącym mi doradzić w wielu kwestiach. Wydawało mi się że jesteśmy z jednej grupy, mającej wspólny cel. Że on tak jak ja szanuje i lubi Marka, a z jego pracy pragnie czerpać wiedzę i inspirację.

fear-1131143_1280

Zaczynałam powoli wsiąkać w ten mały świat. Słuchałam audycji, przyswajałam wiedzę. Właściwie każdy dzień niósł ze sobą nowe odkrycia, nowe wglądy. Czułam że znalazłam miejsce, w które może uda mi się wrosnąć, społeczność która może pomóc mi się rozwijać. Wyraźnie odzyskiwałam siły, pojawiła się we mnie iskierka nadziei. Zaczynałam żartować, odczuwać radość życia. Paweł natomiast stawał się coraz bardziej napastliwy, z większą żarliwością starał się mnie przekonać, że to właśnie znajomość z nim może mi przynieść ulgę, że to właśnie on zna odpowiedzi na moje pytania. Kilka razy próbowałam mu wyjaśnić, że nie jestem zainteresowana jego pomocą – że sama pragnę dojść do rozwiązań, że zaczynam czuć się lepiej i nie jest to jego zasługa. On zdawał się być głuchy na te słowa. Jego zachowanie coraz bardziej przypominało desperację, a we mnie zaczęły narastać wątpliwości co do jego intencji.

Czara przelała się, gdy Paweł zadzwonił do mnie z zastrzeżonego numeru. Bardzo mnie to zdziwiło – przecież większość osób nie ukrywa się, nie korzysta z tego typu rozwiązań. Paweł nie był w stanie mi wytłumaczyć, po co posługuje się ukrytym numerem – a w mojej głowie zapaliła się wielka, czerwona lampa ostrzegawcza. Zrozumiałam że zrobił to przez przypadek, że możliwe iż do kogoś wcześniej telefonował z ukrytego numeru (nękając tę osobę), a dzwoniąc do mnie zapomniał wyłączyć tej opcji. Zaczęłam sklejać fakty – jego zainteresowanie fotografią, komputerami, praca w monitoringu, jakieś tajemnicze hobby o którym wspominał, a które wiąże się ze śledzeniem ludzi…

Autor: Ania J.

Zdjęcia: pixabay